Reklama

Skąd wziąć pieniądze na wyprawkę?

Dzieci jeszcze cieszą się wakacjami, ale rodzice już muszą zastanawiać się jak sfinansować szkolne wydatki. A te, z roku na rok, coraz większe.

Podręczniki, tornistry, piórniki, kredki, odzież... To dopiero początek listy wydatków, jakie czekają rodziców dzieci w wieku szkolnym. Z portfela ubędzie co najmniej kilkaset złotych na jedno dziecko, ale może się okazać, że potrzebne będą kwoty liczone w tysiącach. Dla wielu rodzin istotne będzie pytanie, skąd wziąć taką sumę. Przyjrzyjmy się więc możliwym rozwiązaniom.

Mądry Polak po szkodzie

W myśl starego polskiego przysłowia, jeśli w zeszłym roku brakowało nam pieniędzy na szkolną wyprawkę, to wypadałoby pomyśleć wcześniej o odkładaniu pieniędzy na ten cel.

Załóżmy, że potrzebujemy 1,5 tys. zł na szkolne zakupy. Gdybyśmy chcieli przez ostatni rok odkładać pieniądze na ten cel, to wystarczyłoby co miesiąc deponować 96 zł. Takie kwoty wpłacane na konto oszczędnościowe z oprocentowaniem 5 proc. w skali roku dałyby po 12 miesiącach wspomniane 1,5 tys. zł.

Reklama

Oczywiście niejeden stwierdzi: łatwo powiedzieć. Zmuszenie się do oszczędzania na pewno nie jest proste, ale trzeba sobie uświadomić, że takie rozwiązanie będzie dużo tańsze niż wyprawka na kredyt.

Szybka pożyczka przed pierwszym dzwonkiem

Kredyty gotówkowe oferują w zasadzie wszystkie polskie banki. Nie zawsze jednak ich uzyskanie będzie możliwe. Banki wciąż nie są tak chętne do pożyczania pieniędzy jak to było przed kryzysem finansowym. Osoby o słabej zdolności kredytowej będą więc mieć problem z uzyskaniem kredytu. Inne z kolei, będą się musiały liczyć z wysokimi kosztami. Te kredyty z niskim oprocentowaniem, które kuszą nas w bankowych reklamach, często dostępne są tylko dla najlepszych klientów banku.

Spójrzmy więc ile będzie nas kosztował drogi kredyt. Jeśli bank pożyczy nam 1,5 tys. zł na rok, odsetki będą liczone według oprocentowania wynoszącego 20 proc., a prowizja sięgnie 5 proc., to każdego miesiąca będziemy musieli płacić ratę w wysokości prawie 146 zł. To co miesiąc wydatek większy o 50 zł, niż gdybyśmy oszczędzali.

A powyższy kredyt wcale nie musi należeć do najdroższych, bo nie ma tu żadnego ubezpieczenia, które potrafi dramatyczne podnieść wysokość ponoszonych kosztów.

Kredyt w rachunku będzie tańszy

Jeśli nie mamy pieniędzy na szkolną wyprawkę, wcale nie jesteśmy skazani na kredyt gotówkowy. Tańszym rozwiązaniem może być kredyt w rachunku. W banku, w którym mamy konto, możemy wnioskować o linię kredytową. Za jej przyznanie zapłacimy 1-2 proc. prowizji, a oprocentowanie wyniesie średnio 15 proc. Gdybyśmy wyobrazili sobie kredyt gotówkowy o takich parametrach, to okazałoby się, że miesięczna rata sięgnie 136 zł, czyli mniej niż w przypadku pożyczki gotówkowej.

Rzeczywiste koszty będą jednak jeszcze niższe, bo przecież na konto co miesiąc wpływa pensja, która zmniejsza stan zadłużenia. Bank nalicza odsetki tylko od wykorzystanego kredytu. Co więcej, w przypadku kredytu w koncie nie ma potrzeby płacenia miesięcznych rat. Zadłużenie możemy spłacić w dowolnym momencie, trzeba się tylko liczyć z comiesięcznymi odsetkami.

Plastikowa alternatywa

W portfelach Polaków znajdziemy już ponad 10 mln kart kredytowych. I może się wydawać, że dobrym rozwiązaniem będzie użycie plastikowych pieniędzy do opłacenia szkolnych zakupów. Tak będzie tylko w jednym przypadku. Jeśli brakującą kwotę będziemy w stanie spłacić w całości w przyszłym miesiącu. W takiej sytuacji zmieścimy się w okresie bezodsetkowym, co oznacza, że skorzystamy z darmowego kredytu.

Jedynym kosztem będzie dla nas opłata za samą kartę, ale tę i tak musimy ponosić, skoro zdecydowaliśmy się na plastikowe pieniądze. Gdybyśmy jednak nie spłacili całości zadłużenia w kolejnym miesiącu, to musimy się liczyć z wysokimi odsetkami. Niemal wszystkie karty kredytowe mają oprocentowanie sięgające 20 proc., czyli maksymalnego możliwego poziomu. W takiej sytuacji skorzystanie z karty kredytowej będzie opłacalne... ale dla banku.

Warto dobrze zastanowić się nad tym, jak sfinansować szkolną wyprawkę, bo nie dość, że często jest ona poważnym obciążeniem dla domowego budżetu, to jeszcze dojdą do tego koszty kredytu. Warto więc uniknąć zadłużania się, tym bardziej, że za kilka miesięcy przyjdą kolejne wydatki związane ze świętami Bożego Narodzenia.

Marcin Fabianowicz

doradca finansowy w Wealth Solutions

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »