Ważą się losy założonej w 1921 roku firmy produkującej żarówki, która zatrudnia ponad 700 osób. Początkowo funkcjonowała ona pod marką Osram, następnie Polam, potem Philips, a od 2015 roku pod obecną - Lumileds. O możliwym bankructwie zakładu i niepewnej sytuacji pracowników mówi się już od tygodni.
Ponad 700 pracowników obawia się zwolnienia. Winią nowego właściciela zakładu
Sytuacja miała drastycznie zmienić się po tym, jak w 2024 roku zakład przejęli Amerykanie z First Brands Group. Na początku stycznia tego roku pracownicy pabianickiej "Żarówki" otrzymali informacje o możliwym złożeniu wniosku o upadłość, jednak na ten moment nie ma oficjalnych komunikatów ze strony zarządu.
"Na razie przychodzimy do pracy, nie wiemy, jak długo" - stwierdził w rozmowie z "Wyborczą" pracownik z 21-letnim stażem. "Ważą się nasze losy. Dwa najbliższe tygodnie mają być decydujące. Albo firma upadnie, albo znajdzie się inwestor i uda się ją uratować" - dodała kolejna osoba zatrudniona w "Żarówce".
"Żarówka" na skraju upadłości
Firma znalazła się w kryzysie po tym, jak w ubiegłym roku pojawiły się trudności z zakupami materiałów mimo utrzymujących się zamówień. First Brands Group złożyła w wówczas wniosek o ochronę przed wierzycielami, co może pomóc w restrukturyzacji, ale nie rozwiązuje wszystkich problemów.
W rozwiązaniu problemów finansowych z pewnością nie pomogły również oskarżenia o fałszerstwa finansowe wobec byłych liderów First Brands - Patricka i Edwarda Jamesa. Bracia oskarżani są o wprowadzenie w błąd pożyczkodawców poprzez podwójne zabezpieczenia i błędne raporty finansowe, a zadłużenie First Brands ma sięgać 10 mld dolarów. Prawdziwy cios przyszedł jednak po informacji przekazanej przez Biuro Prokuratora Stanów Zjednoczonych Południowego Dystryktu Nowego Jorku z 29 stycznia. Jak czytamy w "GW", "były prezes First Brands Group Patrick James i były starszy dyrektor Edward James oszukali wiele banków i bezpośrednich pożyczkodawców za pomocą fałszywych zabezpieczeń, podwójnych i potrójnych zastawów majątkowych oraz wprowadzających w błąd sprawozdań finansowych".
Sytuacja w "Żarówce" niepokoi lokalne władze liczących ok. 55 tys. mieszkańców Pabianic, a także pracowników urzędu pracy. Jak zauważa dyrektorka Powiatowego Urzędu Pracy Sylwia Gawrońska-Zdzieniecka, nagły wzrost liczby bezrobotnych mógłby istotnie wpłynąć na region. "W naszym urzędzie jest obecnie zarejestrowanych ok. 3,3 tys. osób, gdyby wszyscy z Lumiledsu się do nas zgłosili, sytuacja na lokalnym rynku pracy zmieniłaby się znacząco" - powiedziała.











