Gazeta "The Guardian" zauważa, że w każdych planach zmiany reżimu w Iranie Laridżani zawsze znajdował się w samej czołówce osób do usunięcia, głównie ze względu na jego zdolność do poruszania się na wielu poziomach polityki oraz ogromne osobiste wpływy nie tylko w Iranie, ale także w kontaktach z innymi państwami, w tym z Chinami i Rosją.
Ocenia, że irański reżim prawdopodobnie nie doznał większej straty od czasu eliminacji przez siły USA dowódcy Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC), generała Kasema Sulejmaniego w Bagdadzie w styczniu 2020 r.
Ali Laridżani wyeliminowany. To zamyka opcje kompromisu
Zdaniem "Guardiana", znaczenie usunięcia Laridżaniego polega również na tym, że stanowi to potwierdzenie, iż zarówno Izrael, jak i prawdopodobnie USA nigdy nie traktowały go jako kandydata na potencjalnego przywódcę Iranu w przypadku pęknięcia wewnątrz reżimu lub faktycznej kapitulacji.
Jak przypomina dziennik, prezydent USA Donald Trump wielokrotnie wspominał, że chciałby znaleźć w Iranie odpowiednika Delcy Rodriguez, zastępczyni odsuniętego od władzy wskutek amerykańskiej interwencji prezydenta Wenezueli Nicolasa Maduro, która zaczęła prowadzić pragmatyczną z punktu widzenia Waszyngtonu politykę.
- Eliminacja 67-letniego Laridżaniego, zwolennika porozumienia nuklearnego ze Stanami Zjednoczonymi i brutalnych represji wewnętrznych, nie tylko eliminuje nikłą szansę, że mógłby on odegrać rolę przejściową podobną w typie Rodriguez, ale także rodzi pytania o to, czy Stany Zjednoczone faktycznie mają kandydata w tym kraju - pisze "The Guardian".
Brytyjski dziennik wyjaśnia, że cechą wyróżniającą Laridżaniego, poza bogatym doświadczeniem w irańskiej polityce i kontaktami międzynarodowymi, było to, że udało mu się zdobyć zaufanie IRGC, mimo że nie zgadzał się z twardogłowymi. Brał udział w niedawnych, zakończonych niepowodzeniem działaniach mających na celu uniemożliwienie Modżtabie Chameneiemu przejęcia po ojcu stanowiska najwyższego przywódcy, gdyż obawiano się, że może on dać IRGC pełną kontrolę nad irańską polityką, odsuwając na bok umiarkowanych polityków i przywódców religijnych.
Gdy jednak zabiegi o odłożenie wyboru nowego przywódcy nie powiodły się, Laridżani wystąpił w telewizji i określił tę nominację jako "wyraz konsensusu".
Według "Guardiana", było to typowe dla jego pragmatycznego podejścia.













