Rok stalowych fuzji

Najważniejszym wydarzeniem mijającego roku była fuzja stalowych gigantów - koncernów Arcelor i Mittal Steel prowadząca do powstania największego na świecie producenta stali o potencjale produkcyjnym rzędu 100 mln ton rocznie. W polskim hutnictwie inwestorzy przyspieszyli realizację inwestycji.

Fuzja Arcelora i Mittala to najważniejsze wydarzenie upływającego roku. Tak uważa Romuald Talarek, prezes Zarządu Hutniczej Izby Przemysłowo-Handlowej.

- Właścicielom nowo powstałego koncernu konsolidacja daje olbrzymią przewagę na rynku hutniczym - twierdzi Talarek. - Korzyści z mocnych stron jednej i drugiej firmy dają wieloraką synergię, zarówno w sferze surowcowej, jak i produkcji oraz dystrybucji. Co istotne, uniknie się dzięki temu dublowania inwestycji. To oczywiste, że gdyby nie doszło do konsolidacji, obie firmy na własną rękę realizowałyby inwestycje poprawiające ich konkurencyjność na rynku, co spowodowałoby ostrzejszą konkurencję.

Reklama

Zdaniem Talarka, rynek zyska na konsolidacji, dlatego że w ramach dużej firmy będzie można liczyć na szersze możliwości dostaw wyrobów. Kolejną korzyścią rynkową jest połączenie kadr zarządzających obu firm.

- Połączenie dwóch koncernów całkowicie zmienia sytuację na rynku, powstaje bowiem największa stalowa firma na świecie - dodaje Wojciech Szulc, kierownik zespołu analiz techniczno-ekonomicznych Instytutu Metalurgii Żelaza. - Na to nakłada się wyjątkowo korzystna sytuacja rynkowa. Nadal utrzymuje się bowiem koniunktura na rynku stali. Firmy stalowe starają się wykorzystać boom na stal. Zgromadzone środki finansowe przeznaczają głównie na inwestycje i rozwój. Myślę, że to rozsądny kierunek. Ten, kto dobrze wykorzysta trwającą koniunkturę, przetrwa i chudsze lata, bo przecież hossa nie będzie trwała wiecznie.

Wielu ekspertów uważa, że fuzja Arcelora i Mittala prawdopodobnie przyspieszy konsolidację wśród innych dużych graczy na rynku. Jest pewne, że można oczekiwać podobnych działań konsolidacyjnych ze strony koncernów rosyjskich czy dalekowschodnich. Przykładem jest chęć nabycia koncernu Corus przez Tata Steel. Oczywiście, w porównaniu z 23-miliardową transakcją Lakshmiego Mittala, zakup Corusa za "jedyne" 8 miliardów dolarów jest transakcją już nie tak spektakularną. Natomiast wyraźnie pokazuje, że tendencja łączenia się jest nadal aktualna, i że indyjskie firmy z pewnością będą się liczyć na międzynarodowym rynku stali.

Po przejęciu Corusa przez Tata Steel hinduski holding stanie się światową potęgą. Obecnie jego obroty wynoszą 22 mld dolarów przy zatrudnieniu 220 tysięcy osób. Fuzja z Corusem to także obrona przed nieuchronnym wchłonięciem firmy Ratana Taty przez o wiele potężniejszy Arcelor Mittal.

- Przemysł stalowy nadrabia zaległości - zauważa Jerzy Podsiadło, wiceprezes Zarządu Mittal Steel Poland. - Po stronie odbiorców wyrobów stalowych, jak i dostawców surowców dla przemysłu stalowego, następował w minionych kilkunastu latach proces koncentracji. Natomiast przemysł stalowy pozostawał rozproszony.

W tym roku mieliśmy kulminację procesów konsolidacyjnych, o czym świadczy połączenie gigantów stalowych: Arcelora z Mittalem. Wydarzenie to, to z pewnością sygnał dla kolejnych procesów konsolidacyjnych. Mamy wyraźną dysproporcję w przemyśle stalowym - jest jeden gigant i kilka mniejszych firm. Taka sytuacja zbyt długo się nie utrzyma, pozostali producenci, jak choćby koncerny Tata i Corus, też będą dążyć do koncentracji produkcji.

Najważniejsze są inwestycje

Jak podkreślają przedstawiciele branży stalowej, na krajowym rynku najważniejszym wydarzeniem było to, że w efekcie umów prywatyzacyjnych nastąpiła realizacja inwestycji. I to nie tylko w Mittalu, ale też innych hutach, m.in. w Ostrowcu, Częstochowie i Zawierciu.

- Gdyby podsumować wartość wszystkich inwestycji, dadzą one sumę 0,8 mld euro, co nie jest małą kwotą - podkreśla Talarek. - To oznacza, że Polska jest dobrym miejscem do inwestowania, czego mogą nam pozazdrościć sąsiedzi. Właśnie w Polsce powstaną bowiem najnowocześniejsze inwestycje w hutnictwie.

Spółka Mittal Steel Poland oddała do użytku trzy mniejsze inwestycje i jest w trakcie realizacji dwóch największych, czyli budowy linii COS o zdolności produkcyjnej 3 mln ton w dąbrowskim oddziale spółki oraz budowy walcowni gorącej blach o zdolności 2,4 mln ton w krakowskim oddziale. To największe od wielu lat inwestycje w rodzimym przemyśle hutniczym.

- Po ich oddaniu Mittal Steel Poland będzie zupełnie inną firmą: zrestrukturyzowaną, zmodernizowaną i w pełni konkurencyjną na rynku - zapewnia Podsiadło. - Zmieniają się proporcje produkcji. Do tej pory spółka specjalizowała się w produkcji wyrobów długich. Po oddaniu do użytku walcowni w Krakowie - z możliwością podwojenia w przyszłości jej mocy produkcyjnych - Polska stanie się znaczącym ośrodkiem produkcji wyrobów płaskich w Europie. Będzie też oczywiście produkować wyroby długie, ale stanowią one coraz mniejszy udział w produkcji wyrobów stalowych ogółem. Również oddanie do użytku linii COS zapewni produkcję wyrobów płaskich.

- Wchodzimy tym samym w bardziej wyrafinowany rynek wyrobów hutniczych - dodaje Podsiadło. - To ważna zmiana jakościowa w całej firmie. Spółka stanie się bowiem znaczącym dostawcą wyrobów dla przemysłu motoryzacyjnego i branży AGD.

Mijający rok upływa pod znakiem inwestycji w największych hutach. Natomiast w dalszym ciągu nie rozwiązane pozostają problemy mniejszych zakładów hutniczych.

- Na pewno niepowodzeniem można określić to, co się stało w Technologiach Buczek - zaznacza Wojciech Szulc. - Zakład, który mógł znaleźć swoje miejsce na rynku, decyzją syndyka jest w upadłości. Nadal niewyjaśniona pozostaje sprawa przyszłości Walcowni Rur Jedność. Dokończenie inwestycji w WRJ może być trudne.

W budowę tej walcowni zaangażowano znaczące środki, część z nich praktycznie została zmarnowana, bo budowa trwa od ponad 20 lat. Zdaniem Szulca, jest szansa na uratowanie walcowni. Być może skuteczną receptą okazałaby się konsolidacja sektora rurowego. Przed trzema laty próbowano skonsolidować sektor, ale skończyło się tylko na opracowaniach.

- Dotąd konsolidacją zajmowali się urzędnicy i nic dobrego z tego nie wyszło - mówi Wojciech Szulc. - Może jeśli zajmą się tym biznesmeni, to sprawy wreszcie nabiorą tempa. Sektor rurowy ma niezłe perspektywy. A zatem obecną koniunkturę z pewnością wykorzystaliby ewentualni inwestorzy.

Renata Dudała

Dowiedz się więcej na temat: Steel | Szulc | fuzja | firmy | inwestorzy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »