Reklama

VAT uszczelniony, czyli na Świętokrzyskiej bez zmian

Wiemy, że najważniejsza jest stabilność i ciągłość polityki fiskalnej każdego państwa, w tym naszej Ojczyzny. Każda radykalna zmiana jest zwykłym awanturnictwem. Dlatego nie dziwmy się, że żadnych rewolucji w resorcie finansów nie będzie i być nie może. Mija już powoli trzeci miesiąc funkcjonowania nowego rządu, a za "zamkniętymi drzwiami" Świętokrzyskiej 12 (dzięki Bogu) wszystko pozostaje po staremu.

W dalszym ciągu - jak za dobrych, liberalnych lat - co dzień na pokojach przyjmowani są wybitni eksperci międzynarodowego biznesu doradczego, a zwłaszcza tej najważniejszej firmy, której zawdzięczamy obecny stan podatku od towarów i usług. Są to ludzie szczególnie zasłużeni dla polskiego ustawodawstwa, a ich wpływy świadczą o tym, że nasz system podatkowy jest w dobrych, światowych rękach.

Reklama

Największym sukcesem było tu zlikwidowanie jednej z najważniejszych przyczyn uchylania się od tego podatku. Ktoś zapyta, jak to osiągnięto? Odpowiedź jest banalnie prosta: aby nieuczciwi podatnicy nie wykręcali się od płacenia podatków, należy ich uwolnić od obowiązku ich płacenia. Prawda, że bardzo proste? Tu, na tym postkomunistycznym padole nikt na to nie wpadł, bo do tego potrzeba nie lada głów. O międzynarodowej renomie. Od lipca 2011 r. przestała płacić ten podatek branża złomiarska, od października 2013 r. branża stalowa i miedziana, od lipca 2015 r. sprzedający pozostałe metale kolorowe i elektronikę. Za chwilę pojawi się projekt (może już został napisany?), że ów genialny przywilej obejmie całą branżę paliwową i docelowo całą sprzedaż "niekonsumencką", czyli obroty towarowe i usługowe między firmami. I będzie wreszcie porządek: podatek będą płacić tylko sklepy detaliczne, kioski, warzywniaki, knajpy i stacje benzynowe, czyli ilość podatników ulegnie zredukowaniu do kilkuset tysięcy (dziś jest ich ponad półtora miliona) i będzie można rzucić na ten odcinek wszystkie siły organów skarbowych. W każdym kiosku czy sklepie kontrole będą trwały bez przerwy, przy kasie będzie stał (obok kasjerki) urzędnik skarbowy patrząc na ręce każdemu, kto płaci za kupione mleko i bułki. A niech by spróbował coś tam pokombinować i przemycić w koszyku jakąś paczkę dropsów bez zapłaty podatku. Biada mu! Rzucą go na ziemię i dokonają bezpośredniego poboru zaległości podatkowej.

Tak, potrzeba nam wreszcie ostatecznego uszczelnienia systemu podatkowego, który mimo wspólnego wysiłku urzędników i biznesu doradczego, jest jednak wciąż trochę nieszczelny. Ale to zwykła złośliwość rzeczy martwych, z którą raz dwa damy sobie radę. Byle tylko kontynuować raz rozpoczęte dzieło, które od lat w pocie czoła realizujemy w naszym kraju. Co prawda szukają teraz jakiegoś "hydraulika" (Puls Biznesu z dnia 3 lutego br.), bo chyba im coś przecieka, zwłaszcza w departamentach podatkowych. Bywa, bo - jak mówił Jonasz Kofta - "dobry Bóg już zrobił co mógł teraz trzeba zawołać fachowca". Wiemy także na czym ma polegać "uszczelnienie" (dalsze?) tego podatku. W wykazie prac legislacyjnych i programowych Rady Ministrów z końca 2015 roku możemy przeczytać, że "w celu ograniczenia skali nadużyć w podatku od towarów i usług planuje się wprowadzenie wielu zmian". Czy to nie przesada? Czy, aby jakiś "pisor" nie wkradł się w zwarte szeregi fachowców i nie jątrzy, dezawuując dotychczasowy wysiłek naprawy tego podatku? Być może, ale nie wierzę, że kogoś takiego można by wpuścić do tego gmachu: tam jest miejsce tylko dla prawdziwych liberałów, którzy zdobyli szlify w instytucjach międzynarodowych i innych renomowanych firmach doradczych. Ale gdy przeczytamy szczegóły tych propozycji możemy się już uspokoić: nikt nie wprowadzi żadnych zmian, które zwiększyłyby straszny fiskalizm tego podatku i odebrałyby przywileje tym, którzy dużo zainwestowali w biznes podatkowy. Na czym więc ma polegać kolejna, w pełni uzasadniona reforma tego podatku? Zacznijmy od deklaracji podatkowych: będzie wprowadzony dla "niektórych podatników" obowiązek składania deklaracji podatkowych wyłącznie drogą elektroniczną. Bardzo słusznie, bo tu reforma deklaracji jest najbardziej wiarygodna. Jeżeli jeden z drugim będą coś kombinować i źle zsumują swoje obroty, to rach ciach nakażemy im składać deklaracje w formie elektronicznej. On w tym kiosku to pewnie prawdziwego komputera nie ma i jej w terminie nie złoży, więc wtedy ujawni się jako oszust podatkowy a my go mamy w ręku: można natychmiast zrobić mu egzekucję z majątku i zabrać na poczet zaległości podatkowej cały zapas "Gazety Wyborczej", którą później sprzedamy w trybie licytacji publicznej.

To nie koniec: ma być wprowadzony "limit po przekroczeniu którego będzie stosowany mechanizm odwróconego obciążenia dla transakcji, których przedmiotem są wszystkie towary objęte tym mechanizmem". Tu jednak nasuwają się istotne wątpliwości. Po co to? Przecież dzięki temu "mechanizmowi" ograniczono masowe wyłudzenia w obrocie stalą, złomem i elektroniką, bo nie ma tu już czego wyłudzać. A gdy się jakiś limit wprowadzi, to popsuje się sprawnie działające rozwiązanie, o czym wielokrotnie przekonywali nas urzędnicy resortu i międzynarodowy biznes doradczy. Może jednak jakiś "pisor" wkradł się w te szeregi?

Ma być jeszcze "rozszerzenie odpowiedzialności solidarnej nabywcy za zobowiązania sprzedawcy z tytułu należnego podatku od towarów i usług, w szczególności w sytuacji gdy powyżej określono limit nie dokonuje się płatności bezgotówkowych". I bardzo słusznie: jak ktoś taki przyjdzie do sklepu i zapłaci gotówką więcej niż np. 15 zł, to niech odpowiada za zaległości (i to solidarnie) razem z nieuczciwym dostawcą.

Najważniejsze, że ma być zmodyfikowany zakres ochrony przewidziany w związku z uzyskaniem "interpretacji indywidualnych VAT" oraz przyznanie podmiotom stosującym się do "broszur informacyjnych ministra finansów" ochrony prawnej. Tak, na to czekali wszyscy podatnicy! To na pewno uszczelni ostatecznie ten podatek: ministerstwo wyda broszurę, a każdy kto będzie się do niej stosować uzyska grzechów odpuszczenie.

Możemy tylko podziękować opatrzności, że czuwa nad nami i nie dopuszcza nieodpowiedzialnych polityków do resortu finansów. Dzięki temu "więcej pieniędzy zostanie w kieszeni podatników". W 2016 r. będzie to ponad 40 mld zł.

Witold Modzelewski

Profesor Uniwersytetu Warszawskiego

Instytut Studiów Podatkowych

Dowiedz się więcej na temat: Dzięki Bogu | VAT | tym

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »