O decyzji Scandinavian Airlines poinformował dyrektor generalny SAS Anko van der Werff. Wyjaśnił, że działania przewoźnika i odwołanie niektórych lotów są podyktowane chęcią zaoszczędzenia pieniędzy. "Odwołujemy loty, ale staramy się chronić naszą siatkę rejsów tak bardzo, jak to możliwe" - zapewnił van der Werff w rozmowie ze szwedzką gazetą finansową "Dagens Industri".
W marcu kilkaset. W kwietniu tysiąc
W marcu przewoźnik zrezygnował z kilkuset rejsów. Po Wielkanocy - o ile kryzys na Bliskim Wschodzie się utrzyma - liczba odwołanych lotów wzrośnie. W kwietniu zaplanowano odwołanie co najmniej tysiąca rejsów. Van der Werff zwrócił uwagę, że "linia obsługuje 800 lotów dziennie, więc nie będą to drastyczne cięcia". Przewoźnik poinformował, że obsłuży ponad 5000 lotów tygodniowo.
W pierwszej kolejności ograniczane będą rejsy do miejsc, dla których istnieją dobre alternatywne połączenia tego samego dnia. Rzeczniczka SAS, Alexandra Lindgren Kaoukji, powiedziała dziennikowi "The Independent", że poszkodowani pasażerowie zostali poinformowani i zaoferowano im możliwość zmiany rezerwacji na inne loty.
Nie tylko liczba lotów. Również ich ceny
Dyrektor generalny SAS ostrzegł, że jeśli wojna będzie się przedłużać, linie lotnicze zostaną zmuszone do podniesienia ceny biletów lotniczych. Scandinavian Airlines podały, że przeciętny lot SAS będzie kosztował o 500 koron szwedzkich (199,16 zł) więcej. Zaś za lot transatlantycki trzeba będzie dopłacić około 2700 koron szwedzkich (1070 zł).
Kierujący narodowym przewoźnikiem Danii, Norwegii oraz Szwecji uzasadnił, że cena paliwa lotniczego podwoiła się w ciągu kilkunastu dni. "Staramy się jak najlepiej zaabsorbować wzrost kosztów, ale jest to szok, który bezpośrednio dotyka branżę lotniczą" - dodał w rozmowie z finansowym dziennikiem ze Sztokholmu. Zwrócił uwagę, że wzrost kosztów paliwa wpływa nie tylko na SAS ale też innych przewoźników z Europy.
Anko van der Werff zapewnił, że podwyżki cen nie obejmą osób, które już zarezerwowały bilety.












