Reklama

Warunki techniczne w 2022 r. podniosą ceny

Ceny mieszkań mogłyby być niższe, gdyby nie zbędne wymogi techniczne i prawne, które podwyższają koszty budowy. Portal GetHome.pl przeanalizował pod tym kątem przygotowane przez Ministerstwo Rozwoju i Technologii zmiany w rozporządzeniu w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać budynki i ich usytuowanie.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

- Ceny mieszkań zależą w największym stopniu od kosztów budowy, a to są nie tylko materiały budowlane i robocizna. Prawdopodobnie mało kto zwraca uwagę na to, jak duży wpływ mają również regulacje prawne, do stosowania których są zobligowani inwestorzy - mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.

I przypomina, że w 2021 r. warunki techniczne zmusiły inwestorów do budowania domów spełniających dużo bardziej rygorystyczne normy energetyczne. W praktyce oznacza to wyższe wydatki na niektóre wyroby, np. "cieplejsze" okna i drzwi oraz na urządzenia ograniczające zużycie energii czy wytwarzające energię odnawialną.

- Akurat taka zmiana ma sens, bo wyższe koszty budowy zwrócą się dzięki oszczędnościom w zużyciu drożejącej energii - komentuje Marek Wielgo.

Zauważa, że wątpliwości mogą natomiast wzbudzać przygotowywane właśnie przez resort rozwoju i technologii zmiany w warunkach technicznych, które dotyczą kwestii nasłonecznienia mieszkań oraz miejsc postojowych w garażach podziemnych.
- Rzecz jasna przepisy dotyczące nasłonecznienia są bardzo potrzebne, bo zakazują budowania mieszkań, w których przez cały dzień panowałby półmrok - zastrzega ekspert GetHome.pl.

Reklama

Równocześnie wyjaśnia, że warunki techniczne zawierają konkretne wymagania dotyczące czasu nasłonecznienia mieszkań. Problem w tym, że w gęstej zabudowie śródmiejskiej nie jest łatwo spełnić te wymogi. Dlatego nie obejmują one mieszkań jednopokojowych. W pewnym sensie wymusza to na deweloperach budowanie kawalarek. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w miastach, w których ceny mieszkań są najwyższe, deweloperzy sprzedali w tym roku więcej kawalerek niż dostarczyli ich na rynek. Oferta mocno się więc skurczyła, a ceny są średnio najwyższe w przeliczeniu na metr kwadratowy.

Tymczasem jedna z poprawek w warunkach technicznych ma zlikwidować tego rodzaju wyjątek od stosowania norm dotyczących nasłonecznienia. Oznacza to, że w centrach miast nie będę już powstawały ciemne kawalerki. Ale czy oby na pewno jest to dobry pomysł?

- Twórcom tej poprawki najpewniej przyświecają szlachetne intencje. Jednak dla potencjalnych nabywców kawalerek może to być niedźwiedzią przysługą. Ich podaż w nowych budynkach budowanych w centrach miast najpewniej się zmniejszy, bo deweloperzy będą zmuszeni do budowania mieszkań na tzw. przestrzał, a więc o dużo większym metrażu. W efekcie ceny kawalarek w atrakcyjnych lokalizacjach mogą pójść w górę - komentuje Marek Wielgo.

I dodaje, że skorzystają osoby i firmy, które będą zaspakajały popyt na kawalerki przerabiając duże mieszkania na kilku- czy kilkunastometrowe klitki. To zresztą już się dzieje. Np. 80-metrowe mieszkania na sprzedaż z wydzielonymi w nich kawalerkami sprzedawane są jako "pakiety inwestycyjne" pod wynajem. W ten sposób omijane są nie tylko normy dotyczące nasłonecznienia, ale także ppoż. czy wentalacji.

Ponadto powstaje coraz więcej tzw. mikroapartamentów. Zgodnie z warunkami technicznymi mieszkanie musi mieć co najmniej 25 m kw. Mikroapartamenty mają mniejszą powierzchnię, zwykle kilkanaście m kw. Dlatego formalnie są lokalami użytkowymi, choć w ogłoszeniach często widnieją jako mieszkalne. Ich ceny w przeliczeniu na m kw. mogą wręcz szokować przeciętnego Kowalskiego. Np. jeden z deweloperów oferuje w ścisłym centrum Wrocławia "apartamenty hotelowe" o powierzchni od 12 do 45 m kw. po 18,7 tys.- 33,3 tys. zł za metr.
 
Jednak podrożeć mogą nie tylko kawalerki. Urzędnicy zaproponowali w projekcie zmianę w warunkach technicznych, która może podwyższyć koszty budowy garaży podziemnych, co przełoży się nie tylko na cenę miejsca postojowego, ale też cenę mieszkań.

Marek Wielgo wyjaśnia, że warunki techniczne określają np. szerokość i długość miejsc postojowych. Ich minimalną lub maksymalną liczbę określa zaś plan zagospodarowania przestrzennego lub - jeśli działka nie jest objęta takim planem - decyzja o warunkach zabudowy.

Na jej podstawie deweloper uzyskuje pozwolenie na budowę budynku lub osiedla. W zależności od lokalizacji limit może wynosić np. 1, 1,5 lub nawet 2 miejsca postojowe na każdy lokal. Czyli w przypadku budynku ze 100 mieszkaniami, deweloper musi zapewnić mieszkańcom np. 100, 150 lub 200 miejsc parkingowych.

Niektórzy deweloperzy starają się minimalizować koszty oferując tzw. miejsca rodzinne dla dwóch aut - jedno za drugim lub specjalne platformy, które umożliwiają parkowanie jednego nad drugim. Z pewnością nie jest to rozwiązanie komfortowe dla mieszkanców. Z drugiej strony, płacą oni za tego typu miejsca parkingowe dużo mniej (np. 65 tys. zł), niż gdyby kupili dwa z dostępem do drogi manewrowej (po 50 tys. zł każde).

Co ważne, jak zapewnia dyrektor generalny i główny ekspert Polskiego Związku Firm Deweloperskich Konrad Płochocki, deweloperzy mogą dzięki temu spełnić wyśrubowany przez urzędników limit miejsc parkingowych, a w efekcie budować mniejsze garaże. 

Wygląda na to, że resort rozwoju i technologii chce to w przyszłym roku zmienić, bo poprawka w projekcie nowelizacji warunków technicznych wprowadzi wymóg budowy stanowisk postojowych w garażu z zapewnionym bezpośrednim dostępem do drogi manewrowej (dojazdu).

- Oczywiście przepisy nie zabronią budowy miejsc rodzinnych. Tyle, że wygospodarowane np. dzięki platformom miejsca postojowe nie będą wliczane do ogólnego bilansu. Może to oznaczać konieczność budowy np. dodatkowej kondygnacji w garażu podziemnym - tłumaczy Marek Wielgo.

Podkreśla, że szczególnie w największych miastach, deweloperzy budują garaże podziemne ze względu na niewielką powierzchnię działek oraz bardzo wysokie ceny gruntu. Problem w tym, że takie garaże bardzo podnoszą koszt budowy. W Polskim Związku Firm Deweloperskich twierdzą, że nie pokrywają ich niemałe przecież wpłaty kupujących za miejsca parkingowe. Różnica jest więc wliczana w cenę mieszkań, co oznacza, że są one po prostu droższe.

- Można powiedzieć, że Ci, którzy nie mają samochodu, dotują zmotoryzowanych sąsiadów - zauważa ekspert GetHome.pl.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl




 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »