Rozpoczęty proces to rezultat pozwu złożonego przez młodą kobietę, znaną jedynie pod inicjałami KGM. Zarzuca ona platformom społecznościowym, że uzależnienie od ich produktów kiedy była jeszcze dzieckiem spowodowało u niej szkody dla zdrowia psychicznego, wywołując niepokoje, zaburzenia w postrzeganiu własnego ciała i myśli samobójcze.
Platformy miały wywoływać uzależnienie u dzieci
Kobieta miała zacząć korzystać z YouTube'a jeszcze jako 6-latka, a z Instagrama w wieku 9 lat.
- Ta sprawa dotyczy dwóch najbogatszych korporacji w historii, które stworzyły uzależnienie w mózgach dzieci (...). Pokażę państwu dowody na to, że te firmy zbudowały maszyny zaprojektowane, by uzależnić mózgi dzieci i że zrobiły to celowo - powiedział w oświadczeniu wstępnym reprezentujący KGM prawnik Mark Lanier, cytowany przez "Wall Street Journal".
Prawnicy koncernów zamierzają argumentować, że przyczyną problemów powodów nie były media społecznościowe, lecz jej trudna sytuacja rodzinna. Twierdzą też, że wprowadzali narzędzia i działania chroniące dzieci.
Sprawa może zapoczątkować wypłatę odszkodowań
Podczas procesu zeznania mają składać m.in. szef Mety Mark Zuckerberg, szef Instagrama Adam Mosseri oraz szef YouTube'a Neal Mohan.
Choć nie jest to pozew zbiorowy, wynik procesu - o ile nie skończy się ugodą stron przed werdyktem ławy przysięgłych - może wyznaczyć kierunek setek podobnych spraw, potencjalnie doprowadzić do wypłat wielkich odszkodowań i wymusić zmiany w funkcjonowaniu platform. Sprawa porównywana jest do przełomowych spraw przeciwko przemysłowi tytoniowemu.
Już wcześniej ta sama kobieta w podobny sposób pozwała właścicieli innych platform, Snapchata i TikToka. Te firmy jednak zawarły z nią ugodę przed rozpoczęciem procesu.
Meta pod lupą UOKiK
Meta ma także problemy w Polsce. Jak pisaliśmy w Interii Biznes, kwestii braku możliwości skontaktowania się przez użytkowników z administratorami Facebooka i Instagrama mailowo lub telefonicznie przygląda się UOKiK.
"Użytkownicy są kierowani do centrum pomocy i formularzy zgłoszeniowych. Problem w tym, że formularze obejmują wyłącznie część możliwych sytuacji lub nie pozwalają na realny dialog, gwarantując skuteczną interwencję dostawcy. Konsument często nie otrzymuje kopii wysłanego zgłoszenia na e-mail, co utrudnia późniejsze wykazanie, czego dotyczyła skarga i kiedy została złożona - a to może mieć znaczenie przy egzekwowaniu praw przez konsumentów." - wskazał Urząd w komunikacie.
W przypadku potwierdzenia zarzutów spółce grozi kara do 10 proc. rocznego obrotu,













