To bezrobocie określa żywotność gospodarki
Dzisiejsza syntetyczna informacja Głównego Urzędu Statystycznego o stanie naszej gospodarki w lipcu potwierdzi cząstkowe dane, iż w drugim półroczu 2003 nadal "obserwuje się stopniową poprawę tempa wzrostu gospodarczego, przy niskiej inflacji i nadal trudnej sytuacji na rynku pracy".
Lokomotywą ożywienia pozostaje eksport, któremu sprzyja silne euro, powodujące potanienie polskich towarów na zagranicznych rynkach. Lamenty eksporterów nad przeszacowanym złotym chwilowo ucichły, ale niedługo zapewne powrócą, albowiem wraz ze zbliżaniem się daty 1 maja 2004 r. powinny umacniać się waluty krajów wstępujących do Unii Europejskiej - z PLN na czele.
Paradoksem pozytywnych trendów w polskiej gospodarce pozostaje okoliczność, iż rząd Leszka Millera niewiele dotychczas zrobił dla rozwoju przedsiębiorczości - a tymczasem realne staje się osiągnięcie w 2003 r. wzrostu w granicach 3 proc. Trudno sobie wyobrazić lepszą sposobność dla przełożenia papierowych programów - słynnych już pakietów - na konkrety. Dlatego środowiska biznesowe z taką nadzieją oczekują na legislacyjne inicjatywy, choćby na obiecywaną na jesieni nową ustawę o wolności gospodarowania. Jeśli to radykalne przyspieszenie nie nastąpi, makroekonomiczne wskaźniki pozostaną tylko osiągnięciem statystycznym.
Tym, który odkrywa całą prawdę o stanie gospodarki, jest oczywiście stopa bezrobocia. Jeszcze w sierpniu utrzyma się ona poniżej 18 proc., ale zaraz po wakacjach - gdy pokończą się prace sezonowe, a porejestrują się absolwenci - ruszy w górę. I trudno się spodziewać, aby rządowi udało się obronić założony na grudzień 2003 r. poziom 18,3 proc.