Reklama

Podatki odstraszyły Niemców od kościołów

Coraz więcej mieszkańców Republiki Federalnej Niemiec (RFN) wypisuje się z kościołów, zarówno Kościoła katolickiego, jak i protestanckiego. Dane z 2014 roku wykazują, że w tym roku odeszło od tych instytucji o 50 proc. więcej osób niż w ubiegłych latach. O co chodzi? Powszechnie wiadomo, że jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o pieniądze.

By zrozumieć całą sytuację, należy najpierw poznać podstawy niemieckiego systemu podatkowego w zakresie religii. Otóż niemieckie władze od zarejestrowanych członków kościołów pobierają 8-9-proc. podatek kościelny (tzw. Kirchensteuer), który trafia do kapłanów. Z tego podatku opłacane są remonty świątyń, wynagrodzenia księży oraz wszelkie inne wydatki ponoszone przez kościoły (np. na szkoły bądź ośrodki opieki społecznej czy zdrowotnej). Dla wiernych, a więc zarazem członków danego kościoła, istnieje tylko jeden sposób na uniknięcie tego podatku: wypisanie się z niego.

Reklama

Zmiana, jaka przyczyniła się do masowych odejść Niemców z różnych kościołów, wchodzi w życie co prawda dopiero od początku stycznia 2015 r., ale widocznie okazała się dla niektórych nie do zaakceptowania. Polega ona na tym, że to banki będą pobierały z kont zarejestrowanych wiernych (zarabiających więcej niż 801 euro rocznie) podatek kościelny i przekazywały zebrane pieniądze władzom.

Przedstawiciele kościołów są zdziwieni reakcją wiernych. "Od stycznia nie jest wprowadzany nowy podatek. To jedynie zmiana procedur. Być może kościoły popełniły błąd nie dyskutując dogłębnie na temat tej zmiany z wiernymi" - powiedział dla pisma "Christ&Welt" przedstawiciel Kościoła katolickiego przy parlamencie w Berlinie ks. Karl Juesten.

Efekt jest jednak alarmujący dla niemieckich instytucji religijnych: zarówno w luterańskiej diecezji w Berlinie, jak i w katolickiej w Stuttgarcie, liczba odejść w I połowie 2014 r. była taka sama, jak w całym 2013 r. Co ciekawe, znaczną część "uciekinierów" stanowią emeryci.

Niemieckie kościoły oskarżyły doradców finansowych o namawianie wiernych do tej specyficznej optymalizacji podatkowej. Przypomniały, że wierny poza kościołem nie ma prawa do wielu obrzędów, takich jak ślub, nie ma prawa być chrzestnym czy nawet pracować na rzecz kościoła. Pewnego rodzaju pocieszeniem jest fakt, że wyjście z kościoła z powodu chęci uniknięcia płacenia podatków nie jest obłożone ekskomuniką (czyli jest to tylko wyjście formalnoprawne, a nie religijne).

Na reakcję finansjery nie trzeba było długo czekać. "Przedstawiciele kościołów powinni przemyśleć sprawę głębiej. Dlaczego tak ważna i prywatna sprawa jak wiara w Niemczech sprowadza się do tak trywialnej, ale publicznej kwestii jak podatki?" - pyta bankier z Duesseldorfu Thomas Lange na łamach serwisu Reuters.

Warto podkreślić, że już w 2013 r. z niemieckiego Kościoła katolickiego wypisało się niemal 180 tys. wiernych (o 50 proc. więcej niż w 2012 r.). Socjologowie twierdzą, że wpływ miał na to głównie skandal z udziałem jednego z biskupów. Okazało się, że za kwotę 31 mln euro zbudował on dla siebie luksusową rezydencję i biuro. "Odejścia wiernych z niemieckiego kościoła bolą i muszą zostać dokładnie przeanalizowane przez hierarchów" - powiedział kard. Reinhard Marx, doradca papieża Franciszka.

W RFN katolicy i protestanci stanowią po ok. 30 proc. ponad 80-milionowego społeczeństwa. W 2013 r. od katolików zebrano 5,5 mld euro podatku kościelnego, a od protestantów 4,8 mld euro.

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: Niemcy | niemcow | tym | podatkach

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »