Reklama

Prywatny import psuje nam statystyki?

Możliwe, że przy okazji czerwcowej publikacji danych dotyczących bilansu za pierwszy kwartał 2011 roku, NBP dokona rewizji, które doprowadzą do ograniczenia salda błędów - wynika z wypowiedzi Józefa Soboty, dyrektora Departamentu Statystyki NBP.

Sądzę, że dobry moment dla takich dostosowań będzie przy publikacji danych za I kwartał 2011 r., czyli w czerwcu - powiedział w wywiadzie dla "Parkietu" w odpowiedzi na pytanie o to, kiedy będzie możliwa rewizja danych o bilansie płatniczym.

Reklama

Jest co najmniej kilka hipotez (tłumaczących wielkość salda błędów i opuszczeń - PAP). (...) Na przykład nie jest w pełni doszacowany import samochodów używanych sprowadzanych do Polski - powiedział

Szacujemy, że prywatny import samochodów używanych zmniejszy nam saldo błędów i opuszczeń o ok. 20 proc. i zwiększy relację ujemnego salda obrotów bieżących do PKB o około 1 pkt proc. Żeby nie było żadnych wątpliwości: nie ma to żadnego wpływu na poziom nominalnego PKB. Rachunek PKB ma dwie strony - tworzenia i rozdysponowania. Nie mam żadnych podstaw, by twierdzić, że wielkość PKB obliczona przez GUS jest przeszacowana - powiedział Sobota.

Jeśli uzgodnimy z GUS sposób zakwalifikowania prywatnego importu, to zapewne będziemy mieli do czynienia z jakimiś niewielkimi zmianami po stronie rozdysponowania PKB między eksportem netto, który się zmniejszy, a konsumpcją, która wzrośnie - dodał.

Sobota zauważył, że osoby prywatne nie mają obowiązku składać sprawozdania na potrzeby statystyki handlu zagranicznego, gdyż wartość samochodów jest z reguły poniżej progu sprawozdawczego.

W tej chwili pracujemy nad rozwiązaniem tej kwestii poprzez wykorzystanie innych administracyjnych źródeł informacji - powiedział.

Zdaniem Soboty wzrost salda błędów i opuszczeń może być powodowany dużą liczbą małych podmiotów, które w danym roku nie przekazują informacji na potrzeby statystyki.

Inne przyczyny, dla których - zdaniem Soboty - saldo błędów i opuszczeń mogło w skali roku wynieść ponad 14 mld euro to m.in. dochody osób pracujących za granicą i ich transfery do Polski, niedoszacowane aktywa osób prywatnych.

Dochody osób pracujących za granicą i ich transfery do Polski. A także transfery z Polski dochodów obcokrajowców. My co roku robimy specjalne badanie w krajach, gdzie są duże skupiska Polaków. Obecnie dochody i transfery naszych rezydentów mogły być niższe, niż szacowaliśmy wcześniej. Wielka Brytania czy Irlandia przeżyły kryzys finansowy i to wpłynęło również na sytuację przebywających tam Polaków. Dodatkowo duża część osób deklaruje chęć pozostania tam na stałe. To oznacza, że większą część pieniędzy wykorzystuje na miejscu, co ma wpływ na wielkość transferów - powiedział.

Jeśli chodzi o problemy ze statystyką bilansu płatniczego, to mamy taki sam problem z oszacowaniem liczby obcokrajowców pracujących u nas, jak np. kraje zachodnie. W związku z tym rozpoczynamy badania tego zjawiska. Chcemy metodą ankietową sprawdzić, jaka jest skala imigracji, a także na ile ona jest trwała, co da nam podstawę do szacowania transferów. Warto dodać, że wykorzystane będą także dane administracyjne, np. dane GUS - powiedział.

Udział Polski w układzie z Schengen utrudnia oszacowanie liczby osób przyjeżdżających do i wyjeżdżających z Polski w celach turystycznych, co też może mieć wpływ na statystykę bilansu płatniczego.

Odkąd Polska jest objęta układem z Schengen, nie ma dokładnych danych na temat liczby osób przyjeżdżających do Polski i Polaków wyjeżdżających za granicę. My opieramy się na danych Instytutu Turystyki, który prowadzi swoje badania. Zasugerowaliśmy ostatnio, żeby Instytut rozszerzył swoje badanie, np. obejmując ankietą większą liczbę przejść granicznych - powiedział Sobota.

- Do transakcji związanych z turystyką należy też doliczać obroty związane z tzw. handlem przygranicznym. Chyba że ktoś potrafi udowodnić, że jakiś "turysta" wiezie trzy tysiące zegarków albo - temat na czasie - tonę cukru z Francji. Takie przypadki powinny być uwzględniane w obrocie towarami - dodał.

Import prywatny?

- Uważam, że aktywa osób prywatnych mogą być niedoszacowane z uwagi na obowiązujące progi. Transakcje poszczególnych podmiotów są na tyle małe, że nie muszą być nam raportowane. Nie możemy mówić, że Polacy nie mają aktywów finansowych za granicą, pytanie, jak je oszacować, co staramy się obecnie uczynić - powiedział.

Zdaniem statystyka transakcje swapowe nie są istotnym źródłem błędów.

Józef Sobota uważa, że w pewnym stopniu rewizja danych może przyczynić się do pogłębienia deficytu na rachunku obrotów bieżących Polski.

- Sądzę, że w pewnym stopniu tak. Ale przestrzegałbym przed mechanicznym wykorzystywaniem miary tego deficytu do PKB jako miary nierównowagi zewnętrznej polskiej gospodarki. Analizując wielkość tego deficytu należy brać pod uwagę źródła jego powstania oraz sposób jego finansowania. Mamy np. stabilny napływ środków z Unii Europejskiej w rachunku kapitałowym. Wniosek: miarą stabilności powinna być raczej suma salda obrotów bieżących i rachunku kapitałowego. Tak liczony deficyt wyniósł w 2010 roku 1,6 proc. PKB - powiedział.

Niemiecki instytut statystyczny wyjaśnił w ostatnich dniach, że te różnice są całkowicie dopuszczalne i przywołał tzw. efekt Rotterdamu. W tym przypadku lepszą nazwą jest efekt Hamburga - powiedział Sobota, pytany czy prywatny import używanych samochodów wyjaśnia także różnice między wielkością naszego importu z Niemiec w statystyce GUS, a niemieckim eksportem do Polski według danych niemieckich.

Dowiedz się więcej na temat: błędów | prywatnie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »