Reklama

Świat po pandemii. Konieczna nowa umowa społeczna?

To, że świat po pandemii nie będzie taki jak przed nią, przeczuwa już każdy. A jaki będzie? Nikt nie wie. Nie można tego puścić na żywioł, trzeba nad tym zapanować i zacząć od nowej umowy społecznej - twierdzi Minouche Shafik, dyrektorka słynnej London School of Economics and Political Science. W niedawno wydanej książce proponuje, jaka powinna być ta umowa.

Reklama

Gdyby poprzednia umowa społeczna obowiązywała, stuknęło by jej już ponad 70 lat. Zawarta została po II wojnie światowej. Zgromadzenie Ogólne ONZ przyjęło Powszechną Deklarację Praw Człowieka, a w Europie Zachodniej ukształtował się model "państwa dobrobytu", czy też "państwa opiekuńczego", zakładający umiarkowane nierówności ekonomiczne i powszechny dostęp do usług publicznych, jak ochrona zdrowia, edukacja, czy ubezpieczenie socjalne.

Erupcja nierówności

Reklama

Już w latach 70. zeszłego wieku wskutek perturbacji gospodarczych związanych z kryzysem "naftowym" model ten zaczął rdzewieć. Od lat 80. zaczęła się erupcja nierówności ekonomicznych i - w różnym stopniu w różnych państwach - pełzająca likwidacja lub prywatyzacja usług publicznych. To, że z modelu "państwa dobrobytu" zostały gruzy ujawnił globalny kryzys finansowy. Ale nie wyciągnięto z niego wniosków. A - jak pisał angielski filozof John Locke w XVII wieku - umowa społeczna obowiązuje tylko wtedy, kiedy przynosi powszechne korzyści. A to znaczy, że już żadnej umowy nie ma.

Teraz, w czasie pandemii, o wnioskach z kryzysów i o nowej umowie społeczne mówi się coraz częściej. Zastanawiają się nad tym filozofowie, naukowcy, w tym także ekonomiści, rzadziej wciąż politycy. Myślą nad tym publiczne instytucje międzynawowe, jak ONZ i instytucje prywatne, jak Światowe Forum Ekonomiczne.

Zajęła się tym również Minouche Shafik, która w przeszłości była członkinią zarządu Banku Anglii i wiceprezes Banku Światowego, w wydanej ostatnio książce "What We Owe Each Other: A New Social Contract" ("Co zawdzięczamy sobie nawzajem"). Autorka omówiła jej treść na stronach Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Jakie ta książka może mieć znaczenie?

"To niezbędny wkład w przełomowym momencie historii... lektura obowiązkowa" - zrecenzowała książkę Minouche Shafik przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen.

Wnioski, do jakich doszła Minouche Shafik to nie luźne przemyślenia. Są efektem badań, ekonomicznych i społecznych zarówno jej, jak też innych naukowców. Co z nich wynika? Na przykład to, że cztery na pięć osób w Chinach, Europie, Indiach i USA uważa, iż "system nie działa dla nich". W większości krajów rozwiniętych rodzice obawiają się, że ich dzieciom będzie gorzej niż im. Ten lęk pogłębiła pandemia, ponieważ najmocniej uderzyła w najbardziej bezbronnych - ludzi starych, chorych, kobiety i osoby nie mające pewności zatrudnienia. Wyostrzyła istniejące wcześniej nierówności.

Lawinowe zmiany

Umowa społeczna, choćby nawet nie została spisana na pergaminie, byczej skórze, czy na papierze, jak Deklaracja Praw Człowieka i Obywatela z 1789 roku lub amerykańska konstytucja, kształtuje wszystko: instytucje polityczne, systemy prawne, warunki życia, organizację społeczeństwa, ale także miejsce rodziny, samopoczucie ludzi, ich relacje i perspektywy życiowe.

Często nie zdajemy sobie sprawy, że jakaś umowa w ogóle jest. Słyszymy, że policjant zamordował czarnoskórego, bezbronnego człowieka albo połamał kobiecie rękę i nie odnosimy tego do jakiejś tam, abstrakcyjnej "umowy społecznej". A był to właśnie akt jej zerwania lub też ustanowienia nowej - umowy opartej na przemocy. Kiedy słyszymy, że dziennie umiera kilkaset osób, to warto zastanowić się, czy umawialiśmy się na państwo potrafiące w taki właśnie sposób chronić obywateli przed prawdziwym, a nie wyimaginowanym zagrożeniem. 

Wiadomo też już, że nowa umowa społeczna musi uwzględniać skutki zmian technologicznych, takich jak choćby możliwość utraty pracy przez duże rzesze ludzi wskutek cyfryzacji i automatyzacji produkcji, zamian demograficznych - związanych ze starzeniem się społeczeństw i zmian klimatycznych. Bo musimy położyć kres rabunkowej eksploatacji nieodnawialnych zasobów Ziemi. Wiemy, że zmiany nadchodzą, że będą przełomowe, ale tego, co przyniosą - jeszcze nie rozumiemy.

Ale wiemy jedno - zmiany będą bardzo szybkie, lawinowe. A wobec tego społeczeństwa muszą przygotować się, by im sprostać. Wiemy też, że konsekwencje zmian będą ogromne - dla równości ludzi i płci, edukacji, opieki zdrowotnej. Również dla przyszłości pracy oraz roli biznesu i kapitału w tym wszystkim.

"Moje zainteresowanie umowami społecznymi wyrosło z chęci zrozumienia przyczyn leżących u podstaw niedawnej wściekłości przejawiającej się w spolaryzowanej polityce, wojnach kulturowych, konfliktach związanych z nierównościami i konfliktach rasowych oraz międzypokoleniowych napięciach związanych ze zmianami klimatycznymi" - napisała na stronach MFW Minouche Shafik.

Jaka powinna być nowa umowa?

Według Shafik powinna składać się z trzech filarów: zapewnienia ludziom bezpieczeństwa społecznego, podziału ryzyka i zapewnienia realizacji własnych możliwości.

"Równowaga przechyliła się zbyt daleko w kierunku elastyczności dla pracodawców kosztem bezpieczeństwa pracowników" - pisze Minouche Shafik.

Ostatnie dekady przyniosły wzrost "elastyczności" rynku pracy, a praca nieformalna, czyli osławione "śmieciówki", stały się powszechne zarówno w krajach rozwijających się, jak i rozwiniętych. Tylko pracownicy ponoszą ryzyko - związane z wysokością osiąganych dochodów, z liczbą godzin pracy oraz z tym, jak sobie poradzą, gdy są chorzy lub bezrobotni.

Wniosek stąd taki, że każde społeczeństwo powinno ustalić poziom dochodów, poniżej którego nikt nie może spaść. Można to osiągnąć poprzez transfer gotówki w gospodarkach rozwijających się lub ulgi podatkowe dla pracowników o niskich zarobkach w krajach rozwiniętych. Społeczeństwa powinny zapewnić dostęp do przynajmniej podstawowego pakietu opieki zdrowotnej i minimalnej emerytury państwowej, by zapobiec ubóstwu na starość. Zwolnienia chorobowe, ubezpieczenie na wypadek bezrobocia i dostępność do szkoleń służących przekwalifikowaniu powinny być dostępne niezależnie od rodzaju umowy o pracę.

"Najważniejsze jest to, że każdy musi mieć minimalny poziom bezpieczeństwa, aby móc żyć przyzwoicie" - napisała Minouche Shafik.

Społeczeństwa doszły do ściany, kiedy zdecydowanie zbyt dużo ryzyka ponoszą jednostki. Tymczasem zarządzanie ryzykiem jest bardziej skuteczne, gdy dokonuje się ich w większej zbiorowości. Elastyczność rynku pracy chroniąca interesy pracodawcy jest oczywiście możliwa, ale wtedy, gdy pracownicy mają zagwarantowane ubezpieczenie na wypadek bezrobocia i możliwość przekwalifikowania się do czasu znalezienia nowej pracy. Ryzyko związane ze wstrząsami ekonomicznymi, jak na przykład kryzys, powinno być dzielone pomiędzy pracodawców i całe społeczeństwo, a nie przerzucane tylko na jednostki.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Z zagrożeniami dla zdrowia można także skuteczniej zarządzać, jeśli łączy się je w dużej populacji. Konieczne jest powiązanie wieku emerytalnego ze średnim trwaniem życia, bo tylko wtedy ludzie zaoszczędzą wystarczająco dużo na emeryturę. Ale zabezpieczenie finansowe na starość powinno być finansowane z powszechnych podatków, a nie ze składki  powiązanej z zatrudnieniem.

Marnowanie talentów

Większość z nas pamięta z lektur szkolnych łzawą opowieść o Janku Muzykancie. Niestety, właśnie teraz stała się ona całkowicie prawdziwa. Talenty ludzi są marnowane, ponieważ nie mają możliwości rozwoju. To potwierdzają fakty i statystyki. Jakie?

W Danii potrzeba średnio dwóch pokoleń, aby osoba mająca niskie dochody osiągała średnie. Ale już w Wielkiej Brytanii i USA poprawa warunków życia możliwa jest w ciągu pięciu pokoleń, a np. w Brazylii, Kolumbii i RPA - więcej niż dziewięciu. W większości krajów mniejsze możliwości mają kobiety, mniejszości i dzieci urodzone w biednych rodzinach. Wykorzystanie talentów, to nie tylko kwestia sprawiedliwości społecznej. To szansa dla rozwoju gospodarki, bo badania pokazują, że daje wzrost produktywności.

Według Minouche Shafik jej propozycja nowej umowy społecznej nie pociąga za sobą potrzeby wzrostu podatków, zwiększenia redystrybucji i wzmocnienia "państwa opiekuńczego".

"Chodzi o fundamentalne uporządkowanie i wyrównanie podziału szans i bezpieczeństwa w społeczeństwie. Zwiększyłoby to produktywność, doprowadziło do skuteczniejszego podziału ryzyka związanego z opieką nad dziećmi, ze zdrowiem, pracą i starością. A to powoduje tyle niepokoju" - napisała autorka.

"Powinniśmy opodatkować rzeczy, których chcemy mniej, takie jak węgiel i palenie, oraz dotować rzeczy, których chcemy więcej, takie jak edukacja i bardziej ekologiczna gospodarka. Zapewnienie każdemu możliwości wykorzystania jego talentu (...) zmniejsza potrzebę późniejszej redystrybucji" - dodała.

Czy taka umowa możliwa jest tylko w krajach bogatych, czy także w biednych? W biednych również, ale potrzebny jest międzynarodowy system, który wspierałby tam taką zmianę. A to oznacza pomoc międzynarodowych instytucji finansowych dla społeczeństw, które muszą inwestować i zapewniać minimalne dochody, poprawić edukację i opiekę zdrowotną. Ale konieczna jest także zdecydowana poprawa zasad globalnego opodatkowania.

Jacek Ramotowski

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »