Reklama

Śląskie: Czterech podejrzanych o wyłudzenie ponad 10 mln zł unijnej dotacji na szerokopasmowy internet

Dwaj szefowie katowickiej spółki informatycznej Open-Net oraz dwaj przedstawiciele firmy, która miała wybudować sieć szerokopasmową, usłyszeli zarzuty w śledztwie dotyczącym wyłudzenia ponad 10 mln zł unijnej dotacji na budowę szerokopasmowego internetu w woj. śląskim i łódzkim.

O zatrzymaniu czterech podejrzanych w tej sprawie osób poinformowały w środę Centralne Biuro Antykorupcyjne i Prokuratura Krajowa. Według przedstawicieli CBA, lista podejrzanych w tym śledztwie osób może ulec poszerzeniu.

Reklama

"Zatrzymani zostali doprowadzeni przez CBA do siedziby Prokuratury Krajowej w Katowicach, gdzie usłyszeli zarzuty m.in. wyłudzenia środków finansowych w kwocie ponad 10 mln zł z dotacji, doprowadzenia kilkunastu swoich obligatariuszy do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w kwocie ok. 1 mln zł oraz tzw. prania pieniędzy. Decyzją sądu prezes spółki i członek rady nadzorczej trafili do aresztu" - poinformował w komunikacie Piotr Kaczorek z CBA.

Podejrzani usłyszeli też zarzuty kierowania i udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, mającej na celu wyłudzenie unijnych dotacji.

Sprawa dotyczy wyłudzenia w latach 2013-2015 przez katowicką spółkę ponad 10 mln zł unijnej dotacji na budowę sieci szerokopasmowego dostępu do internetu w 29 miejscowościach w województwach łódzkim i śląskim. Ustalenia CBA wskazują, że spółka miała posłużyć się przy tym nierzetelną i poświadczającą nieprawdę dokumentacją.

Na realizację projektu firma pozyskała unijne środki z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka 2007-2013, za pośrednictwem instytucji wdrażającej programy europejskie - obecnego Centrum Projektów Polska Cyfrowa. Śledztwo wykazało, że choć pieniądze wypłacono, sieć albo nie powstała w ogóle, albo stworzono ją tylko częściowo.

"Beneficjent przedłożył do rozliczenia wniosek o płatność, pomimo, że wybudowano tylko około 30 proc. planowanej sieci" - podał dział prasowy Prokuratury Krajowej.

Śledczy ustalili, że pomimo niezrealizowania inwestycji przedstawiciele spółki przedkładali faktury za rzekome prace przy budowie sieci. Umowa dotycząca jej budowy został wypowiedziana, a firmę wezwano do zwrotu ponad 7,2 mln zł unijnego dofinansowania wraz z odsetkami. Mimo to spółka podpisała kolejną umowę na budowę szerokopasmowego internetu i przedłożyła wniosek o wypłatę środków.

"Podobnie jak w poprzednim przypadku, informacje zawarte we wniosku nie odpowiadały faktycznemu zaawansowaniu prac - stopień zaawansowania budowy wynosił zero procent. Pomimo niezrealizowania inwestycji (...) przedstawiciele spółki przedkładali faktury VAT, podpisywali protokoły odbioru robót/dostaw oraz dokonywali transferu środków finansowych pochodzących z dotacji" - podała prokuratura. W rezultacie także ta umowa ze spółką została wypowiedziana, a firma powinna oddać ponad 4,3 mln zł z odsetkami.

Ponadto prokuratorzy ustalili, że przedstawiciele spółki wykorzystali strukturę firm kontrolowanych przez biznesmena Andrzeja B. do natychmiastowego transferu pieniędzy z unijnego dofinansowania, a także do zawierania umów na wykonawstwo projektowe lub budowę poszczególnych elementów przyszłej sieci.

Ponieważ spółka nie miała własnych środków na wymagany przy unijnych dotacjach wkład własny, wyemitowała obligacje za prawie 3 mln zł. W przypadku 926 obligacji o wartości 926 tys. zł, objętych przez 18 obligatariuszy, firma nie wykupiła obligacji w terminie - ustalili śledczy. Nabywcy obligacji nie odzyskali zainwestowanych środków, tracąc co najmniej 926 tys. zł.

Podejrzanymi w tej sprawie są dwie osoby zarządzające katowicką spółką informatyczną Open-Net SA oraz dwóch przedstawicieli podwykonawcy, mającego wybudować szerokopasmową sieć w powiatach żywieckim i łęczyckim. Mężczyźni zostali zatrzymani w Katowicach, Mysłowicach, okolicach Włocławka oraz w jednej z miejscowości powiatu chrzanowskiego. Prezes spółki i członek jej rady nadzorczej Janusz K. i Jacek K. trafili do aresztu. Dwaj inni podejrzani, Wojciech W. i Jacek P., są pod dozorem policji, muszą też wnieść 50 tys. zł poręczenia majątkowego i nie mogą wyjeżdżać z kraju.

Śledztwo w tej sprawie prowadzi katowickie CBA, pod nadzorem Śląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej w Katowicach.

Marek Błoński

Dowiedz się więcej na temat: fundusze unijne

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »