Reklama

Trwa wzrostowa passa złota

Królewski kruszec ma za sobą kolejny, piąty już z rzędu tydzień, który kończy na plusie. Za uncję złota trzeba było w miniony piątek zapłacić 1340 dolarów, co oznacza wzrost o 1,3 procent. Tymczasem Narodowy Bank Polski konsekwentnie nie dokupuje kruszcu, którego udział w oficjalnych rezerwach spada.

Reklama

Podobnie do drożejącego złota zachowywały się w ostatnich dniach platynowce - zarówno pallad, jak i platyna zyskały na wartości niespełna 3 procent. Uncja pierwszego z metali kosztuje 1125 dolarów, a drugiego - 997 dolarów. Nieco gorzej radziło sobie jedynie srebro, które po dość gwałtownych wahaniach, zakończyło tydzień minimalnie "nad kreską", kosztując nieco ponad 17 dolarów za uncję - wylicza Robert Śniegocki z Grupy Goldenmark.

Analityk uważa, że na umacnianie się metali szlachetnych wpływa taniejący dolar. Amerykańska waluta nie zaliczy początku 2018 roku do udanych - w stosunku do najważniejszych walut na świecie, straciła już ponad 1 procent. To efekt informacji napływających ze strony banków centralnych, które zaostrzają swoją retorykę. Bank Japonii niespodziewanie ograniczył program skupu aktywów, a Europejski Bank Centralny wysyła sygnały, że będzie dostosowywał swoje plany do rosnącej gospodarki europejskiej.

- Z kolei amerykański Fed znajduje się pod presją, a plan zakładający trzy podwyżki stóp procentowych w 2018 roku stanął pod znakiem zapytania. Nad Rezerwą Federalną wisi bowiem widmo bardzo powolnej inflacji - część inwestorów sugeruje, że bank wykorzysta argument inflacyjny, by odłożyć decyzję o podwyżce - komentuje Robert Śniegocki.

Ekspert zwraca uwagę, że odmiennie od innych banków centralnych, skupujących tony złota w obawie przed globalnym kryzysem, a także odmiennie od inwestorów, coraz mocniej ceniących ochronną moc królewskiego kruszcu, zachowuje się Narodowy Bank Polski. Udział złota w oficjalnych rezerwach NBP spadł w zeszłym roku do poziomu najniższego od 13 lat, a rynkowa wartość zgromadzonego kruszcu wyniosła na koniec grudnia niespełna 14,9 mld złotych. To zaledwie 3,8 proc. sumy wszystkich aktywów posiadanych przez bank.

- Zupełnie inną taktyką kierują się inne kraje, stawiające na konserwatywne podejście - złoto to dla nich podstawowy składnik rezerw. Tymczasem Polska od 2000 roku utrzymuje niezmienny poziom 103 ton królewskiego kruszcu. Daje to naszemu krajowi miejsce dopiero w czwartej dziesiątce, jeśli chodzi o posiadane rezerwy złota. Dla porównaniu - Niemcy mają od nas 33 razy więcej tego metalu szlachetnego, Włochy - 24 razy więcej, a mała Holandia - prawie 6 razy więcej. NBP jednak konsekwentnie nie dokupuje kruszcu - przekonuje Robert Śniegocki.(js)

Dowiedz się więcej na temat: metale szlachetne | złoto | inwestycje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »