Rządowa Agencja Rezerw Strategicznych zadecydowała o złożeniu zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa w sprawie tzw. afery węglowej za czasów rządu PiS. Szef MSWiA Marcin Kierwiński mówił w poniedziałek, że chodzi o rok 2022 i 2023, kiedy w związku z potrzebą dostarczenia węgla gospodarstwom indywidualnym - po załamaniu dostaw w związku z embargiem po ataku Rosji na Ukrainę - zapadły dwie decyzje ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego, aby kupić węgiel.
Według Kierwińskiego 40 proc. zakupionego przez rząd PiS w 2022 r. węgla nie spełniało jakichkolwiek norm. 54 proc. kupionego wtedy węgla - jak dodał - pochodziło z Kazachstanu, 31 proc. z Kolumbii, a 14 proc. z Australii. - Łącznie na te 750 tys. ton węgla wydatkowane jest ponad 1,3 mld zł - podkreślał Kierwiński.
Dlatego w grudniu 2025 r. RARS zdecydowała się przeanalizować zdolności do użytkowania zalegającego w magazynach węgla przez polskie przedsiębiorstwa i odbiorców indywidualnych.
"Afera węglowa". Rzecznik rządu: Charakterystyczne działanie dla Morawieckiego
- To jest charakterystyczne działanie dla czasów rządu Mateusza Morawieckiego. Bardzo niegospodarne. Warto oczywiście też sprawdzić, czy były jakieś specyficzne firmy, które na tym zarobiły. (...) To wszystko będzie przedmiotem śledztwa - zapowiedział Adam Szłapka we wtorkowy poranek w "Bez Uników" Programu Trzeciego Polskiego Radia.
- Cały Morawiecki - razem z Dworczykiem - na konferencji prasowej mówili, że ratują bardzo trudną sytuację, że to świetne decyzje i tak dalej. Ponad miliard złotych de facto wywalone w piach, czy w tym konkretnym przypadku w miał - kontynuował Szłapka. - Z tym nic nie da się zrobić - ani w elektrowniach, ani w piecach indywidualnych. Po prostu kupili w ciemno, pewnie wiedząc, co robią. Chodziło o to, żeby kwota była na fakturze - stwierdził polityk.
W jego ocenie sprawa pokazuje, jak działał rząd Mateusza Morawieckiego. - Pamiętamy maseczki, pamiętamy respiratory, pamiętamy spektakularne zamawianie wielkich samolotów tylko po to, żeby to wszystko dobrze wyglądało w czasie pandemii - podkreślał. - (...) Na koniec dnia - jak się okazuje - chodziło tylko o to, że ktoś na tym zarobił, a oprócz tego wizerunkowo Morawiecki ustawiał się na lotnisku czy na tle jakiejś hałdy w bojowej kurtce i mówił, że w pocie czoła dzień i noc pracuje dla dobra Polaków. Okazuje się, że nie - że to wszystko była ściema, i to jeszcze bardzo droga z punktu widzenia interesu państwa - przyznał.
Szłapka: Za takie pieniądze można by wybudować kawałek autostrady
Mateusz Morawiecki proszony w poniedziałek przez PAP o komentarz do wypowiedzi ministra Kierwińskiego powiedział, że jest dumny z tego, że w 2022 roku udało się zaopatrzyć całą Polskę w węgiel. "Wtedy ludziom brakowało węgla, ściągaliśmy węgiel ze wszystkich możliwych kierunków świata. I nikt zimą nie marzł (...)" - zapewniał.
Były premier ocenił, że wywoływanie przez obecny rząd tzw. afery węglowej rządu PiS to próbą "zrzucenia winy za własne nieróbstwo". "Przecież już ponad dwa lata ten rząd rządzi i dopiero teraz się zorientowali, że mają węgiel na hałdach. Przecież to jest jakaś kompletna paranoja. Oni mają taką umiejętność przerzucania na czyjeś sumienie swoich własnych win" - powiedział Morawiecki.
Na obronę zakupów przez Morawieckiego w rozmowie zareagował rzecznik rządu. - Najlepiej wzięliby łopatę i to wszystko posprzątali, bo nie bardzo wiadomo, co z tym zrobić. Strata pieniędzy jest ogromna - pieniądze zostały wydane, a ktoś na tym zarobił - stwierdził Szłapka.
- To jest gigantyczna strata. Taki miliard złotych - za takie pieniądze można by wybudować choćby porządny kawałek autostrady - ocenił.
Kierwiński w poniedziałek - powołując się na ekspertów - przyznał, że po sprzedaży węgla uda się odzyskać jedynie 300 mln zł wydanej na węgiel kwoty. - Prawie miliard złotych może być bezpowrotną stratą budżetu państwa (...) - stwierdził.













