Reklama

Nietykalna obsługa długu

Nie byłoby deficytu budżetowego, gdyby nie trzeba było dopłacać do rent i emerytur - wyjaśniał we wtorek senatorom wicepremier Grzegorz Kołodko. Za dwa lata, jeśli nie zostanie zmieniony mechanizm waloryzacji tych świadczeń, na dopłaty do rent i emerytur trzeba będzie przeznaczyć już ponad 50 mld zł.

Dopłaty budżetowe do świadczeń rentowych i emerytalnych stanowią największą cześć tak zwanych wydatków sztywnych, a te z kolei to 2/3 wszystkich wydatków budżetowych. Udział tych wydatków rośnie z roku na rok, ograniczając jakąkolwiek szansę na kierowanie budżetowych pieniędzy tam, gdzie byłyby najlepiej wykorzystane. Wicepremier Kołodko przekonywał senatorów kończących prace nad przyszłorocznym budżetem, że zmiana tych relacji między wydatkami sztywnymi a pozostałymi jest konieczna. Zapewnił, że na początku przyszłego roku przedstawiony będzie projekt reformy finansów publicznych. Reforma ma zapewnić spadek udziału wydatków sztywnych w całości wydatków z obecnych 67,8 proc. do 60 proc. jedyną pozycją w tej grupie wydatków, których nie można dotykać, to wydatki na obsługę długu publicznego.

Reklama

G. Kołodko potwierdził, że dług publiczny zbliża się do 50 proc. PKB, być może został już nawet przekroczony. Nie ma jednak żadnego zagrożenia, że dług zbliży się do 60 proc. PKB, granicy nie do przekroczenia

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »