W ramach tzw. Tarczy Wschód wzdłuż granicy z Białorusią i Obwodem Królewieckim powstaje system umocnień - od okopów, betonowych elementów, radarów aż po systemy elektroniczne. Ochronić Polskę przed wrogiem pomóc mają także naturalne bariery terenowe. Jak podkreśla "SZ", projekt stał się tak kluczowy, że wspierany jest przez środki z Unii Europejskiej.
Tarcza Wschód pod okiem Niemców: MON przystało na ideę ekologów
Sueddeutsche Zeitung zwrócił uwagę, że obszar graniczący z Obwodem Królewieckim to niezliczone jeziora mazurskie. Z kolei wzdłuż granicy z Białorusią rozciąga się naturalny raj z gęstymi lasami i bagnami. Dlatego do ochrony mieszkańców pomóc ma dzika przyroda.
"To idea niektórych ekologów - i pomysł, na który przystało Ministerstwo Obrony Narodowej. Gęste lasy, bagna i tereny zalewowe mają powstrzymać wroga i robią to skuteczniej niż betonowe konstrukcje" - czytamy w niemieckiej gazecie.
Korespondentka gazety zauważyła, że naturalne przeszkody terenowe zostaną wykorzystane i wzmocnione - ponownie zalesiane mają zostać tereny leśne, a wysychaniu obszaru mają zapobiec specjalne działania. "Widzimy duże zbieżności między potrzebami wojska i ochroną środowiska" - powiedział gazecie Michał Żmihorski, biolog, doradzający rządowi ws. środowiska, prywatnie mieszkaniec Białowieży. Jego zdaniem można chronić przyrodę i jednocześnie zwiększyć bezpieczeństwo kraju.
Dziennik powołał się także na wypowiedź pułkownika Marka Pietrzaka, który w jednym z wywiadów przekonywał o tym, że uregulowane rzeki są szkodliwe, ponieważ łatwiej jest je wrogowi przekroczyć.
Niemcy wskazali na wyzwania dla "zielonej" Tarczy Wschód
"Sueddeutsche Zeitung" wskazał jednak na poważne wyzwania, które stoją przed realizacją "zielonej Tarczy Wschód" - zwłaszcza że każdy miesiąc zwłoki oddala szybką realizację projektu. Jak napisała gazeta, Ministerstwo Obrony Narodowej w Warszawie musi teraz walczyć z Lasami Państwowymi, które "bardziej są zainteresowanie zarabianiem na wycince lasów i przecinają lasy siecią ścieżek".
"Liczne leśne ścieżki i drogi stanowią jednak problem zarówno dla przyrody, jak i dla wojska, które musi zabezpieczyć wszystkie te drogi" - wyjaśnia w "SZ" biolog.
Problemem jest również "betonowe lobby". Niemiecki dziennik zauważa, że prace zalesiania mogły rozpocząć się już dawno temu. Zamiast tego wzdłuż granicy z Królewcem kopane są rowy i przywożone betonowe elementy.
Ekolodzy tłumaczą działania tym, że łatwiej jest zarobić na sprzedaży betonowych elementów niż np. nawadnianiu terenów. "Możliwe, że firmy o silnej sile lobbingowej również meldują swoje zainteresowanie rządowi - nie tylko ekolodzy" - stwierdził dziennik.
Nierozwiązaną kwestią pozostaje także ogrodzenie na granicy z Białorusią. Jak podkreśla niemiecka prasa, stanowi ono nie tylko barierę dla migrantów, ale także dla zwierząt, przecinając ich terytoria i uniemożliwiając rozmnażanie się np. rysia. Dochodzi nawet do takich sytuacji, w których zwierzęta umierają w wyniku ran odniesionych podczas próby sforsowania drutu kolczastego - dodaje "Sueddeutsche Zeitung".











