Reklama

Tarcza antykryzysowa. Od niej zależy jak mocno wzrośnie bezrobocie

To, że bezrobocie w Polsce - ze względu na obecną sytuację epidemiczną w kraju - wzrośnie jest pewne. Jeśli firmy nie przekonają się, że uratuje je rządowa tarcza - zaczną w przyszłym tygodniu, jeszcze przed końcem miesiąca, zwalniać pracowników. To właśnie skuteczność proponowanego przez rząd pakietu wsparcia dla przedsiębiorców jest kluczowa dla ograniczenia skali wzrostu liczby bezrobotnych.

W lutym stopa bezrobocia wyniosła 5,5 proc. W skali roku obniżyła się o 0,6 pkt. proc. Z danych Głównego Urzędu Statystycznego wynika, że na koniec lutego w urzędach pracy zarejestrowanych było 919,9 tys. bezrobotnych, czyli 2,3 tys. (o 0,3 proc.) mniej niż przed miesiącem i o 96,8 tys. (o 9,5 proc.) mniej niż przed rokiem. Ale to już przeszłość. Dane dotyczą miesiąca, w którym Polska nie mierzyła się jeszcze z epidemią koronawirusa.

Reklama

Pierwszy przypadek osoby zakażonej przypada na czwarty dzień marca. Obecnie to ponad 1000 osób. Zamknięto szkoły, branża turystyczna, transportowa, rozrywkowa i wiele innych cierpią ze względu na wprowadzone w Polsce środki bezpieczeństwa. Zamknięto szkoły i uczelnie, ograniczono prawo do zgromadzeń. Wszystko po to, żeby zmniejszyć ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa. Sektor usług stanął.

Krajowa Izba Gospodarcza ostrzega, że jeśli firmy nie dostaną pomocy natychmiast, ruszy lawina zwolnień. Ich skala jest trudna do przewidzenia, bowiem na utratę pracy narażeni są prawie wszyscy. Najbardziej pracownicy branż, które już dzisiaj można wskazać jako te, które najbardziej ucierpiały: turystyka (700 tys. zatrudnionych) transport, głownie międzynarodowy (700 tys.), gastronomia i restauracje (300 tys.), kultura, edukacja, rozrywka (150 tys.), hotele (120 tys.).

"Gdyby ostrożnie założyć, że pracę straci 20 proc. zatrudnionych w tych branżach, mówimy o 400 tys. potencjalnych bezrobotnych (na 16,5 mln zatrudnionych). A należy pamiętać, że branża turystyczna już nie funkcjonuje praktycznie wcale, podobnie jest z kulturą i rozrywką. Przy dynamice PKB zredukowanej do 1 proc. popyt na pracę może ulec zmniejszeniu o około 2-3 proc. Przy recesji na poziomie 5 proc. popyt na pracę może ulec zmniejszeniu o około 7- 8 proc. Obecnie pracujących mamy około 16 mln osób. Jeden procent od tej wartości to 160 tys. osób. Zatem optymistyczny scenariusz to 400 tys. zwolnionych osób, pesymistyczny to nawet 1,3 mln" - ocenia KIG.

W ostatnich latach polski rynek pracy przechodził już przez okresy, gdy stopa bezrobocia przybierała wielkość dwucyfrową (jeszcze w 2016 r. w styczniu było to 10,2 proc.; w latach 2012-2014 wysokość stopy bezrobocia wahała się między 11,5 a 14 proc.). Czy teraz będzie podobnie? Rząd proponuje pakiet wsparcia dla przedsiębiorców: dopłaty do wynagrodzeń, postojowe, zwolnienia z obowiązku płacenia składek na ubezpieczenie społeczne czy przesunięcie terminów opłacenia podatków.

Kluczowe dzisiaj dla firm jest to, by - po pierwsze - dopłaty pojawiły się maksymalnie szybko, a - po drugie - by gospodarka wróciła do "normalności" jak najszybciej. W przeciwnym przypadku wsparcie dzisiaj rozpisane na trzy miesiące może nie być wystarczające. A firmy będą musiały zwalniać. - 69 proc. badanych planuje redukcje zatrudnienia. 47 proc. może czekać na pomoc państwa maksymalnie 3 tygodnie, potem zacznie zwalniać - wynika z badania przeprowadzonego przez Konfederację Lewiatan, która zapytała 800 firm o skutki pandemii dla prowadzenia biznesu i sytuację pracowników.

Do końca trwania stanu epidemicznego w Polsce pracę może stracić nawet 2 mln pracowników - szacuje Personnel Service. W większości będą to osoby zatrudnione w ramach umowy zlecenia. Jeżeli w ciągu najbliższych kilku miesięcy pracę straci 2 mln Polaków, można się spodziewać, że bezrobocie wzrośnie z 5,5 proc. w lutym do nawet 10 proc. w kolejnych miesiącach.

- To, że wzrośnie bezrobocie jest oczywiste. Pytanie na ile zadziałają programy osłonowe rządu, jak się będzie rozwijać epidemia - ocenia w rozmowie z Interią Piotr Bielski, dyrektor Departamentu Analiz Ekonomicznych w Santander Bank Polska. Jeżeli za 2 miesiące problem będzie opanowany, szok okaże się przejściowy, gospodarka będzie wracać do normalności, a firmy pod wpływem tarczy wytrzymają 2-3 miesiące to nie będą musiały zwalniać. Jeśli dłużej to wpływ na bezrobocie będzie większy. - Gorzej, jeśli to trwalsze zjawisko - dodaje Bielski.

Sytuacja na rynku pracy jeszcze długo będzie trudna do oceny. Zresztą tak samo jak czas, przez który polska gospodarka będzie musiała się mierzyć ze skutkami pandemii. Dzisiaj jest niejasne czy osoby tracące pracę będą się od razu rejestrować w urzędzie pracy czy otrzymując wsparcie od państwa decyzję o tym przesuną w czasie o miesiąc lub dwa?

- Pytanie, ile osób się zarejestruje, a ile będzie chciało ten okres przeczekać, i jak długo te bezpośrednie skutki wirusa w postaci zamykania biznesu będą trwały. Istotne dzisiaj nie jest to jakie te liczby będą (stopa bezrobocia - red.). Będą na pewno dziwne. Cokolwiek nie przyjmiemy to rzeczywistość może się okazać zupełnie różna - ocenia natomiast Michał Dybuła, główny ekonomista i dyrektor Biura Analiz Ekonomicznych Banku BNP Paribas.

- Dopiero po fakcie zobaczymy na ile te dane o bezrobociu zarejestrowanym spotkają się z danymi BAEL (Badania Aktywności Ekonomicznej Ludności). Kryzys musi się skończyć, gospodarka musi wrócić na normalne tory. Niezależnie od działań rządu, istotny jest czas trwania kryzysu: czym dłużej, tym większe ryzyko, że wiele miejsc pracy, których nie ma w tym momencie fizycznie, zostanie utracone w sposób trwały. To jest o wiele ważniejsze z punktu widzenia ekonomii i społeczeństwa - dodaje.

Podkreśla, że za kilka tygodni będzie na pewno sytuacja bardziej klarowna. - To, że gospodarka nie wróci do normalności w kwietniu to już wiemy. Pytanie czy zacznie się sytuacja normować w maju. Czy zostanie ten stan rozciągnięty na kolejne miesiące - zastanawia się Dybuła. To będzie miało kapitalne znaczenie z puntu widzenia rynku pracy: na to na ile taka aktywność zawodowa i gospodarcza będzie zachwiana.

- Na pewno by szacować wpływ kryzysu na rynek pracy jest za wcześnie. Pewnie pewniejszy obraz będziemy widzieli w danych kwietniowych. Na ile on będzie drogowskazem na kolejne miesiące zależeć będzie od tego czy życie będzie wracać do normalności czy nie. Czy te działania na rynek pracy będą podtrzymywane w tym stopniu jak teraz czy będą łagodzone czy zaostrzane - konstatuje Dybuła.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »