Transformacja - z gazem czy bez gazu? Problemem są niekontrolowane wycieki metanu

Gaz miał być dla Polski rozwiązaniem przejściowym między erą węgla a erą czystej energii. Wojna w Ukrainie wywindowała ceny surowca do niebotycznych poziomów, sprawiając, że opłacalność inwestycji w bloki gazowe drastycznie spadła. W dodatku istnieją obawy, że gazu na rynkach zabraknie. Eksperci związani z klimatem przekonują, że powinniśmy przechodzić bezpośrednio z energetyki węglowej na OZE, tym bardziej, że ogromnym problemem są niekontrolowane wycieki metanu w całym łańcuchu dostaw. Inni jednak uważają, że to niewykonalne.

Obecnie 70-75 proc. energii produkowanej jest w Polsce z węgla. Gaz odpowiada za 10 proc. produkcji prądu, jednak zużycie błękitnego paliwa w całej gospodarce jest dużo wyższe. Przemysł konsumuje aż 40 proc. gazu zużywanego w Polsce. Do tego dochodzi zużycie w gospodarstwach domowych na poziomie 22 proc.

Grupa Polsat Plus i Fundacja Polsat razem dla dzieci z Ukrainy

Reklama

Popyt na gaz w zeszłym roku wyniósł ponad 23 mld m sześć. Zużycie będzie jednak rosło, patrząc na plany budowy elektrowni gazowych, które mają zastępować zużyte jednostki węglowe. W tej chwili w eksploatacji jest siedem dużych bloków gazowo-parowych - Płock (Orlen, 596 MW), Żerań (PGNiG, 497 MW), Włocławek (Orlen, 463 MW), Stalowa Wola (Tauron i PGNiG, 450 MW), Lublin (PGE, 231 MW), Zielona Góra (PGE, 198 MW) i Gorzów Wielkopolski (PGE, 138 MW). Wkrótce gotowe mają być kolejne: Dolna Odra (PGE, 2x700 MW), Ostrołęka (Energa, 745 MW) i Czechnica (PGE, 180 MW). Ale to nie koniec, w planach są kolejne inwestycje.

"Pomniki nietrafionego pomysłu". Problemem może być dostępność surowca

Bernard Swoczyna, ekspert w programie energia i klimat Fundacji Instrat, uważa, że plany budowy elektrowni gazowych są oparte na błędnych założeniach. - Jest ryzyko, że pozostaną pomnikami nietrafionego pomysłu - uważa.

Dodaje, że zgodnie z polityką energetyczną państwa, zużycie gazu do 2040 roku wzrośnie o jedną trzecią, a według bardziej aktualnych danych wzrost ten będzie nawet jeszcze większy. Podkreśla że Polska jest jedynym poza Belgią krajem planującym przejście w dużym stopniu na błękitne paliwo. - W pozostałych państwach Europy zużycie do 2030 roku pozostanie na obecnym poziomie, albo spadnie - mówi.

Tymczasem ceny gazu są bardzo wysokie i nie można ich przewidzieć w żadnym horyzoncie czasowym. W ostatnich latach wynosiły 10-30 euro za MWh, po wybuchu wojny skoczyły do 200 euro, a obecnie poruszają się w okolicach 80-100 euro za MWh. - Jeśli jedna trzecia elektrowni będzie korzystać z gazu, cena prądu będzie bardzo wysoka - podkreśla Swoczyna.

Są też ryzyka związane z dostępnością surowca. Gdyby Rosja odcięła już teraz cały Zachód od swojego gazu, Polska straciłaby możliwość zakupów z Niemiec, trudniej byłoby też sprowadzić odpowiednie wolumeny gazociągiem Baltic Pipe, który łączy krajowy system przesyłowy ze złożami w Norwegii, bo na surowiec z Północy byłoby jeszcze więcej chętnych.

Ambitniej postawić na OZE. Europejski Zielony Ład wskazuje kierunek

Diana Maciąga, Bernard Swoczyna oraz Krzysztof Mrozek z Polskiej Zielonej Sieci są zwolennikami przechodzenia z węgla wprost na odnawialne źródła energii.

- Rozbuchane plany inwestycji gazowych studzi Europejski Zielony Ład. Wyznacza on ambitne cele redukcji emisji gazów cieplarnianych - o ponad połowę do 2030 r. i całkowicie do 2050 r. (...) Plan REPowerEU ma na celu przyspieszenie zielonej transformacji. Warto też zauważyć, że zainteresowanie gazem spada w związku z rosnącą ceną surowca - mówi Mrozek. - Moim zdaniem trzeba mówić nie tylko o derusyfikacji, ale też o degazyfikacji. Dywersyfikacja dostaw gazu jest fałszywym rozwiązaniem i ślepą uliczką, wpycha nas w finansowanie innych reżimów, uzależnia od wahań cen na rynku i osłabia suwerenność energetyczną UE i Polski - dodaje.

Przestrzega jednocześnie przed rehabilitacją węgla. Zaznacza, że oparcie energetyki na kopalinach jest szkodliwe i niebezpieczne. Powinny one ustąpić miejsca projektom OZE, lokalnym klastrom energetycznym, przy jednoczesnym zwiększaniu efektywności energetycznej przemysłu i jego dekarbonizacji. Konieczne jest też jak najszybsze zniesienie ograniczeń związanych z budową wiatraków lądowych - rynki czekają na zniesienie zasady 10H, która praktycznie wstrzymała lądowe projekty wiatrowe w kraju.

"Bez gazu się nie uda"

Wiele środowisk w kraju, w tym firmy energetyczne i przemysł, podkreśla jednak, że nie jest możliwe natychmiastowe, stuprocentowe zastąpienie źródeł opartych na węglu źródłami odnawialnymi. Gaz, jako mniej emisyjny, traktowany jest jako paliwo przejściowe, które ma pomóc przejść sektorom takim jak energetyka czy przemysł przez transformację.

Transformacja jest szczególnym wyzwaniem m.in. dla elektrociepłowni. Specyfiką polskiego ciepłownictwa jest to, że funkcjonuje w nim najwięcej w Unii Europejskiej systemów ciepłowniczych o dużych mocach. Długość sieci ciepłowniczej kraju wynosi ponad 21 tys. km. Przedstawiciele sektora mówią wprost - jeśli mamy odejść od węgla musimy postawić na gaz. Innej drogi dla siebie nie widzą. Mogą oczywiście wspomagać się spalarniami odpadów itd., ale potrzebują głównego paliwa, które zapewni dostawy na odpowiednim poziomie.

Uczestnicy rynku zaznaczają, że odnawialne źródła energii są niestabilne i nie zawsze mogą zagwarantować dopływ odpowiednich wolumenów prądu czy ciepła. Konieczne są stabilizatory systemu w postaci na przykład jednostek gazowych, uruchamianych, gdy energii w systemie będzie za mało, albo elektrowni atomowych. Problem niestabilności dostaw energii będzie można też rozwiązać, gdy rozwiną się technologie magazynowania energii na dużą skalę czy technologie wodorowe.

Problematyczne wycieki metanu

Około 40 proc. emisji metanu pochodzi z natury, a 60 proc. z działalności człowieka. W ramach emisji antropogenicznych aż 40 proc. emisji pochodzi z rolnictwa, 35 proc. z energetyki a 20 proc. ze składowania odpadów. - Emisje metanu związane z działalnością człowieka rosną. Stężenie wzrosło o połowię od czasu rewolucji przemysłowej, co przełożyło się na wzrost temperatury o ok. 0,5 stopnia Celsjusza - mówi Diana Maciąga, ekspertka ds. energii i klimatu w Stowarzyszeniu Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot.

Dużym problemem są wycieki metanu. Następują one w całym łańcuchu produkcji gazu i innych paliw kopalnych, od momentu wydobycia poprzez transport, skroplenie, regazyfikację, wycieki z rurociągów czy w miejscu konsumpcji. Metan to gaz bezwonny (jest wzbogacany o zapach dopiero w procesie przetwórstwa), jego emisje są niewidoczne. Dotychczas nie poświęcano temu problemowi zbyt dużo uwagi, ale to się zmieni dzięki rozwojowi technologii umożliwiających obserwowanie tego procesu.

- Współczynnik wycieku waha się od 2,3 do 9 proc. Międzynarodowa Agencja Energii szacuje, że wycieki metanu w sektorze energetycznym są o 70 proc. wyższe niż to wynika z oficjalnych danych, które są zaniżane - mówi Maciąga. Dodaje, że gdy wycieki w łańcuchu dostaw przekraczają 2,4-3,2 proc., wpływ produkcji energii z gazu na klimat jest gorszy niż wpływ spalania węgla.

Wyciekom metanu poświęcono kampanię prowadzoną przez grupę ekspertów. Jeździli ono po Europie, nagrywając wycieki metanu z różnych instalacji. Przez rok odwiedzili jedenaście krajów, odkrywając ponad 400 miejsc wycieku. Metody, którymi się posługiwali, nie pozwalały określić, w jakiej ilości następuje wyciek metanu, można było jedynie stwierdzić, że taki wyciek miał miejsce.

Eksperci pojawili się też w Polsce. Sprawdzali między innymi okolice terminala LNG w Świnoujściu, gdzie odkryli niewielki wyciek z komina wentylacji awaryjnej. Nie mieli natomiast dostępu do samego terminala, gdyż nagrywali ze znacznej odległości. Nagrali też wycieki wzdłuż rurociągu jamalskiego i w tłoczni gazu w Szamotułach. - Nikt w Polsce się tymi wyciekami nie zajmuje - alarmuje Maciąga.

Będą kontrole. Europa zamierza zmienić swoje podejście

To się jednak zmieni. Jak informuje Wojciech Modzelewski, prawnik z fundacji ClientEarth, Europa zamierza zmienić swoje podejście do kwestii wycieku metanu. Emisje mają być kontrolowane, pomóc ma w tym specjalny system satelitarny.

Modzelewski zauważa, że najbardziej szkodliwe są upusty prowadzone przy pracach konserwacyjnych. Wówczas wszystko, co zalega w gazociągu, musi zostać wypuszczone do atmosfery. - Unijne rozporządzenie metanowe ma zabronić tego typu działalności. Każdy wyciek ma być raportowany do podmiotu kontrolującego i tylko w niektórych przypadkach takie upusty będą dozwolone. Podmiot kontrolujący będzie oceniał zgodność raportów z metodologią rozporządzenia, będzie przeprowadzać kontrolę, będzie wydawał oświadczenia weryfikacyjne potwierdzające, czy raport sporządzony jest zgodnie z zapisami rozporządzenia - mówi Modzelewski.

Obowiązywać będzie wymóg regularnego wykonywania pomiarów. Rutynowe kontrole miałyby się odbywać co dwa lata. Zmiany odczuje cała branża gazownicza, w tym również Gaz-System i PGNiG. Regulatorzy liczą, że nowe zasady poprawią sytuację na rynku i ograniczą przypadki niekontrolowanego wycieku metanu.

Monika Borkowska

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

Zobacz również:

INTERIA.PL
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »