Szybkie i niezdrowe

"Odpowiedz na jedno pytanie i wybierz swoją nagrodę: a) 10 tysięcy zł, b) samochód, c) wycieczkę zagraniczną." Jeśli otrzymałeś takiego esemesa i nie chcesz wyrzucić w błoto od kilkudziesięciu do kilkuset złotych, natychmiast go skasuj.

Konkursami esemesowymi jesteśmy bombardowani praktycznie codziennie. Kilka dni temu na moją komórkę przyszedł komunikat następującej treści: "Masz szczęście. Twój numer został wyłoniony z puli. 12 tys. zł czeka! Potwierdź! Bez obaw wyślij TAK na 72530 (2,44 zł)". Na portalu operatora telefonii komórkowej na próżno jednak szukać regulaminu tej zabawy. Prawdopodobnie jest on na stronie umieszczony, ale znalezienie go to nie lada sztuka. Ilu odbiorców takiego esemesa w szybkim odruchu odpowie, by potem przekonać się, że owe 12 tys. zł czeka niekoniecznie na nich? W tym czasie operatorzy telefonii komórkowej będą liczyć swoje krociowe zyski.

Reklama

Test IQ - czy dasz się oskubać

Z kolei w polskim internecie natrafiłem na zachęcający link "Profesjonalny test IQ". Każdy powinien od czasu do czasu pogłówkować nad szaradami czy zadaniami logicznymi. To ponoć jeden ze sposobów na to, by na starość uniknąć demencji. Test okazał się interesujący, bo oprócz tradycyjnych zadań badających zdolność logicznego wnioskowania i myślenia abstrakcyjnego, oferuje zagadki językowe, np. "Czy wyraz opijana to: a) zwierzę, b) roślina, c) państwo, d) mebel?".

Kiedy przebrnąłem przez wszystkie, chciałem rzecz jasna sprawdzić wyniki. Szybko zorientowałem się, że w tym momencie dla internauty zaczyna się kolejny test na inteligencję pod hasłem: "Dasz się oskubać z kasy albo nie dasz".

Na ekranie monitora ukazuje się bowiem informacja, że sprawdzenie swojego IQ będzie możliwe dopiero po wysłaniu esemesa z kodem. Wydawałoby się, że udostępnione powinny zostać chociaż wyniki testu po to, by sprawdzić poprawność udzielonych odpowiedzi. Niestety, to także obwarowane jest koniecznością wysłania esemesa. Na próżno jednak w głównej części ekranu, ograniczonej dodatkowo wyraźną ramką, szukać informacji o kosztach wysłania konkursowego esemesa. Naturalne przekonanie, że ów esemes kosztuje kilkanaście groszy, jak tradycyjnie u operatorów telefonii komórkowej, okazuje się fałszywe.

Gdy wziąć szkło powiększające (przy spojrzeniu tzw. okiem nieuzbrojonym napis jest rozmazany i prawie zupełnie nieczytelny) to na dole ekranu można dostrzec zapisane bardzo niewielką czcionką słowa: "Cena SMS 19 zł (23,18 zł z VAT)". Jakby tego było mało, w regulaminie konkursu można przeczytać, że wyniki testu są udostępniane po wprowadzeniu dwóch poprawnych kodów dostępu, a więc wysłaniu esemesa dwa razy i co za tym idzie uiszczeniu tym sposobem prawie 50 zł!

Organizatorem tego internetowego "Profesjonalnego testu IQ" jest firma F.H.U. "Moti" Iwona Trędowska z siedzibą w Krakowie. Na stronie internetowej konkursu www.protestiq.pl nie podano jednak numeru telefonu kontaktowego, można jedynie skorzystać z oficjalnego szablonu "Kontakt", w którym trzeba się jednak zmieścić w maksymalnej liczbie 600 znaków. Firmy nie sposób też znaleźć, wpisując jej nazwę do wyszukiwarki internetowej.

Do chwili zamknięcia tego numeru "TS" przedstawiciele firmy nie odpowiedzieli na zadane drogą e-mailową pytania, np. dlaczego świadomie dezinformują internautów, nie podając, że dla sprawdzenia wyników konieczne jest wysłanie dwóch esemesów oraz umieszczając cenę esemesa poza główną ramką, bardzo małą, wręcz niezauważalną czcionką.

Nie wierz w łatwą wygraną

To nie jest jednak odosobniony przykład podejrzanych internetowo-esemesowych konkursów. Co i rusz otrzymujemy przecież na nasze komórki informacje typu: "Odpowiedz na jedno pytanie i wybierz swoją nagrodę: a) 10 tys. zł, b) samochód c) wycieczkę zagraniczną". Pytanie wydaje się dziecinnie łatwe, koszt esemesa stosunkowo niewielki (np. 2,49 zł plus VAT), łatwo więc ulec pokusie i wysłać esemesa zwrotnego z odpowiedzią. A wtedy czeka na nas pułapka, bo okazuje się, że aby w ogóle myśleć o jednej z trzech głównych nagród trzeba odpowiedzieć nie na jedno, ale na całą serię pytań, oczywiście wysyłając kolejne esemesy. A skoro już trochę się zainwestowało, to teoria zaangażowania nakazuje grać dalej. I tak operatorzy telefonii komórkowej oraz podejrzane firmy-krzaki się bogacą, a ich rozeźleni klienci próbują później odzyskiwać niemałe już kwoty.

Tyle, że odzyskać cokolwiek nie jest łatwo. Osoby korzystające z tego typu usług nie czytają bowiem regulaminów i nie sprawdzają cenników. Zdumiewa także naiwność i brak zdolności do chwili głębszej refleksji niektórych. Oto jeden mężczyzna dzięki esemesowi miał się dowiedzieć... czy nie jest chory na świńską grypę! Za tę "poradę medyczną" zapłacił 30 zł. Rzecznik prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej Piotr Dziubak przyznaje, że sygnałów o nadużyciach jest coraz więcej. - Często zdarza się, że usługodawca nie informuje lub informuje w sposób nierzetelny o opłatach. Bywa, że koszt esemesów w ogóle nie jest podany lub jest sprytnie ukryty. Pracujemy nad rozwiązaniami, które ukrócą i wyeliminują tego typu nadużycia - dodał.

Teraz kwestie związane z konkursami esemesowymi reguluje aż dziewięć ustaw, dlatego przeciwdziałanie oszustwom jest utrudnione. Dopóki przepisy nie zostaną uporządkowane najlepiej esemesy z podejrzanymi promocjami i zaskakującymi wygranymi po prostu kasować. Możemy też zastrzec u operatora, że nie chcemy tego typu wiadomości w ogóle otrzymywać.

Krzysztof Świątek

Czytaj również:

Uwaga na sms-y premium!

Rynek walczy o portfele seniorów

Ciąg dalszy afery w telekomunikacyjnym gigancie

Tygodnik Solidarność
Dowiedz się więcej na temat: zdrowo | szybka | firmy | zdrowy
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »