Reklama

Referendum w Grecji być może już w grudniu

Przeprowadzenie referendum w Grecji na temat nowego pakietu ratunkowego może zostać przyspieszone o miesiąc i odbyć się już w grudniu - poinformował w środę grecki minister spraw wewnętrznych Haris Kastanidis. Początkowo zapowiadano, że głosowanie odbędzie się w styczniu lub lutym.

- Jest możliwość przeprowadzenia referendum wcześniej, w grudniu - oświadczył jednak szef MSW w państwowej telewizji. - Stałoby się tak, gdyby Grecja i międzynarodowi partnerzy wypracowali szczegóły porozumienia w sprawie pakietu pomocy dla Aten wcześniej niż planowano - dodał.

Także rzecznik greckiego rządu Ilias Mosialos mówił w środę, że plebiscyt zostanie zorganizowany tak wcześnie jak to możliwe.

Grecja: Rząd poparł referendum ws. planu ratunkowego

Grecki rząd zebrany w nocy z wtorku na środę na kryzysowym posiedzeniu jednomyślnie poparł pomysł premiera Grecji Jeorjosa Papandreu, by jak najszybciej zorganizować referendum ws. drugiego pakietu pomocy dla Aten - poinformował rzecznik gabinetu Elias Mosialos.

Reklama

Rząd poparł także wniosek szefa rządu, by zwrócić się o wotum zaufania do parlamentu. Głosowanie ma się odbyć w piątek.

Opuszczając 7-godzinne spotkanie ministrowie tłumaczyli poparcie dla propozycji Papandreu koniecznością zachowania jedności gabinetu przed piątkowym głosowaniem. Niektórzy nie ukrywali jednak, że mają na temat referendum krytyczne zdanie.

- Referendum da jasny mandat, a także będzie klarownym sygnałem zarówno w kraju jak i poza granicami Grecji w sprawie naszego europejskiego zaangażowania i naszej przynależności do euro - oświadczył Papandreu w wydanym komunikacie.

Dodał w nim, że na spotkaniu G20 w tym tygodniu w Cannes będzie przekonywał partnerów o konieczności podejmowania takich decyzji, "które przedkładać będą demokrację ponad apetyty rynków".

Odnosząc się do spekulacji na temat swego odejścia z urzędu i rozpisania przedterminowych wyborów, szef rządu ostrzegł, że spowodowałoby to "pociągnięcie kraju ku upadkowi", a kampania wyborcza zahamowałaby konieczne reformy. Wyraził też przekonanie, że jego europejscy partnerzy byli uprzedzeni o planach referendum a także, że "szanują i popierają" wysiłki Grecji.

Jednak ogłoszony w poniedziałek ku zaskoczeniu wszystkich projekt referendum wywołał konsternację i irytację w strefie euro. Greckie "nie" mogłoby oznaczać upadłość kraju, zaprzepaszczenie wszystkich prób ratunku kraju i destabilizację strefy euro o dalekosiężnych skutkach - ostrzegają analitycy.

Posiedzenie rządu w Atenach zostało zwołane po nerwowych reakcjach na poniedziałkową zapowiedź Papandreu, że Grecy mają wypowiedzieć się w sprawie drugiego pakietu pomocy dla Aten, uzgodnionego na szczycie strefy euro w zeszłym tygodniu.

Nieoczekiwane ogłoszenie w poniedziałek po południu przez premiera Grecji planu referendum ws. przyjęcia pakietu pomocowego i programu drastycznych oszczędności było też potężnym ciosem dla rynków finansowych.

Dlatego kryzys w Grecji będzie tematem nadzwyczajnych konsultacji z udziałem Papandreu, które odbędą się już w środę w Cannes, przed rozpoczęciem szczytu G20. Takie ustalenia zapadły podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej kanclerz Niemiec Angeli Merkel oraz prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy'ego. Oboje będą w kurorcie na Lazurowym Wybrzeżu rozmawiać z premierem Grecji, na którego presję wywierać będą także przywódcy instytucji UE oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

W ramach drugiego pakietu Grecja miałaby otrzymać 130 mld euro od eurolandu i MFW, z czego 30 mld to gwarancje dla inwestorów zachęcające ich do wymiany obligacji greckich na papiery o połowę niższej wartości. Na szczycie strefy euro 27 października uzgodniono również redukcję długu Grecji o 100 mld euro z 50-procentowymi stratami dla posiadaczy greckich obligacji.

W zamian kraj ma przyjąć daleko idący program oszczędności, który budzi masowe sprzeciwy obywateli. Według sondaży około 60 proc. Greków odrzuca plany reform.

Grecja: Opozycja ostro krytykuje rząd i referendum

Opozycyjna partia Nowa Demokracja w ostrych słowach skrytykowała w środę rząd premiera Grecji Jeorjosa Papandreu i potępiła zapowiedziane przez niego referendum ws. drugiego pakietu ratunkowego dla tego kraju. - Chce pan upadku Grecji? - zapytał lider ND. - Nie wiemy nawet, jak ma wyglądać porozumienie (w sprawie pakietu ratunkowego dla Grecji), więc jak mamy o nim decydować? - zapytał przewodniczący ND Antonis Samaras.

Zapowiadając referendum, Papandreu stosuje wobec Greków szantaż, w którym daje im do wyboru: "Albo zgadzacie się na pakiet, albo wychodzimy z UE" - podkreślił. Jednocześnie swoimi słowami premier wywołał niepewność na świecie - dodał.

- Obecnemu rządowi wszystko się pomieszało, musi odejść - podsumował Samaras.

Jednocześnie krytycznie wypowiedział się o działaniach tzw. trojki (przedstawicieli Komisji Europejskiej, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Europejskiego Banku Centralnego) i greckiego rządu, które, wymuszając ostre cięcia, dławią gospodarkę Grecji. - Duże oszczędności - zgoda, ale do tego także wzrost, żeby naród nie popadł w depresję - zaznaczył.

Po południu grecki parlament rozpocznie trzydniową debatę nad wnioskiem o wotum zaufania wobec rządu, z którym zwrócił się Papandreu. Głosowanie ma odbyć się w piątek późnym wieczorem.

Na rynkach znów nerwowo

Na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych obserwujemy spore spadki po zapowiedzi, że w Grecji odbędzie się referendum w sprawie przyjęcia pakietu oszczędnościowego, od którego zależy międzynarodowa pomoc dla Aten. Wczoraj warszawska giełda nie pracowała, więc inwestorzy dopiero dziś mogli zareagować na tę informację. Z kolei na najważniejszych europejskich parkietach po wczorajszej wyprzedaży dziś wartości indeksów rosną.

Główna ekonomistka Banku Pocztowego Monika Kurtek tłumaczy, że do czasu wyjaśnienia sprawy na rynkach będzie widać nerwowość inwestorów, bo na szali leży przyszłość strefy euro. Jej zdaniem odrzucenie planu w referendum może skutkować niekontrolowanym bankructwem Grecji, a także innych krajów strefy euro, co skutkowałoby rozpadem Eurogrupy i ogromnym kryzysem.

Dzisiejsze wzrosty na europejskich rynkach Monika Kurtek tłumaczy odreagowaniem po spadkach, a także oczekiwaniem na dobre informacje ze Stanów Zjednoczonych, gdzie dziś odbędzie się posiedzenie banku centralnego.

Po godzinie od rozpoczęcia notowań w Warszawie indeks podstawowy WIG tracił blisko 2 proc., a indeks dużych spółek był na ponad 1,5-proc. minusie.

Sprawdź bieżące notowania GPW na stronach Biznes INTERIA.PL

Znacznie lepiej sytuacja wygląda na najważniejszych parkietach europejskich: francuski CAC40 zyskuje 1,33 proc., a niemiecki DAX 1,62 proc.

Sprawdź bieżące notowania indeksów światowych na stronach Biznes INTERIA.PL

Za euro trzeba płacić 4,41 zł, za franka szwajcarskiego 3,63 zł, a za dolara 3,20 zł.

Sprawdź bieżące notowania walut na stronach Biznes INTERIA.PL

Belgijska prasa o referendum w Grecji

"Grecja igra z ogniem", "Szalona gra premiera Papandreu", "Niewinny" - to tylko niektóre tytuły artykułów i komentarzy w belgijskich gazetach po zapowiedzi premiera Grecji Jeorjosa Papandreu o zorganizowaniu referendum w sprawie pakietu pomocowego dla tego kraju. Jest to temat, który dominuje na czołówkach w belgijskiej prasie. Komentatorzy mają jednak różne opinie na temat decyzji, by Grecy wypowiedzieli się w referendum, czy zgadzają się na dalsze, drastyczne oszczędności w zamian za przyznaną finansową pomoc.

Gazeta La Libre Belgique zamieszcza na pierwszej stronie duże zdjęcie premiera Papandreu, a pod nim podpis, że igra on z ogniem wywołując szok na rynkach finansowych. "Co ugryzło greckiego premiera?" - pyta komentatorka dziennika. Sabine Verhest pisze, że dał się on poznać jako prawdziwy mąż stanu i zastanawia się, czy to możliwe, że zmienił się teraz w nieodpowiedzialnego polityka. Komentatorka podkreśla, że negatywny wynik referendum doprowadzi do bankructwa Grecji i pogrąży strefę euro. Premier ustąpi, ale jego następca i cała Europa pozostanie z problemem. "To nieodpowiedzialne" - dodaje komentatorka La Libre Belgique.

Czytaj raport specjalny Biznes INTERIA.PL "Teraz tonie Grecja. Kto następny?"

Inaczej ocenia całą sytuację dziennikarz gazety Le Soir. "Niewinny" - pisze Maroun Labaki podkreślając, że takie są zasady demokracji. "By wymagać kolejnych wyrzeczeń od obywateli, którzy już i tak są na kolanach, Jeorjos Papandreu musi otrzymać od nich zgodę" - pisze komentator Le Soir. Krytykuje też oburzenie europejskich liderów i dodaje, że nikt nie ośmielił się wytykać palcem Francuzów i Holendrów, którzy zorganizowali przegrane, jak się później okazało, referenda w sprawie europejskiej konstytucji i Irlandczyków, którzy za pierwszym razem odrzucili w referendum traktat lizboński.

Z kolei niderlandzkojęzyczne gazety De Standaard i De Morgen piszą o greckiej bombie, która wybuchła w najmniej odpowiednim momencie. Cały, misternie układany plan ratunkowy dla strefy euro, właśnie upadł i to przed szczytem G20 w Cannes. Europejscy liderzy chcieli zaapelować do jego uczestników o większe zaangażowanie w stabilizowanie sytuacji na świecie, mieli zachęcać Chiny do inwestowania, a Stany Zjednoczone do reform i poprawy sytuacji budżetowej.

Niemiecka prasa: Papandreu postawił wszystko na jedną kartę

Wystąpienie Grecji ze strefy euro wydaje się już tylko kwestią czasu - pisze w środę niemiecki dziennik "Die Welt". Według niemieckiej prasy, zapowiadając referendum w sprawie programów ratunkowych, premier Grecji postawił wszystko na jedną kartę.

"Dzięki swej kontrowersyjnej inicjatywie grecki premier Jeorjos Papandreu przypomina gracza w ruletkę, który postawił wszystko na jedną liczbę. I wydaje się, że nie jest jedynym hazardzistą wśród europejskich polityków" - komentuje "Die Welt". Według gazety opuszczenie przez Grecję strefy euro nie oznaczałoby końca europejskiej solidarności z tym krajem. "Grecja musiałaby być dalej wspierana przez swoich partnerów. Wystąpienie byłoby zatem jedynie późnym uznaniem gospodarczej rzeczywistości. Tylko z narodową walutą Grecy mają realną szansę wzmocnić swą konkurencyjność poprzez dewaluację" - ocenia dziennik. Zastrzega jednak, że nawet tak radykalny krok nie uspokoiłby sytuacji wokół wspólnej waluty, bo rynki finansowe od dawna obawiają się zachwiania pozycji Włoch.

Także dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze, że Papandreu postanowił zagrać o wszystko. "Europa jest w szoku, ale widząc masowe demonstracje i strajki w Atenach, musiała być świadoma krytycznej sytuacji greckiego rządu. Papandreu i (jego rządząca socjalistyczna partia - PAP) PASOK stoją pod ścianą (...). Z notowaniami, które sięgnęły dna, i z minimalną większością w parlamencie żaden szef rządu nie może stale forsować radykalnych programów oszczędnościowych, przeciw którym burzy się jego własny naród. Chyba że mógłby się powołać na jasną, choć niechętnie wyrażoną, zgodę społeczeństwa" - ocenia dziennik. Dodaje jednak, że przeprowadzenie referendum "wymaga czasu, którego Grecja już nie ma, i wstrzymuje cały proces reform". Według gazety powodem oburzenia, jakie wywołała zapowiedź greckiego premiera, może być też fakt, że Grekom dano możliwość decydowania o tym, czy chcą zostać uratowani, podczas gdy Niemcy nie mogą głosować, czy obecne i przyszłe pokolenia chcą brać na siebie warte miliardy gwarancje na ratowanie Grecji.

Z kolei w ocenie "Sueddeutsche Zeitung" grecka polityka "nie jest już wyłącznie sprawą samej Grecji". "Od (jej) losu zależy los 16 pozostałych państw strefy euro. I jeśli zgodzą się, że od euro zależy też przyszłość Unii Europejskiej, to stawką w grze jest teraz cały ten projekt" - ocenia gazeta. Dodaje, że szczyt eurolandu w Brukseli w ubiegłym tygodniu "był wyrazem odpowiedzialności, którą Europa chce przejąć za Grecję". "Ale co będzie z odpowiedzialnością Grecji za Europę?" - pyta "SZ". Według gazety po decyzji Papandreu o referendum Unia powróciła do niepewności sprzed szczytu z 27 października. "Jest jeszcze gorzej: podczas gdy w minionych tygodniach można było podjąć jakieś działania, teraz grozi całkowity zastój. Bo jakie dalsze kroki na korzyść Grecji i euro można podjąć, jeśli przez tygodnie albo miesiące nie będzie wiadomo, jak długo Grecja pozostanie jeszcze przy euro?" - dodaje bawarski dziennik. Ocenia, że UE i Międzynarodowy Fundusz Walutowy powinny przygotować "plan B", a nawet "plan C" w sprawie greckiego kryzysu.

"Financial Times Deutschland" ocenia z kolei, że greckie referendum nie musi skończyć się katastrofą. Jeśli uda się zapewnić finansowanie w czasie poprzedzającym referendum, a Papandreu zdoła przekonać swój naród za pomocą argumentów, operacja ratowania euro miałaby dużo pewniejsze podstawy niż dotychczas" - ocenia "FTD". Także tygodnik "Der Spiegel" napisał w swym internetowym wydaniu, że "dla odmiany Grecy powinni sami zdecydować, co będzie dalej z nimi i ich krajem".

Francuska prasa o możliwym referendum w Grecji

Francuska prasa jest w środę mocno podzielona w ocenie pomysłu przeprowadzenia w Grecji referendum na temat drugiego pakietu pomocy dla Aten. Jedne tytuły ostro krytykują premiera Jeorjosa Papandreu, inne - uznają tę inicjatywę za przejaw zdrowia demokracji.

Ogłoszona w poniedziałek nieoczekiwana propozycja Papandreu wprowadziła w zakłopotanie komentatorów czołowych francuskich gazet. Część z nich - jak "Le Figaro" i "Le Monde" - nie szczędzi bezlitosnej krytyki władzom greckim, a samą inicjatywę przeprowadzenia referendum uważa za katastrofalną w skutkach dla strefy euro. "Czy Europa zginie przez grecką truciznę?" - pyta konserwatywne, bliskie prezydentowi Nicolasowi Sarkozy'emu "Le Figaro".

Według komentatora tego dziennika, swego czasu "Grecja włamała się do strefy euro ze sfałszowanymi rachunkami finansów publicznych, mając reputację państwa bez dyscypliny podatkowej i nieskutecznego pod względem administracyjnym". "Le Figaro" dodaje, że swoim pomysłem przeprowadzenia referendum Ateny "zbliżają się wielkimi krokami w stronę opuszczenia strefy euro".

W podobnym tonie komentuje bliski politycznego centrum dziennik "Le Monde". W jego opinii premier Papandreu podjął "szaleńcze ryzyko". Gazeta uważa, że nieoczekiwana decyzja Aten "każe się mocno zastanawiać, czy Grecja ma naprawdę swoje miejsce w eurogrupie".

Odmiennego zdania są komentatorzy innych tytułów, np. lewicowego "Liberation", który broni inicjatywy referendum w Grecji. Jego zdaniem, Papandreu podniósł słusznie kwestię demokratyczności podejmowanych przez możnych tego świata decyzji bez oglądania się na zainteresowanych. "Co myślą o brutalnej terapii oszczędności narody, które same doświadczą jej skutków?" - pyta retorycznie "Liberation".

Hu dla "Le Figaro": Chiny chcą stabilizacji strefy euro

Chiny szczerze życzą sobie stabilizacji strefy euro - oświadczył prezydent Chin Hu Jintao w wywiadzie dla dziennika "Le Figaro". Hu w jeszcze środę spotka się z prezydentem Francji Nicolasem Sarkozym w przeddzień dwudniowego szczytu G20 w Cannes.

- Ostatnie szczyty Rady Europejskiej przyjęły nowe idee i środki, aby stawić czoło kryzysowi, co ukazuje wolę przywódców europejskich, by solidarnie pracować na rzecz wyjścia z kryzysu. Mamy nadzieję, że te środki pomogą Europie ustabilizować rynki finansowe, przezwyciężyć chwilowe trudności i pobudzić rozwój - powiedział Hu, który odpowiedział na pytania francuskiego dziennika jeszcze przed wyjazdem z Pekinu.

Mówiąc o czwartkowo-piątkowym szczycie G20 Hu wyraził przekonanie, że przywódcy grupy muszą zacieśnić współpracę na rzecz wypracowania "silnego, trwałego i zrównoważonego wzrostu światowej gospodarki". Podkreślił, że dla szczytu w Cannes powinny być najważniejsze trzy obszary: ożywienie ducha solidarności i współpracy, koncentracja na najpilniejszych wyzwaniach ekonomicznych i finansowych (w tym walka z protekcjonizmem) oraz pochylenie się nad problemem nierówności między Północą a Południem.

Zapewnił, że Chiny są gotowe uczestniczyć w globalnych staraniach na rzecz stymulowania rozwoju, wspierając popyt wewnętrzny. - Od wybuchu międzynarodowego kryzysu finansowego Chiny prowadzą energiczną politykę wspierania wewnętrznego popytu i odnotowały roczny wzrost na poziomie ponad 9 proc. oraz wzrost importu i zagranicznych inwestycji - podkreślił. Przez trzy pierwsze kwartały tego roku Chiny odnotowały wzrost gospodarczy na poziomie 9,4 proc., 17-procentowy wzrost handlu detalicznego i wzrost o 26,7 proc. importu, który sięgnął poziomu prawie 1,3 biliona USD - mówił Hu.

- Chiński bilans handlowy wynosił jedynie 3,2 proc. PKB w 2010 roku, wobec 7,5 proc. w 2007 roku. W ciągu pięciu najbliższych lat Chiny podtrzymają poziom konsumpcji na poziomie dość wysokim, z importem szacowanym na 8 bilionów USD, co będzie stanowić ważny wkład gospodarki chińskiej w gospodarkę światową - zauważył.

Szczyt G20 we francuskim Cannes rozpocznie się w czwartek w sytuacji niepewności po niespodziewanym ogłoszeniu w poniedziałek przez premiera Grecji Jeorjosa Papandreu zamiaru zorganizowania referendum w sprawie drugiego pakietu pomocowego.

Laureat ekonomicznego Nobla: Ratowanie euro to problem polityczny

Laureat tegorocznej Nagrody Nobla z ekonomii Christopher Sims uważa, że ratowanie euro to "problem polityczny". W wywiadzie dla dziennika "La Stampa" w środę podkreślił, że Europejski Bank Centralny już nie wystarcza i że potrzebny jest organ władzy fiskalnej.

Odnosząc się do kwestii ratowania wspólnej europejskiej waluty amerykański ekonomista ocenił: "Rzeczy, które trzeba zrobić, są jasne. Teraz zobaczymy, czy rządy będą miały odwagę i siłę, by je wcielić".

W opinii Simsa po to, by euro mogło odnosić długofalowe sukcesy należy powołać nowe instytucje fiskalne. - Bez centralnego organu władzy, który wydawałby dyrektywy w sprawie polityki podatkowej wszystkim krajom członkowskim przetrwanie euro jest mocno zagrożone - stwierdził.

W komentarzu do ustaleń niedawnego szczytu UE o pomocy dla strefy euro, zwłaszcza Grecji, noblista zauważył, że kanclerz Niemiec Angela Merkel "zgodziła się podjąć większe ryzyko". Teraz, jego zdaniem, problemem pozostaje to, "jakie ryzyko zamierza zaakceptować niemiecki rząd i jak zamierza się z nimi uporać w wymiarze fiskalnym".

Oceniając sytuację Włoch, mających zadłużone finanse publiczne Sims powiedział, że kraj ten musi wprowadzić serię głębokich reform, "zdolnych przekonać rynki, że będzie miał konieczne środki, by pokonać kryzys". - Przy waszym zadłużeniu nie ma innej drogi. Rząd dał kilka sygnałów o tym, że chce zmierzać we właściwym kierunku, na przykład dyskutując o emeryturach, lecz praktyczne szczegóły są jeszcze niepewne - zaznaczył ekonomista z USA w rozmowie z turyńską gazetą.

W nawiązaniu do zapowiedzianego referendum w Grecji na temat drugiego pakietu unijnej pomocy Christopher Sims wyraził opinię, że może ono "obrócić wszystko w proch". - Ale może ono być także okazją do przekonania ludzi, że alternatywą jest przepaść - podkreślił laureat Nobla.

Oprac. APG

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »