- Bunkier a la BSSD jest wykonany ze stali pancernej, musi wytrzymać ostrzał, chronić przed wstrząsami, a najlepiej także przed gazem lub promieniowaniem jądrowym. Dostępny jest w sześciu standardowych wersjach, które kosztują do 375 000 euro, bez wyposażenia dodatkowego - relacjonuje tygodnik.
"Doradzamy krowę w formie steku"
Kto potrzebuje czegoś takiego? - Ludzie wszelkiego pokroju w całym społeczeństwie - mówi rzecznik prasowy. - Od polityków po prawników, od celebrytów po czeladników piekarzy.
Za zapewnienie posiłków i napojów odpowiada sam klient. - Możemy jedynie wydawać zalecenia - mówi Schmiechen. - Kiedyś mieliśmy klienta, który chciał zawsze rano pić świeże krowie mleko i zapytał, czy można wziąć krowę do bunkra. Powiedzieliśmy: teoretycznie tak. (...) Doradzamy jednak krowę w formie steku - dodaje.
Istnieje podział na wschód i zachód
To, ile bunkrów sprzedali, sprzedają lub sprzedadzą, jest tajemnicą handlową - nie poznamy nawet przybliżonej liczby. "Rzecznik prasowy jest tak szczelny, jak jego ściany ze stali pancernej" - pisze "Spiegel". Jedyne, co można stwierdzić, to fakt, że istnieje podział na północ i południe kraju. - Na południu jest więcej pieniędzy - mówi Schmiechen.
- Istnieje też podział na wschód i zachód - zauważa Schmiechen. Na Zachodzie dla ludzi ważniejsze jest to, że schron jest bezpieczny pod względem jądrowym. - Na Wschodzie chodzi bardziej o Rosjanina stojącego przy drzwiach i strzelającego do mnie.
grz/PAP










