Reklama

Nowe szaty Polskich Inwestycji Rozwojowych

Najpierw długa cisza po wymianie prezesa. Potem zmiana statutu i rady nadzorczej. Od kilku tygodni Polskie Inwestycje Rozwojowe podpisują kolejne umowy. Ale to już nie jest ten sam PIR.

Polskie Inwestycje Rozwojowe od początku były ryzykownym przedsięwzięciem. Z jednej strony miały angażować publiczne pieniądze w prywatne często inwestycje, z drugiej musiały zderzyć się z nazbyt rozbudzonymi oczekiwaniami, że tworząca się od podstaw spółka z dnia na dzień stanie się kołem zamachowym gospodarki.

Rozczarowanie było nieuchronne... Wprawdzie PIR pod wodzą Mariusza Grendowicza podpisał kilka wstępnych umów, ale do roli owego koła zamachowego wciąż było daleko. Potem przyszła fatalna rozmowa byłego już ministra Bartłomieja Sienkiewicza z prezesem NBP Markiem Belką. PIR nie zaczął jeszcze spełniać swojej roli w gospodarce, a stracił - nie z własnej winy - swój walor wizerunkowy.

Reklama

Formuła do wymiany

Ministerstwo Skarbu Państwa, pod którego skrzydłami PIR tworzono, zdecydowało się na nową odsłonę: pod koniec ubiegłego roku zmieniono prezesa - Mariusza Grendowicza zastąpił Jerzy Góra z BGK (II filaru programu Inwestycje Polskie). Rozpoczęto też prace nad zmianą struktury, czyli właśnie nad ufunduszowieniem - PIR miał być spółką zarządzającą kilkoma funduszami inwestycyjnymi zamkniętymi. To krok we właściwym kierunku: formuła spółki była znacznie mniej poręczna przy projektach inwestycyjnych, fundusze są pod tym względem zdecydowanie bardziej elastyczne.

Sam pomysł nie budził specjalnych kontrowersji. Ale zarzuty pod adresem Mariusza Grendowicza, że pod jego kierownictwem PIR był za mało aktywny i angażował się w zbyt małą liczbę projektów inwestycyjnych, zblakły; przez następne pół roku po jego odwołaniu PIR nie podpisał ani jednej umowy. Skądinąd zrozumiałe - zmiana struktury takiego wehikułu inwestycyjnego musiała trochę potrwać, ale ten fakt pokazuje jednak, jak bardzo wyśrubowane i na wyrost były oczekiwania na starcie PIR.

Pod koniec czerwca Polskie Inwestycje Rozwojowe stały się spółką zarządzającą aktywami o początkowej wartości 6,5 mld zł, ulokowanymi w czterech Funduszach Inwestycyjnych Zamkniętych Aktywów Niepublicznych, utworzonych na platformie TFI BGK.

- Trwający ponad pół roku proces zmiany formuły działania PIR poprawi przejrzystość polityki inwestycyjnej, wzmocni efektywność wydatkowania pieniędzy i przyspieszy działanie programu. Zakładamy, że wszelkie decyzje inwestycyjne będą rynkowe, a projekty poddawane testowi prywatnego inwestora - mówił Wojciech Kowalczyk, wiceminister skarbu.

Dziś PIR zarządza czterema funduszami: Funduszem Inwestycji Infrastrukturalnych - Kapitałowy FIZAN, Funduszem Inwestycji Infrastrukturalnych - Dłużny FIZAN, Funduszem Inwestycji Samorządowych FIZAN i Funduszem Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw FIZAN. Inwestorami w tych funduszach jest Bank Gospodarstwa Krajowego oraz PIR.

Właśnie Fundusz Inwestycji Polskich Przedsiębiorstw jest największą zmianą w strategii PIR. Startuje z aktywami o wartości 1,5 mld zł. Środki te będą inwestowane poprzez obejmowanie akcji lub udziałów spółek kapitałowych, obligacji zamiennych na akcje, a także poprzez udzielanie przedsiębiorstwom finansowania typu mezzanine (wkład między finansowaniem własnym i bankowym). Głównym obszarem aktywności tego funduszu stanie się sektor przemysłowy.

Kapitał początkowy Funduszu Inwestycji Samorządowych wyniesie 600 mln zł. Fundusz ma być inwestorem długoterminowym, angażującym się nawet na 20 lat. Obszar działalności? Sektor wodociągowo-kanalizacyjny, ciepłowniczy, gospodarka odpadami, lotniska regionalne, obiekty infrastruktury sportowej, infrastruktura wspierająca biznes, infrastruktura miejska. Resort skarbu zapowiada, że inwestycje tego funduszu mogą się odbywać również w formule Partnerstwa Publiczno-Prywatnego.

Oba Fundusze Inwestycji Infrastrukturalnych - kapitałowy i dłużny - skoncentrują się na dużych projektach z sektora energetycznego, transportowego czy telekomunikacyjnego. Każdy z nich będzie udzielał finansowania w formule projektowej (project finance), dostarczając kapitał bądź instrumenty dłużne typu mezzanine dla spółek celowych, realizujących planowane inwestycje. I każdy nich będzie miał w dyspozycji ponad 2,2 mld zł.

- Istotnie poszerzyliśmy obszar działalności PIR. Oprócz inwestowania w infrastrukturę, PIR w imieniu i na rzecz funduszy, którymi będzie zarządzał, będzie inwestował teraz również w przedsiębiorstwa przemysłowe i spółki samorządowe, dostarczając kapitał na rozwój oraz przyczyniając się do poprawy efektywności i wzrostu konkurencyjności w gospodarce - wyjaśnia te zmiany prezes PIR Jerzy Góra.

I eksperci oceniają je pozytywnie. - To korzystne rozwiązanie, bo pozwala w czytelny sposób określić strukturę zaangażowania w poszczególne rodzaje projektów, stosownie do potrzeb gospodarki - uważa Grażyna Magdziak, ekspert BCC ds. prywatyzacji.

Jak fundusz z funduszem

Nowa funduszowa struktura PIR pozwoli pełniej uczestniczyć także w wykorzystaniu pieniędzy z ogólnoeuropejskiego projektu - z tzw. Planu Junckera. Ukształtowanie Programu Inwestycje Polskie jako zastrzyku finansowego do realizacji inwestycji strukturalnych, dających miejsca pracy, zdaniem Jerzego Góry, idealnie pasuje do tego przedsięwzięcia. Mechanizm europejski i polski mogą się uzupełniać, otwierając przestrzeń do realizacji "koinwestycji". Może w nich uczestniczyć jeden z tworzonych FIZAN-ów, obejmując certyfikaty inwestycyjne w Europejskim Funduszu Inwestycji Strukturalnych albo też środki z EFIS będą trafiały do zarządzanego przez PIR funduszu.

Przypomnijmy, że EFIS będzie miał do dyspozycji 21 mld euro w formie gwarancji: 16 mld euro z UE i 5 mld euro z EBI. Realizowane będą głównie wielkie projekty, ale 25 proc. środków wesprze też małe i średnie przedsiębiorstwa. EFIS ma dzięki tzw. efektowi mnożnikowemu sprowokować 315 mld euro inwestycji w gospodarkę UE.

W kwietniu minister finansów Mateusz Szczurek zapowiedział, że Polskie Inwestycje Rozwojowe wraz z bankiem BGK zaangażują się w inwestycje związane z europejskim Planem Junckera do wysokości 8 mld euro.

Nowi ludzie, nowe podejście

Na drodze do ufunduszowienia PIR zmienił też (pod koniec maja) statut i radę nadzorczą. I właśnie w składzie rady nadzorczej być może najbardziej widać metamorfozę filozofii działania PIR, a poniekąd również zmianę modelu działania Ministerstwa Skarbu Państwa.

Poprzedni szef resortu, Mikołaj Budzanowski, za którego rządów narodził się pomysł tej instytucji, stawiał sobie za cel dokończenie prywatyzacji; jego następca Włodzimierz Karpiński postawił na sprawniejsze zarządzanie państwowym majątkiem.

Gdy za czasów Budzanowskiego tworzyła się pierwsza rada nadzorcza PIR, w jej składzie zachowano równowagę między ludźmi z resortu, a ludźmi "z rynku". Zasiadali tam główni ekonomiści resortów finansów i skarbu - Ludwik Kotecki i Michał Markowski, ale również Paweł Gricuk z doświadczeniami z Petrolinvestu i JP Morgan, Dariusz Greszta z CMS Cameron Mckenna, Przemysław Schmidt, związany z funduszem Trigon czy Khai Tan z Bridgepoint.

Zresztą i reprezentantów BGK, którzy znajdowali się w różnych okresach w radzie nadzorczej - Dariusza Kacprzyka, Adama Świrskiego czy wreszcie obecnego prezesa Jerzego Górę - trudno uznać za urzędników.

Nową pięcioosobową radę nadzorczą zdominował już wpływ resort skarbu: ma w niej trzech reprezentantów; w radzie pozostał również Ludwik Kotecki, a doświadczeniem (fakt, bogatym) z sektora bankowego może się legitymować reprezentantka BGK, Dorota Godziuk.

Trudno - po kilkunastu dniach - oceniać politykę inwestycyjną PIR w nowej odsłonie. Może zatem tylko przypadek sprawił, że jednym z pierwszych projektów, w jaki PIR się zaangażował, jest Polska Grupa Promowa.

Jednym z ostatnich wydarzeń, firmowanych przez poprzedniego ministra skarbu, było podpisanie 10 czerwca listu intencyjnego w sprawie powołania PGP przez Polską Żeglugę Bałtycką, Polską Żeglugę Morską - właściciela marki Unity Line oraz Polskie Inwestycje Rozwojowe. Warto przypomnieć, że jednym z priorytetów Karpińskiego była właśnie scalanie aktywów Skarbu Państwa.

To pierwszy krok w konsolidacji polskiej branży promowej. Grupa, która połączy PŻB oraz Unity Line z Polskiej Żeglugi Morskiej, stanie się niekwestionowanym liderem na rynku przewozów promowych na Bałtyku. Polskie firmy żeglugowe wspólnie lepiej niż w rozdrobnieniu mogą wykorzystać potencjał rynku. PŻB i PŻM deklarują, że podejmą prace w obszarach korporacyjnym, eksploatacyjnym oraz finansowym.

Do budowy PGP potrzebny jest też inwestor, który dostarczy finansowanie i kapitał. Mogą to zaoferować Polskie Inwestycje Rozwojowe, dzięki czemu grupa dostanie szansę na rozwój i pozostanie w polskich rękach. Tak decyzję uzasadniał wiceminister skarbu Rafał Baniak.

- To czysto polityczny projekt. Nikt nie wie, dlaczego kolejne próby prywatyzacji PŻB zakończyły się niepowodzeniem - ocenia Grażyna Magdziak.

Trzeba jednak dodać, że PIR angażuje się również w inwestycje prywatnych firm - chociażby w strategicznym sektorze energetycznym. Na początku czerwca Polskie Inwestycje Rozwojowe i EdF Polska podpisały wstępne porozumienie w sprawie 275 mln zł finansowania (z funduszu Inwestycje Polskie) projektu nowej elektrociepłowni gazowej w Toruniu. Projekt przewiduje budowę elektrociepłowni gazowej o mocy cieplnej 330 MWt, która w 2017 r. zastąpi kotły węglowe, z których korzysta EDF Toruń.

Ku strategicznym sektorom

Z deklaracji prezesa PIR może wynikać, że energetyka to jeden z inwestycyjnych priorytetów spółki.

- Można się spodziewać w najbliższym czasie, i to nie bardzo odległym, finalizacji projektów inwestycyjnych z kilku kluczowych sektorów polskiej gospodarki. Jesteśmy na końcowym etapie szczegółowej analizy dużych projektów, w tym o wartości powyżej miliarda złotych - mówił Jerzy Góra.

Prawdopodobne też, iż PIR może stać się finansowym ramieniem rządu przy stawianiu na nogi polskiego górnictwa; takie zaangażowanie nie budziłoby zachwytu liberalnych ekonomistów. Prezes PIR unika jednoznacznych deklaracji, potwierdza jednak, że podobne pomysły się pojawiają.

- Jak wielu inwestorów, dostaliśmy propozycję objęcia udziałów w Nowej Kompanii Węglowej; jest ona rozważana - ujawnił w połowie maja Jerzy Góra. - Analizujemy stosowną dokumentację, która stanowi podstawę podejmowania decyzji, jest mi natomiast trudno dzisiaj powiedzieć, jakie to będą decyzje i w jakim towarzystwie.

W podobnym tonie szef PIR odniósł się do całej branży: - Górnictwo było zawsze ważnym punktem odniesienia również w Polskich Inwestycjach Rozwojowych. Pracujemy nad wieloma projektami dotyczącymi różnych form działania w tym sektorze i niewątpliwie dopiero analiza efektywności ekonomicznej pokaże, a mamy projekty w których jesteśmy już po stosownych analizach, czy będziemy w stanie to realizować.

Zaznaczył jednak zarazem, że decyzje i zaangażowanie finansowe jego instytucji muszą być oparte na zasadach rynkowych.

Dziś bilans działania PIR to 11 wstępnych umów (o wartości 6,1 mld zł) i dwie podpisane umowy (na 2,2 mld zł). - Jeszcze w tym roku można się spodziewać finalizacji projektów o wartości powyżej miliarda zł w ramach programu Inwestycje Polskie - zapowiada Jerzy Góra.

Wygląda zatem na to, że po kilku miesiącach mniejszej aktywności - wynikającej z wewnętrznych przekształceń - PIR wraca do inwestycyjnej gry. Ale już chociażby owa nowa struktura wymusza nieco inne zasady pracy. Rosną również zagrożenia polityczne wokół tego projektu.

Na rozdrożu?

PIR w początkowym okresie swojej działalności cieszył się sporą niezależnością (odzwierciedleniem mógł być skład rady nadzorczej). Miał wprawdzie określone i zaakceptowane przez właściciela obszary aktywności inwestycyjnej , lecz dobór projektów leżał całkowicie po stronie PIR.

Obecne przekształcenia mogą budzić obawy, że PIR będzie sakwą, z której wesprze się wygodne dla rządu ze względów politycznych. Oczywiście prezes Góra zastrzega, że przy podpisywaniu umów decyduje kryterium opłacalności projektu - i nie ma powodów, by powątpiewać w jego deklaracje. Po drugiej stronie tego równania siedzą jednak politycy, którzy w napięciu wpatrują się w słupki poparcia wyborców, a przecież coraz mniej kartek w kalendarzu od daty wyborów. 6,5 mld zł w funduszach PIR to spora pokusa. Okres przedwyborczy to niebezpieczny czas dla gospodarki. I dni sposobne, by polityczne naciski potęgować.

Na szczęście nie ma na razie przesłanek, by te obawy miały się spełnić. Nie ma też jednak większych nadziei, by spełniły się szumne zapowiedzi dotyczące roli PIR w ożywieniu inwestycyjnym. Prawda - rośnie liczba projektów, zwiększa się ich skala, ale wciąż nie mają decydującego znaczenia dla gospodarki.

Zanim jednak zaczniemy narzekać, warto przypomnieć sobie, że PIR narodził się jako projekt polityczny: hasło rzucone przez ówczesnego premiera Donalda Tuska pod koniec 2012 r. To hasło należało przekuć na konkretny byt. I to się udało.

Jeżeli PIR przetrwa najbliższe miesiące (a powyborcza rzeczywistość może sporo zmienić) i nie skapituluje przed politycznymi pokusami, będzie to największy - choć zapewne niedoceniony - sukces tego pomysłu. Rzadko wszak zdarza się w polskich realiach, by polityczny u podstaw koncept zaowocował gospodarczymi korzyściami. A w przypadku PIR mogą być one znaczące...

Wystarczy, że nieco zweryfikujemy oczekiwania i nie będziemy wymagać od tej instytucji, by była kołem zamachowym gospodarki. Niech tylko skutecznie oliwi inwestycyjne tryby.

Adam Sofuł

Więcej informacji w portalu "Wirtualny Nowy Przemysł"

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »