Reklama

Prymusów nikt nie lubi

Z prezesem Deutsche Bank Polska S.A. prof. dr. Krzysztofem Kalickim rozmawiali Przemysław Barbrich i Jan Osiecki

Reklama

Spróbuje się pan na chwilę wcielić w rolę ministra finansów...

- Dzisiaj to nie jest łatwa rola. (śmiech)

Domyślam się, chociaż panu jako byłemu wiceministrowi finansów będzie łatwiej to zrobić. Ale zadanie, jakie chcę panu postawić, rzeczywiście należy do trudnych. Proszę, wcielając się w skórę ministra, przekonać samego siebie, że podatek bankowy nie jest dobrym rozwiązaniem dla polskiej gospodarki.

- Powiem więcej: wprowadzenie podatku bankowego w Polsce nie ma żadnego uzasadnienia! Koncepcja tego podatku powstała w krajach, w których państwo zaoferowało bardzo dużą pomoc dla sektora bankowego. Dziś ta danina ma zrekompensować wydatki, które zostały wtedy poczynione. Natomiast w Polsce minister finansów nie musiał się angażować w pomoc bankom, ponieważ nie mieliśmy kryzysu bankowego.

No i zepsuł pan zabawę, panie profesorze. Mówi pan nie jak minister finansów, ale jak prezes banku.

- Nie! Mówię tak samo jak minister finansów, bo w polityce, zwłaszcza w polityce finansowej powinny obowiązywać pewne podstawowe i niezmienne zasady.

Jakie?

- Na przykład taka: "jeśli nie było świadczenia, to nie powinno być obciążenia". Do tego zamierza się obciążać tylko jeden sektor. Dlaczego nikt nie myśli o wprowadzeniu podatku hutniczego, węglowego czy farmaceutycznego? A przecież Polska jako członek OECD zobowiązała się do równego traktowania wszystkich sektorów i inwestorów.

Panie profesorze "a solidarność społeczna"? A "obowiązek pomagania przez bogatych biedniejszym"? Te hasła są teraz bardzo popularne.

- Poważnym błędem, a nawet nadużyciem jest twierdzenie, że sektor bankowy opływa w pieniądze. Mamy różne banki, z różną dochodowością. Oczywiście, uwagę opinii publicznej przykuwają te, które mają najlepsze wyniki, ale są również takie, które na rynku nie radzą sobie tak dobrze jak czołówka.

To teraz zapytam pana już jako prezesa banku. Czy sądzi pan, że jeśli coraz głośniej i więcej będzie mówiło się o tym podatku, to środowisko bankowe w końcu oświadczy jednym głosem: "nie, już wystarczy tego, co nam zabieracie. Nie zarzynajcie kury znoszącej złote jajka"?

- Podejrzewam, że nasze środowisko będzie solidarnie protestowało - bo, podkreślam raz jeszcze, nie ma uzasadnienia do wprowadzania tego podatku w Polsce. Obawiam się jednak, że jeśli w ramach całej Unii Europejskiej zostanie wprowadzona ta danina, to Polsce trudno będzie nie brać udziału w tym zbiorowym obciążaniu sektora bankowego. Na szczęście widać, że nawet Unia Europejska bardzo poważnie rozważa, czy taki podatek wprowadzać.

Dlaczego?

- Bo jego wprowadzenie zmienia warunki konkurencyjne między Europą a innymi krajami, na przykład Kanadą, Chinami, Japonią czy Indiami. Jeśli taka danina obowiązywałaby tylko na jednym terytorium, od razu spowoduje to obniżenie konkurencyjności banków, które będą ten podatek płaciły w stosunku do banków w krajach, które tego podatku nie wprowadzą. A to jest poważny problem, bo dziś działa się globalnie. Do tego nie wiemy, jaka będzie struktura tego podatku i od czego miałby być liczony. Dlatego ciągle mam nadzieję, że Unia Europejska zrezygnuje z jego wprowadzenia.

Proszę o choćby jeden powód, dlaczego miałaby tego nie robić.

- Choćby dlatego, że pomoc oferowana bankom przez rządy poszczególnych państw w rzeczywistości była niewielka. Tak naprawdę wsparcie sektora polegało głównie na gwarancjach. Niewiele było przypadków wpłat kapitału czy przejmowania zobowiązań banków.

Pójdźmy na chwilę jeszcze dalej w stronę polityki. Załóżmy, że przekonał pan nie tylko czytelników, ale i ministra finansów do tego, że ten podatek nie jest dobrym rozwiązaniem. Problem polega na tym, że politycy muszą dbać o zachowanie twarzy. Zatem co mają zrobić, skoro wcześniej deklarowali, że zostanie on wprowadzony - a teraz chcą mieć i sukces, i jednocześnie nie dokręcać śruby bankom?

- W tym wypadku uratowaniem twarzy byłoby, gdyby w Unii Europejskiej nikt nie wprowadził podatku bankowego. A Polska nie musi być liderem w ustanawianiu nowych danin. Zatem politycy mieliby argument do uzasadnienia zmiany zdania. Uważam, że z punktu widzenia konkurencyjności naszych banków byłoby lepiej, żeby tego podatku nie wprowadzano, co wzmocniłoby reputację polskiego systemu bankowego.

A pośrednie rozwiązanie wchodzi w grę? Na przykład jakiś dodatkowy fundusz gwarancyjny albo stabilizacyjny?

- A po co? I tak mamy problem związany z Bankowym Funduszem Gwarancyjnym. Przypominam, że kwota gwarancji została podniesiona z 50 do 100 tys. euro. A to oznacza, że BFG będzie musiał zgromadzić większe środki na wypadek konieczności wypłat depozytów. Choć dziś raczej nic nie wskazuje na to, aby jakiś bank miał upadać, to wcale nie oznacza to, że kiedyś nie dojdzie do takiej sytuacji. Jeśli już mamy coś robić, żeby uspokoić sumienie polityków, to najlepszym wyjściem byłoby zwiększenie bezpieczeństwa BFG.

Dowiedz się więcej na temat: Lubiana | lubić | lubi | prof | Deutsche Bank | Lubień

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »