Chodzi o nowelizację prawa zamówień publicznych. Zgodnie z nowymi przepisami wykonawcy z państw trzecich będą mogli wziąć udział w przetargu, ale tylko na wyraźną zgodę zamawiającego. To ma znacznie ułatwić polskim przedsiębiorcom konkurencję z gigantami z Chin czy Turcji.
Nie dla Chin w polskich przetargach
Nowela to długo oczekiwane, zwłaszcza przez rodzimych przedsiębiorców, przepisy zmieniające rynek. "W myśl nowych regulacji podmioty z tzw. państw trzecich nie mogą samodzielnie (a także w konsorcjum z wykonawcą z Unii Europejskiej lub jako podwykonawca) ubiegać się o publiczny kontrakt w Polsce", tłumaczy "Rzeczpospolita".
Dziennik dodaje, że ograniczenia dotyczą państw trzecich, które nie są stroną porozumienia GPA (porozumienie w sprawie zamówień rządowych). "O polskie zamówienia wciąż mogą zatem bez przeszkód ubiegać się np. firmy z USA, Kanady, Japonii, Wielkiej Brytanii czy Ukrainy", wylicza "Rz".
Ograniczenia rynku wartego 20 mld zł. Chiny nie odpuszczą?
Wartość zamówień udzielonych wykonawcom, którzy tracą właśnie łatwy dostęp do polskiego rynku, sięgnęła w 2024 roku 20 mld zł. Zdaniem części ekspertów to krok w stronę zapowiadanej przez rząd repolonizacji i poprawy bezpieczeństwa Polski:
"To nie tylko kwestia technologii czy pochodzenia komponentów - to sygnał, że infrastruktura energetyczna staje się polem geopolitycznej gry. Decyzje o tym, kto może dostarczać turbiny, chipy czy systemy sterowania, coraz częściej wynikają nie z analizy kosztów czy efektywności, ale z oceny ryzyka strategicznego" - mówił Piotr Żeglarski, Business Development Manager w spółce Seaway7 cytowany przez serwis prawo.pl.
Jak dodaje "Rzeczpospolita", "nie brak jednak głosów, że Polska znów postawiła na nadregulację, niepotrzebnie wiążąc ręce zamawiającym". Wątpliwa jest na ten moment także szczelność przepisów. Czas pokaże, czy są to istotne luki, które trzeba będzie łatać.












