Reklama

Zmiana potrzebna od zaraz

Z dr. Tadeuszem Białkiem, dyrektorem Zespołu Prawno-Legislacyjnego Związku Banków Polskich, rozmawia Karol Jerzy Mórawski.

Jerzy Mórawski: Temat klauzul niedozwolonych nie od dziś wywołuje emocje. Instytucja ta krytykowana jest zarówno przez przedsiębiorców, jak również niektóre środowiska konsumenckie. Pojawiały się nawet propozycje zmian prawnych w tym zakresie. Co stanowi największy problem związany z funkcjonowaniem tych klauzul w polskim prawie?

Reklama

Tadeusz Białek: - Klauzule abuzywne to kwestia niezwykle skomplikowana i wielowymiarowa. Zacznijmy od tego, że w Polsce mamy do czynienia ze specyficzną sytuacją. Dyrektywa wspólnotowa regulująca prawa konsumentów, jeśli chodzi o klauzule uznane za abuzywne, określa jedynie ogólne warunki w zakresie procedowania. Wskazuje również pewne przykładowe sytuacje, w których może dojść do zaburzenia równowagi między konsumentem a przedsiębiorcą - oferentem usług.

- W Polsce zostało to rozszerzone w daleko idący sposób. Po pierwsze, przykładowe przesłanki abuzywności wskazane w dyrektywie uczyniono normą prawną, wprowadzając je wprost do kodeksu cywilnego. Dodatkowo wprowadzono kilka własnych krajowych, niewzmiankowanych w prawodawstwie unijnym. Polską specyfiką jest wreszcie cały rejestr klauzul abuzywnych. Dyrektywa unijna nigdzie nie wspomina o tym, że taki rejestr musi być prowadzony; ogranicza się do ogólnego zalecenia, aby w prawie państw członkowskich wprowadzić instrumenty przeciwdziałające wykorzystywaniu zapisów o charakterze abuzywnym w obrocie konsumenckim.

- Tymczasem w Polsce stworzono rejestr, który urósł do rozmiarów absurdalnych. Mechanizm ten nie funkcjonuje we właściwy sposób - co zresztą dostrzegł sam UOKiK, kiedy w 2011 r. zapoczątkował założenia reformy w tym zakresie. Niestety, minęły już trzy lata i proces ten posuwa się bardzo powoli. Prace dotyczące zmian w funkcjonowaniu klauzul abuzywnych utknęły w Komisji Kodyfikacyjnej Prawa Cywilnego, ponieważ budzą one wewnętrzne spory, jak to uregulować. Równocześnie obserwujemy postępującą erozję systemu. Dochodzi do absurdów, kiedy do rejestru klauzul abuzywnych wpisywane są zapisy, które są po prostu cytatami z obowiązującego prawa, gdzie w umowie znajduje się literalnie przeniesiony przepis.

- Zdarzają się również postanowienia wprost irracjonalne. Przykłady: mniej więcej rok temu Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał, że postanowienia o doręczaniu jakiejkolwiek korespondencji listem zwykłym są abuzywne, ponieważ nie ma żadnej pewności, że klient mógł zapoznać się z taką korespondencją.

- Innym przykładem jest wpisywanie do rejestru klauzul abuzywnych zapisów dotyczących opłat windykacyjnych. Absurd polega na tym, że kwestionowana jest jakakolwiek możliwość pobierania opłat dodatkowych w procesie windykacji. Sądy wyznają zasadę, że wszelkie opłaty windykacyjne dopuszczalne są jedynie na etapie postępowania sądowego i egzekucji komorniczej. Takie stanowisko nie znajduje odzwierciedlenia w żadnych przepisach prawa.

- Wreszcie, nie tak dawno temu, uznano za abuzywne postanowienie, w którym bank wskazywał, że nie odpowiadał za działanie dostawcy łącz elektronicznych, jeśli z winy dostawcy tych łącz opóźnia się proces w bankowości elektronicznej. Ewidentnie nie jest to przecież wina banku i nie on jest odpowiedzialny np. za awarię połączenia internetowego.

Jakie skutki wynikają z funkcjonowania rejestru dla całego obrotu konsumenckiego w Polsce?

- Po pierwsze, system ten kształtuje niewłaściwe postawy uczestników rynku. Cała filozofia wynikająca z tych orzeczeń prowadzi do jednego - uznania konsumenta za niedojrzałego uczestnika rynku, niezdającego sobie sprawy z elementarnych zasad funkcjonowania w życiu społecznym i niezdolnego do pojmowania czegokolwiek. Takie przesłanie płynie z wielu decyzji, uznających określone zapisy umów za klauzule abuzywne. Funkcjonowanie tego systemu w takim wymiarze, w jakim działa on obecnie, stawia pod wielkim znakiem zapytania całą logikę, sens i w ogóle ratio legis tej konstrukcji prawnej.

- Co więcej, skutki wpisu na listę klauzul abuzywnych są w istocie silniejsze aniżeli przepisy prawa. Prawo nie działa wstecz, natomiast wpis na listę klauzul abuzywnych - jak najbardziej. W konsekwencji każdy przedsiębiorca, który posługuje się zapisami analogicznymi do uznanych za abuzywne naraża się na odpowiedzialność - nawet jeśli stosuje je wyłącznie w odniesieniu do umów zawartych przed wejściem w życie postanowienia sądowego. Powoduje to ogromne komplikacje natury praktycznej. W zasadzie za każdym razem, kiedy sąd uzna dany zapis za abuzywny, należałoby zmienić wszystkie podobnie brzmiące zapisy w dziesiątkach tysięcy obowiązujących umów. Proces taki jest rzeczą niezmiernie trudną, jeśli w ogóle możliwą do realizacji.

- Wezwanie wszystkich klientów, aby osobiście stawili się celem podpisana aneksu jest rzeczą awykonalną. Z kolei jeśli byśmy rozesłali te aneksy pocztą, to zwrot podpisanych aneksów sięgnie około 5 proc. Klauzule abuzywne stwarzają problem nawet i w tym przypadku: za postanowienie niedozwolone uznany został bowiem tzw. skutek awiza - czyli przyjęcie milczącej akceptacji nowych postanowień umowy w przypadku odbioru listu i braku jakiejkolwiek reakcji od odbiorcy. W chwili obecnej z mechanizmu tego korzystać mogą wyłącznie sądy i urzędy.

- Myślę, że jeśli coś w tej mierze się nie zmieni, to ten system po prostu przestanie w ogóle funkcjonować.

Paradoksalnie, na niewydolności rejestru klauzul abuzywnych tracić mogą również... uczciwi konsumenci. Wśród dziesiątków tysięcy zbliżonych do siebie zapisów trudno stwierdzić, jakie prawa są chronione za pomocą tego instrumentu. Czy nie lepiej nakreślać kierunki, w jakich nie powinny zmierzać zapisy w umowach zamiast wypisywania zdań z wyroków sądowych?

- Podam jeden, wymowny przykład. Kilka lat temu uznano za niedozwoloną klauzulę, że opłata za wypłatę gotówkową w oddziale wynosi 2 zł. Pomińmy nawet fakt, że tak naprawdę nie wiadomo, dlaczego sąd uznał za abuzywne prowizje za wypłatę gotówki w okienku. Przecież za wypłaty dokonywane w obcych bankomatach pobierane są prowizje. Wtedy, kierując się duchem prawa, uznano że problemem było samo pobieranie dodatkowych opłat za obsługę, a nie określona w orzeczeniu sądowym kwota 2 zł. Tymczasem za rok wpisano kolejną klauzulę abuzywną - tym razem mówiącą, że opłata za transakcję gotówkową wynosi 5 zł. Po jakimś czasie wpisane zostało kolejne sformułowanie, tym razem ustanawiające opłatę za takie same czynności na poziomie 4 zł. Wówczas pojawiło się - całkiem uzasadnione - pytanie, jaka kwota pozwala na uznanie klauzuli za zgodną z prawem. Oczywiście wszyscy posługują się wykładnią jednego z orzeczeń Sądu Najwyższego, że istotny jest rodzaj (istota) zachowania, a nie różnicujący detal (jakim w tym przypadku jest kwota opłaty), ale ta anegdota pokazuje, jak bardzo dysfunkcjonalny jest ten system, skoro do rejestru trafiają dziesiątki bardzo podobnych lub zgoła takich samych klauzul. Zgodnie z innym orzeczeniem Sądu Najwyższego nie ma przeszkód, żeby wytaczać procesy o uznanie postanowienia za niedozwolone, nawet kiedy zostało już wpisane do rejestru. Słynne już stwierdzenie sąd właściwy dla siedziby przedsiębiorcy... wpisane zostało do rejestru ponad 100 razy.

- Jeszcze jedna sprawa warta odnotowania. Przy wielu klauzulach nie ma żadnych uzasadnień. Wynika to najczęściej z tego, że przedsiębiorca nie zaskarżył orzeczenia sądu. To kolejny przykład dysfunkcjonalności: nierzadko nie wiemy, dlaczego określone sformułowania zostały uznane za abuzywne.

- W zasadzie nie ma żadnej procedury wypisywania z rejestru klauzul, które się zdezaktualizowały, najczęściej z uwagi na zmianę stanu prawnego. Jeżeli nawet zmieni się prawo, które zezwoli na stosowanie zapisów uprzednio kwestionowanych, to i tak klauzula abuzywna przygotowana w oparciu o uprzedni stan prawny figuruje w rejestrze - ze wszystkim konsekwencjami tego stanu. Również w sytuacji, kiedy klauzula zostanie wpisana do rejestru błędnie - a było już kilka takich przypadków, ponieważ np. przy wpisywaniu nie zauważono, że w wyniku apelacji część klauzuli uznano za nieabuzywną i wpisano całość - nie istnieje procedura wykreślania błędnych wpisów z rejestru (klauzule poprawiono, ale formalnie nie ma podstaw). Nie ma też procedury wykreślania klauzul w przypadkach, kiedy przywrócono termin do apelacji. W takiej sytuacji klauzula nie jest prawomocna, a co za tym idzie, nie powinna dalej występować w rejestrze.

Przypadek szczególny, ważny dla sektora finansowego. W rejestrze znaleźć można klauzule uzależniające nabycie jednego produktu bankowego od nabycia innego. Jest to dosyć dziwne podejście - biorąc pod uwagę choćby sektor ubezpieczeniowy, w którym pakietowanie produktów jest powszechną praktyką. Jakie uzasadnienie ma taka praktyka i do czego to dąży?

- Intencją takich działań było wyeliminowanie sytuacji, w których istnieje bezpośrednie uzależnienie zawarcia jednej umowy od zawarcia innej umowy, która nie ma bezpośredniego związku z tą pierwszą. Dla przykładu - jeśli mamy umowę kredytową, to umową, która ma bezpośredni związek z tym kredytem będzie umowa zabezpieczenia. Tymczasem za abuzywne uznawane są postanowienia, kiedy umowa kredytowa uzależniona jest od jednoczesnego otwarcia rachunku bankowego. Te dwa produkty nie są przecież ze sobą powiązane w sposób konieczny.

- Nie będzie jednak miała charakteru abuzywnego oferta konstruowana na zasadzie dodatkowych premii czy bonusów dla klienta. Na przykład, kiedy przy podpisaniu umowy kredytu otrzymuje się lepsze warunki dla otwieranego równocześnie rachunku bankowego, niż gdyby ten rachunek otworzyć niezależnie. W takim przypadku mamy do czynienia raczej z marketingowymi ofertami połączenia różnych produktów.

A co w przypadku, kiedy zakup określonego produktu bankowego automatycznie oznacza przyznanie drugiego - bezpłatnego dla konsumenta? Wiele banków przy otwarciu rachunku udostępnia swoim klientom dodatkowe konto oszczędnościowe, które z reguły jest bezpłatne.

- Taka sytuacja nie powinna być określana w kategoriach abuzywności. Jeśli jest to danie konsumentowi dodatkowej usługi, za którą on nie płaci i nie musi z niej korzystać, to trudno mówić o jakimkolwiek uzależnieniu - a tym bardziej o takim, które miałoby negatywny skutek. Pamiętajmy, że o abuzywności można mówić wtedy, kiedy mamy do czynienia z rażącym naruszeniem interesów konsumenta i jednoczesnym działaniem sprzecznym z dobrymi obyczajami. W tym przypadku trudno zakwalifikować postępowanie banków pod którąkolwiek z tych kategorii.

Jak należy podchodzić do produktów z zakresu bancassurance? W tym przypadku mamy do czynienia z koniecznością zakupu produktu ubezpieczeniowego przy zawieraniu umowy kredytowej. Z drugiej strony trudno wyobrazić sobie, żeby kredyt nie został w należyty sposób zabezpieczony - a temu służy bancasurance.

- W tym przypadku trzeba odnieść się do konkretnych przykładów. Jeżeli podpisujemy umowę kredytową, która ma zabezpieczenie hipoteczne, to wiadomo, że z dnia na dzień hipoteki nie uzyskamy. W takiej sytuacji to ubezpieczenie jest surogatem zabezpieczenia umowy (tzw. ubezpieczenie pomostowe). Związek umowy ubezpieczeniowej z kredytem jest tu oczywisty.

- Inna sytuacja pojawia się, kiedy zawieramy umowę o prowadzenie rachunku bankowego i otrzymujemy ofertę dodatkowego ubezpieczenia na życie. W takim przypadku należy wziąć pod uwagę to, czy dodatkowa oferta w postaci ubezpieczenia ma charakter obowiązkowy czy dobrowolny. Często bywa tak, że proponowane przy zawieraniu umowy dodatkowe produkty mają charakter dodatkowej oferty, z której nie musimy skorzystać.

- Nawet w przypadku, kiedy rachunku nie da się zawrzeć bez ubezpieczenia, może stanowić to pakiet korzystny dla konsumenta. W takim przypadku oddzielne zawarcie umowy rachunku bankowego i ubezpieczenia byłoby znacznie droższe aniżeli skorzystanie z pakietu. Wtedy też nie możemy oceniać takiego połączenia jako abuzywne.

- Jeszcze inna, zdecydowanie bardziej skomplikowana, sytuacja jest w przypadku tzw. ubezpieczenia niskiego wkładu, które jest aktualnie przedmiotem kilku toczących się postępowań przeciwko bankom pod zarzutem, że ubezpieczenie nie zabezpiecza w istocie klienta, lecz bank. Sprawa nie jest jednak tak oczywista, jak wydaje się inicjatorom ww. procesów.

Ostatnie pytanie. Zmiany w prawie wspólnotowym przewidują radykalne rozszerzenie definicji konsumenta. Obecnie za konsumenta będzie się uznawać również osobę fizyczną, która, dokonując czynności związanej z prowadzoną działalnością gospodarczą lub zawodową, działa także w celu niezwiązanym z tą działalnością i cel ten przeważa. Wydaje się, że to pomieszanie pojęć nie przyniesie nikomu nic dobrego.

- Faktycznie, ta propozycja wydaje się być niewystarczająco przemyślana. Warto przypomnieć, że już wcześniej mieliśmy przejawy tych tendencji na gruncie orzecznictwa krajowego. W 2011 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł, że osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą nie może być w każdej sytuacji traktowana jak profesjonalista. W przypadku, kiedy chodzi o działania całkowicie niezwiązane z prowadzeniem firmy, takiego przedsiębiorcę uznać należy za konsumenta. Już to rozstrzygnięcie wzbudziło wiele zastrzeżeń: profesjonalista - a zgodnie z kodeksem cywilnym każdy przedsiębiorca - jest uznawany za profesjonalistę, ponosi ryzyko swojej działalności, ma również możliwość wynajęcia obsługi prawnej czy księgowej, a zatem trudno traktować go na równi ze zwyczajnym konsumentem.

- Obecnie proponowane rozwiązanie, umożliwiające kwalifikowanie zakupów dokonanych na potrzeby działalności jako transakcji konsumenckich, jest wyjątkowo niezrozumiałe. Można wręcz powiedzieć, iż godzi to w bezpieczeństwo i porządek prawny w zakresie obrotu gospodarczego. Tak naprawdę zrównuje to konsumenta - biernego i mniej świadomego uczestnika rynku - z aktywnie funkcjonującym przedsiębiorstwem. Pamiętajmy, że nawet jednoosobowy przedsiębiorca godzi się na ponoszenie ryzyka w swojej działalności gospodarczej. Dlatego w naszej ocenie budzi to sprzeciw merytoryczny.

- Warto też podkreślić, że rozwiązanie to spowoduje ogromne komplikacje natury praktycznej. Przepis ten może stać się polem do ogromnych nadużyć, stanowiąc olbrzymią pokusę zarówno do obchodzenia przepisów, jak i do ewidentnych oszustw i wyłudzeń. To jest bardzo niedobry kierunek. Na początku może on wydawać się interesujący, jednak w ostatecznym rozrachunku okaże się, że był to duży błąd. Niestety, na wszystkich tych komplikacjach i związanych z nimi kosztach ucierpi tak gospodarka, jak i państwo.

Dowiedz się więcej na temat: klauzula niedozwolona

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »