Dlaczego FPP tak mocno krytykuje projekt ustawy nadający inspektorom pracy uprawnienie do przekształcania umów cywilno-prawnych w umowy o pracę? Chodzi przecież o walkę z ich nadużywaniem…
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich: - To najgorszy, najgorzej przygotowany projekt ustawy w ostatnich trzydziestu latach - i to już na etapie konsultacji. Sami jej autorzy i wykonawca tych przepisów wskazują wyraźnie jej niedoskonałości. Po pierwsze, mamy tu naruszenie konstytucji - chodzi o przyznanie uprawnień sądowych Głównemu Inspektorowi Pracy, który będzie mógł wejść do firmy i przekształcić umowę zlecenia w umowę o pracę.
Co tu jest niezgodne z konstytucją? Chodzi o wadliwie zawarte umowy, które powinny być umowami o pracę, czyli sytuacje, gdy realnie wykonywana jest praca spełniająca według Kodeksu pracy kryteria umowy o pracę…
- Po pierwsze chodzi o to, że inspektor nie ma wystarczających narzędzi ani uprawnień do jednoznacznego stwierdzenia tego faktu, a jednoznacznie będzie podejmował decyzję: "Od dziś to jest umowa o pracę".
- Do tego już teraz mamy niespójne orzecznictwo. Coraz częściej inspektor pracy przegrywa sprawy w sądzie. Pojawiają się wyroki, które mówią, że nawet w B2B może występować podległość służbowa, czego wcześniej nie uznawano. Skoro więc nie ma jednolitego orzecznictwa, tym bardziej potrzebne jest rozstrzygnięcie sądowe, a nie decyzja wyłącznie inspektora pracy.
- Poza tym niedoszacowane są potencjalne skutki tej ustawy. Jeśli inspektor pracy wejdzie do firmy i zmieni umowy, a w Polsce mamy prawie 2 miliony osób na umowach zlecenia, to nawet przy 25 proc. objętych kontrolą, daje to 500 tysięcy potencjalnych spraw w sądach, biorąc pod uwagę, że gros będzie się odwoływać. Każdy pracownik to osobny byt, więc każda sprawa trafia do sądu oddzielnie bez względu na liczbę zakwestionowanych umów w danej firmie. To może sparaliżować system sądowniczy.
- Jeśli mamy niejednolite orzecznictwo, za mało wykwalifikowanych i przygotowanych pod względem prawnym inspektorów, to skutki tej reformy będą fatalne. Po drugie - ta ustawa jest kompletnie niespójna z innymi, które wprowadza ten sam rząd, utrzymując preferencje dla B2B, a z drugiej próbuje walczyć z umowami cywilnoprawnymi.
- To dotyczy przykładowo przepisów o składce zdrowotnej czy ostatniej ustawy, która zalicza jednoosobową działalność gospodarczą do stażu pracy, nawet bez obowiązku przychodowego. Państwo cały czas stara się wypychać na inne formy zatrudnienia, a teraz nagle i tylko w jednej ustawie zmienia zdanie o 180 stopni i mówi, że nie można powszechnie stosować umów zlecenia.
Jednak w Polsce umowy cywilnoprawne są nadużywane, czy to zlecenia czy fikcyjne samozatrudnienie. Trzeba to jakoś w końcu ograniczyć.
- Można było to zrobić, ale rząd z tego zrezygnował. Przecież był to kamień milowy w KPO, który systemowo porządkował rynek pracy w Polsce poprzez pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych.
- Jako FPP popieraliśmy ten kierunek i byliśmy organizacją, która walczyła o pełne oskładkowanie umów cywilnoprawnych. Tamto rozwiązanie było systemowe, nie zabijało umów zleceń i wyrównywało warunki konkurencji, co byłoby korzystne dla uczciwych pracodawców. Teraz poszliśmy w kierunku restrykcyjnym. To przypomina PRL. Najpierw ustawowo zachęca się do umów cywilnoprawnych, a potem jest się za to karanym. Powinno się zachęcać do działania w sferze legalnej, a nie zniechęcać i jednocześnie za to karać.
- Jednocześnie szef GIP Marcin Stanecki deklaruje w jednym z ostatnich wywiadów, że kontrole będą dotyczyć tylko niektórych branż jak sprzątająca, budowlanka czy ochroniarska, a informatycy czy lekarze nie mają się czym przejmować. To oznacza, że w ramach tej samej ustawy kontrole i przekształcenia umów będą dotyczyć tylko wybranych branż, a pozostałe mogą nadal łamać prawo i zatrudniać niezgodnie z przepisami. To jakieś nieporozumienie. Przypomnę tylko, że 75 proc. lekarzy jest na B2B, ale jak rozumiem ta ustawa ma dotyczyć ich tylko teoretycznie, bo w praktyce w tej branży nikt nie będzie jej stosował. Pytanie, czy tak ma działać prawo w Polsce, czyli wybiórczo i tyko w odniesieniu do niektórych.
Można to interpretować w ten sposób, że inspekcja pracy walczy o ochronę praw pracowniczych, czyli interweniuje w sytuacji gdy pracownik nie miał wyboru i był zmuszony do zawarcia umowy cywilnoprawej, a nie dobrowolnie wybrał taką formę - czyli zgodnie ze swoją rolą inspekcja staje w obronie pracowników.
- Nie zgadzam się z takim podejściem, bo prawo ma obowiązywać wszystkich. Poza tym sytuacja gospodarcza w Polsce jest obecnie taka, że wiele osób szuka dodatkowego zatrudnienia na umowach zlecenia. Po drugie trudno uznać, że to pracodawcy narzucają formę zatrudnienia - dziś mamy rynek pracownika.
Ale nie w każdej branży i nie w każdym mieście czy regionie jest rynek pracownika…
- Może faktycznie nie w każdej branży jest taka swoboda, ale nie zmienia to faktu, że nie możemy wybiórczo stosować prawa. Jeśli piszemy prawo dla jednej branży, wszystko jest jasne. Ale jeśli tworzymy ogólne przepisy, to inspekcja nie może mówić: "Tutaj możecie robić, co chcecie, a ja nie będę kontrolował, bo są wysokie zarobki, a będę kontrolował tylko tam gdzie są niskie". To kolejna niespójność. Skoro już mówimy o pracownikach - zgodnie z projektem ustawy, jeśli Główny Inspektor Pracy zmienia umowę zlecenia na umowę o pracę, to ta druga może być ustalana na poziomie minimalnego wynagrodzenia. Czy to jest rozwiązanie korzystne dla pracowników?
- W tym projekcie nie ma zachowanej podstawowej logiki ani z perspektywy pracodawców, ani pracowników.
- Poza tym ten projekt jest zawieszony w jakiejś próżni biznesowo-regulacyjnej, bo nie bierze się pod uwagę jego skutków. Wystarczy spojrzeć na te regulacje w kontekście zamówień publicznych - przy kontraktach trzy-, czteroletnich w budowlance, a nawet dłuższych, wszystko jest często kalkulowane w oparciu o umowy zlecenia. Tymczasem ta ustawa nie przewiduje żadnego vacatio legis, co burzy cały system, a do tego jest złamaniem obietnicy danej w wyborach, że przy dużych zmianach będzie odpowiedni okres przejściowy.
Jakie w związku z tym zmiany pan postuluje? Wiadomo, że reforma musi wejść w życie.
- Po pierwsze, ja od dawna domagam się powrotu do koncepcji pełnego oskładkowania umów zleceń i przeznaczenia zwiększonych z tego tytułu wpływów do budżetu państwa na wzmocnienie Inspekcji Pracy. Rzeczywiście PIP jest za słaba - brakuje ludzi, są źle opłacani. Po drugie PIP powinna być wzmocniona kadrowo i finansowo. Trzeba podnieść kompetencje inspektorów, zwiększyć wynagrodzenia i liczbę pracowników inspekcji.
- Oczywiście bierzemy udział w konsultacjach tego projektu i nie tylko my, ale także inne organizacje pracodawców są przeciwne obecnym zapisom w projekcie tej ustawy. Wkrótce będzie w tej sprawie wspólne stanowisko strony pracodawców w ramach RDS oraz Rady Przedsiębiorczości.
Monika Krześniak-Sajewicz













