Reklama

Twardy brexit może utopić motoryzację

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej stanowi zagrożenie dla przemysłu motoryzacyjnego, który jest jednym z filarów brytyjskiej gospodarki. Twardy brexit uderzyłby również w krajowe firmy - Polska jest zagłębiem producentów części samochodowych.

W zeszłym roku na Wyspach wyprodukowano 1,6 mln samochodów, co dało temu krajowi czternaste miejsce w zestawieniu największych producentów aut na świecie. Niemal 80 procent części do brytyjskich aut sprowadzanych jest z innych krajów Unii Europejskiej, w tym z Polski zajmującej dziesiątą pozycję wśród największych globalnych eksporterów komponentów do motoryzacji. W 2017 r. na Wyspy sprowadzono części i komponenty motoryzacyjne warte łącznie ok. 46 mld euro.

Reklama

Od ponad dwóch lat Wielka Brytania nie ustaliła zasad brexitu. Dodatkowo sytuację skomplikował wybór nowego premiera, kontrowersyjnego Borisa Johnsona. Chce on renegocjować porozumienie wypracowane przez swoją poprzedniczkę, na co jednak Unia nie przystaje. Opozycja próbuje powstrzymać administrację Johnsona przed ewentualnym wyjściem ze Wspólnoty bez umowy. Taki scenariusz, zdaniem wielu ekspertów, doprowadziłby do poważnego zakłócenia funkcjonowania brytyjskiej gospodarki.

Twardy brexit zagroziłby funkcjonowaniu m.in. fabryk motoryzacyjnych na Wyspach, ale niestety odczułyby to również inne kraje europejskie. Zamknięcie swoich zakładów w Wielkiej Brytanii zapowiedziały już Honda i Ford. Firmy ograniczają nowe inwestycje, szykują się zwolnienia.

Honda ogłosiła swoją decyzję na początku tego roku. Poinformowała, że w 2021 roku zamknie fabrykę w mieście Swindon, produkującą modele Civic, zwalniając przy tym 3,5 tys. pracowników. Kolejne zwolnienia dotkną lokalnych podwykonawców, co może oznaczać utratę pracy przez 10 tys. osób. Zamknięcie zakładu ma się zbiec z zakończeniem cyklu produkcyjnego aktualnej, dziesiątej generacji Civica. Fabryka odpowiada za jedną dziesiątą całkowitej produkcji nowych aut w Wielkiej Brytanii.

Również Ford sygnalizował na początku roku, że przygotowuje się do przeniesienia produkcji do innego kraju. W styczniu amerykański koncern szacował, że brexit bez porozumienia z UE będzie go kosztować miliard dolarów. Na początku roku rozpoczął w Europie rozmowy ze związkami zawodowymi dotyczące likwidacji fabryk i wstrzymania wybranych modeli. Wielka Brytania jest dla Forda trzecim największym rynkiem zbytu. W brytyjskich fabrykach, działach badań i rozwoju oraz administracji sprzedaży koncern zatrudnia około 13 tys. pracowników. Ale ograniczenie mocy tamtejszych fabryk zapowiadają też Nissan i BMW.

- Jeżeli dojdzie do twardego brexitu, a jest to obecnie wysoce prawdopodobne, to odbije się to niekorzystnie na całym europejskim przemyśle motoryzacyjnym i nie jest żadnym pocieszeniem, że bardziej jednak odczują go Brytyjczycy, którzy stracą dostęp do jednolitego rynku - mówi Alfred Franke, prezes Stowarzyszenia Dystrybutorów i Producentów Części Motoryzacyjnych. Umowa określająca warunki wyjścia dałaby możliwość skorzystania z okresu przejściowego, by jak najlepiej przygotować się do zmian.

- Na ten moment, dzień 31 października oznacza podporządkowanie się przepisom WTO w relacji Wielka Brytania - Unia Europejska, związane z tym cła, obciążenia administracyjne, opóźnienia na granicach etc. Może to zrujnować precyzyjnie wyliczone procesy produkcyjne, co w rezultacie doprowadzi do zatorów i spadku produkcji oraz związanych z tym dalszych kłopotów - zapowiada Franke.

Sytuacja jest dość poważna, biorąc pod uwagę, że brexit nie jest jedynym zagrożeniem. Problemem jest też obserwowane spowolnienie gospodarcze i wojny handlowe, które po części je wywołują. Przemysł motoryzacyjny w Wielkiej Brytanii już notuje spadki. W pierwszym półroczu produkcja samochodów w tym kraju spadła rok do roku o 20 proc. - wyprodukowanych zostało 666,5 tys. nowych samochodów. W dodatku eksport pojazdów zmniejszył się o 21 proc. Nic dziwnego, że w tej sytuacji pod koniec lipca szef brytyjskiego stowarzyszenia producentów i sprzedawców branży motoryzacyjnej SMMT wysłał list do nowego premiera z prośbą o porozumienie Londynu z Brukselą, podkreślając, że brak umowy stanowi egzystencjalne zagrożenie dla branży.

SMMT szacuje, że opóźnienia na granicach spowodowane brakiem porozumienia mogą kosztować samą motoryzację nawet 70 mln funtów dziennie.

Monika Borkowska

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: twardy brexit | skutki brexitu | brexit

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »