Reklama

Obecna strefa euro musi się "skończyć"

O przyszłości wspólnej europejskiej waluty, wygranych i przegranych w strefie euro oraz o konsekwencjach ewentualnego rozpadu unii walutowej rozmawiamy z Mateuszem Machajem, głównym ekonomistą Instytutu Misesa.

Dorota Sierakowska: Jakie były najważniejsze przesłanki utworzenia wspólnej europejskiej waluty?

Reklama

Mateusz Machaj: - Wspólna waluta euro, podobnie jak inne części składowe systemu Unii Europejskiej, powstała pod wpływem dwóch czynników: rynkowych i politycznych. Z rynkowego punktu widzenia jedna waluta jest bardzo korzystna dla zintegrowanego obszaru gospodarczego. Niestety, przy utworzeniu euro w grę także wchodziły przede wszystkim względy polityczne, otwierające drogę do stworzenia kolejnego europejskiego ośrodka władzy, jakim niewątpliwie jest Europejski Bank Centralny.

- Gdyby celem Unii było tylko wdrożenie wspólnego pieniądza, to wprowadzono by wolny rynek pieniężny (na przykład nieregulowany przez państwo standard złota). Priorytetowym celem było jednak uzyskanie monopolu menniczego dla rosnącej mocarstwowej Unii.

Które państwa szczególnie zyskały na wprowadzeniu euro? Czy nie zyskały na tym jedynie kraje o dużych deficytach?

- Z rynkowego punktu widzenia na wspólnej walucie korzystają wszyscy przedsiębiorcy i konsumenci, ponieważ oferuje ona dobrodziejstwa uniwersalnego środka wymiany. W tym aspekcie skorzystały wszystkie kraje unii walutowej. Jednak inflacyjne euro nie jest rynkowym pieniądzem, lecz politycznie sterowanym projektem, w którym wspólna waluta jest wykorzystywana do pośredniego i bezpośredniego finansowania deficytów budżetowych.

- W ten sposób zaistniało zjawisko "tragedii euro", o którym napisał swoją książkę dr Philipp Bagus. Ponieważ EBC drukuje pieniądze na pokrycie deficytów budżetowych, to na klubie euro najbardziej pasożytują te kraje, które mają największe deficyty, kosztem krajów bardziej zdyscyplinowanych fiskalnie. Czyli w skrajnym przykładzie państwowe instytucje Grecji korzystają kosztem niemieckiego podatnika.

- Należy jednak być ostrożnym w bardzo generalnych opiniach. Część niemieckich eksporterów również korzysta na tym, że zagraniczni klienci kupują ich produkty w euro. Z drugiej strony niemieccy konsumenci relatywnie tracą, ponieważ euro jest bardziej inflacyjne niż niemiecka marka. Z jeszcze innej strony patrząc, grecki socjalizm zyskał na euro, ale grecka gospodarka straciła, ponieważ przedłużyła etatystyczny marazm, w którym sektor publiczny wypiera przedsiębiorczość i produktywną działalność.

- Dlatego należy pamiętać, że euro ma swoje wady i zalety. Wady przeważają i sprawiają, że cały projekt jest niestabilny i w obecnej formie prędzej czy później upadnie.

Dlaczego kraje o stabilnych gospodarkach zgodziły się przyjąć do strefy euro kraje mniej stabilne?

- Ponieważ, jak powiedziałem wcześniej, poparcie dla wspólnej waluty pojawiło się na dwóch frontach, rynkowym i politycznym. Z rynkowego punktu widzenia uczestnicy procesów gospodarczych chętnie korzystają z jednego uniwersalnego środka wymiany, ponieważ niesie to korzyści ekonomiczne dla całego kontynentu. Zaś z politycznego punktu widzenia rządy krajów UE dążyły do integracji władzy i pozbawienia Niemiec potężnej gospodarczej broni: niemieckiego Bundesbanku, którego wpływ został znacznie osłabiony na rzecz Europejskiego Banku Centralnego.

- Władza do druku pieniądza jest bez wątpienia najpotężniejszą gospodarczą bronią. Ceną za ustanowienie tej przeciwwagi było przyjęcie do klubu wszystkich słabszych krajów. Dlatego przy tworzeniu obecnej strefy euro na kraje nieodpowiedzialne fiskalnie przymknięto oczy. Dzisiaj unia walutowa (Polska również) płaci za to cenę.

Pojawiają się komentarze, że ze względu na różnice pomiędzy gospodarkami różnych państw strefy euro, upadek tej waluty jest tylko kwestią czasu. Czy zgadza się pan z tym stwierdzeniem?

- Różnice gospodarcze między regionami nigdy nie przesądzają o konieczności upadku waluty. Między ludźmi istnieją istotne różnice, a mogą używać jednego pieniądza. Wrocław znacznie się różni od Dąbrowy Chotomowskiej, a jednak używa się w nich tej samej waluty. Podobnie z województwem mazowieckim i świętokrzyskim, albo ze Stanami Zjednoczonymi i Salwadorem.

- W Czarnogórze powszechnie akceptowanym środkiem wymiany jest waluta euro, a jakoś nie słyszeliśmy o czarnogórskim wkładzie do obecnego kryzysu europejskiego. W wieku dziewiętnastym międzynarodowym pieniądzem był kruszec i łączył ze sobą wiele różnorodnych obszarów gospodarczych, które stawały się coraz bardziej zintegrowane bez ośrodka władzy w stylu Europejskiego Banku Centralnego.

- Płynie z tego następujący wniosek: problemy strefy euro nie wynikają z tego, że funkcjonuje w niej jedna waluta, lecz z tego, że ta waluta jest produkowana politycznie, a nie rynkowo. Radykalne przeobrażenie strefy euro jest w świetle jej wewnętrznych konfliktów nieuniknione. Wydaje się, że mamy przed sobą trzy opcje: (1) bankructwo Grecji (zawieszenie spłaty zobowiązań), (2) dalsze opłacanie Grecji przez bogatsze kraje, (3) rozpad strefy euro (gwałtowny lub powolny). Najlepszym rozwiązaniem byłoby urynkowienie pieniądza, choć na to się nie zanosi.

Dowiedz się więcej na temat: EBC | Mateuszem | waluty | kryzys gospodarczy | strefa euro

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje