Reklama

Podatek importowy - powrót do starego pomysłu

Janusz Steinhoff, wicepremier i minister gospodarki, wypowiedział się w piątek w Radiu Zet za podatkiem importowym.

Reklama

Wcześniej pomysł na ratowanie tym sposobem finansów publicznych, w trakcie debaty nad nowelizacją budżetu, zgłosił senatorom w ekspertyzie prof. Witold Modzelewski, b. wiceminister od podatków. Wtedy Jarosław Bauc, minister finansów, odrzucił uwagi eksperta do obecnej polityki gospodarczej.

Reklama



"Opowiadam się za wprowadzeniem podatku importowego na okres czasowy, na rok lub dwa. Pod warunkiem oczywiście spełnienia pewnych warunków Światowej Organizacji Handlu (WTO)" - powiedział Janusz Steinhoff. Jako cel wskazał: poprawę dochodów w budżecie 2002 r. oraz ochronę rodzimych producentów przed importem. Jako minus pomysłu wymienił pogorszenie konkurencyjności polskich przedsiębiorstw na rynkach zagranicznych.



W obliczu tych zapowiedzi zaskakiwać mogą ostatnie decyzje KERM, pod jego kierownictwem - o obniżkach ceł, z racji układów z UE. Objąć mają ok. 2150 pozycji taryfowych, m.in. na wyroby przemysłów chemicznego, lekkiego, elektronicznego. Zmniejszy to wpływy budżetowe o 279 mln zł.



Podatek importowy u nas już obowiązywał - od stycznia 1994 r. do końca 1996 r. i też chodziło początkowo o rok, tłumacząc pomysł potrzebami budżetu. Potem, w 1995 r. mówiono o trudnościach w bilansie płatniczym. Natomiast w 1996 r., choć bilans już nie był tłumaczeniem, rząd wskazał na znaczny poziom zadłużenia kraju i na spłaty. Wydłużenie okresu stosowania podatku było przez rząd notyfikowane w organach GATT (dziś - WTO) i UE, a także uzgodnione z MFW. Warunkiem zgody tych instytucji była obniżka stawki daniny z 5 proc. w 1995 r. do 3 proc. w 1996 r. Podatek zapewnił od 8,5 proc. (1994 r.) wpływów z podatków pośrednich, do 9 proc. (1995 r.) i na końcu 6,2 proc.



KOMENTUJĄ DLA PG MIROSŁAW CIEŁUSZECKI, prezes Farm Agro Planty



Ochrona krajowych producentów zależy od wielu elementów, nie wierzę więc w ten skutek podatku od importu. A z pewnością podniesie on koszty. W naszej branży - sprzedaży nawozów sztucznych i przerobu chemicznego - wzrosną ceny importu surowców. Sprowadzamy duże ilości potasu, nie występującego w Polsce, rolnictwu zaś niezbędnego. Czy rząd chce wyższych cen za zboża, mnożenia kosztów na wsi i droższego chleba? Skutkiem zabaw w dodatkowe obciążenia będzie bowiem wyższa natychmiast inflacja. Jeśli zaś rząd i parlament przyjęłyby metodę wybiórczych obciążeń importu towarów, to pozostaje pytanie - czy nie łamie to zasady równości wobec prawa oraz reguł zdrowej i uczciwej konkurencji? Podatek ten uderzyłby też w reeksport sporej grupy firm.



Prof. WIESŁAWA ZIÓŁKOWSKA, RPP, b. przewodnicząca komisji budżetowej Sejmu



Podatek importowy zniesiono u nas za szybko, zmniejszając szanse producentów na dostosowanie się do wymogów jakościowych Zachodu. W poprzednim Sejmie toczyłam wojnę o jego utrzymanie. Niestety, minister finansów z SLD bardzo wtedy napierał, aby podatek importowy znieść i błąd ten popełniono. Z krokiem tym wiązałabym też minioną zapaść na rachunku bieżącym płatności. Jeśli więc podatek ten nie spotkałby się z reperkusjami międzynarodowymi i nie byłby zbyt wysoki - a dla ratowania finansów państwa objąłby wyroby raczej luksusowe, przez co nie wzrosłyby ceny towarów najczęściej kupowanych przez obywateli i nie groziłby nawrót inflacji - to ani ja, ani nikt inny, nie powinien i dziś mieć żadnych powodów do sprzeciwu.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »