Reklama

Ryanair ostrzy sobie zęby na trasy Air Berlin?

Irlandzki przewoźnik odwołał setki lotów. Oficjalnie tłumaczy to problemami z punktualnością. Może jednak chodzić o skok na upadające linie Air Berlin.

Oficjalnie władze Ryanair mówią, że chodzi o punktualność. A w zasadzie niepunktualność. W ostatnich tygodniach samoloty irlandzkiego przewoźnika coraz częściej dolatywały do celu z opóźnieniem. Odsetek rejsów odbywających się zgodnie z rozkładem spadł poniżej 80 proc. - To niedopuszczalne, dlatego musimy ograniczyć liczbę połączeń - mówił przedstawiciel koncernu Robin Kiely. Ryanair tłumaczył niepunktualność strajkami w Europie, złą pogodą oraz niewłaściwym grafikiem pracy pilotów i personelu pokładowego, którzy we wrześniu muszą iść na urlopy.

Zasłona dymna?

W związku z tym linie zdecydowały, że w najbliższych tygodniach z rozkładu lotów w całej Europie wypadnie codziennie około 50 połączeń. - Dzięki temu będziemy mieli w gotowości samoloty, które pomogą powrócić do normalnego poziomu punktualności sięgającego 90 procent - mówił Kiely. Eksperci do spraw lotnictwa podejrzewają jednak, że argument o niepunktualności to jedynie zasłona dymna. Gerald Wissel z firmy doradczej Airborne powiedział agencji DPA, że Ryanair może przygotowywać się na ostateczny upadek drugiej co do wielkości linii lotniczej w Niemczech - Air Berlin. Linia ta ogłosiła ostatnio bankructwo, ale dzięki rządowemu wsparciu nadal lata i szuka dla siebie nowego właściciela.

Reklama

Kto przejmnie prawa do startów i lądowań?

Zdaniem Wissela, gdyby jednak Air Berlin zawiesiła działalność, Ryanair mógłby próbować przejąć jej połączenia. - W przypadku nagłego uziemienia Air Berlin należałoby na nowo rozdać należące do tego przewoźnika prawa startów i lądowań. Te są bardzo rozchwytywane - powiedział. Prawa może jednak przejąć tylko taki przewoźnik, który faktycznie mógłby jak najszybciej wypełnić powstałą lukę. Czyli taki, który ma wystarczającą liczbę wolnych samolotów. Zdaniem Wissela właśnie dlatego Ryanair skurczył swoją siatkę połączeń. - Linia chciała mieć w zanadrzu samoloty - powiedział. Ryanair regularnie zwiększa swoją flotę. Obecnie ma około 400 maszyn, ale wszystkie one eksploatowane są do granic możliwości.

Decyzja o odwołaniu setek lotów rozzłościła jednak wielu pasażerów irlandzkiego przewoźnika. Głos w tej sprawie zabrała nawet Komisja Europejska, która przypomniała linii o prawach przysługujących podróżnym. W przypadku odwołania lotów pasażerowie mogą domagać się rekompensat. Szef Ryanaira Michael O'Leary liczy, że koszty mogą sięgnąć 20 milionów euro. O'Leary przyznał też, że anulacja tak wielu lotów zaszkodzi marce Ryanair.

Wojciech Szymański, Berlin, Redakcja Polska Deutsche Welle

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »