Reklama

Rafał Woś: Pełne zatrudnienie? I o to chodzi! I to się liczy!

Rekordowo niski poziom bezrobocia w Polsce to skarb, na który trzeba chuchać i dmuchać. Bo w ostatecznym rozrachunku w gospodarce tylko to się liczy.

Pomagajmy Ukrainie - Ty też możesz pomóc

Pamiętacie, jak 20 lat temu bezrobocie dochodziło w Polsce do 20 proc? Albo nawet 10 lat temu, gdy uparcie nie chciało spaść poniżej 10 proc. Mimo opowieści o polskim cudzie gospodarczym i o zielonej wyspie. Pamiętacie ten strach, że człowiek wstanie rano, pójdzie po gazetę z ogłoszeniami o pracę, znajdzie, zadzwoni, pojedzie na miejsce, a tam długa kolejka takich samych jak on. Tak samo zdesperowanych, tak samo zniechęconych, tak samo rozdrażnionych.

Reklama

Ja pamiętam. Pamiętam też całe naręcze prac ekonomicznych na temat bezrobocia. O tym, jak doświadczenie bezrobocia w momencie wchodzenia na rynek pracy "spacza" człowieka na całe zawodowe życie. Bo po takim doświadczeniu zawsze już będzie zarabiał gorzej i godził się na wszystko, co mu pracodawca podyktuje. Nie chcę się już nawet rozpisywać o negatywnych skutkach bezrobocia liczonych w niższych wpływach podatkowych. Ani o tym, że jak jest bezrobocie to gospodarka nie pracuje na pełnych obrotach, a ludzie nie mają pieniędzy na to by generować popyt potrzebny do tego, by gospodarka się kręciła. Co zamyka przeklęte koło biedy, stagnacji braku perspektyw. Tak dobrze nam przecież znane z przeszłości.

Według wstępnych danych bezrobocie w czerwcu 2022 wyniosło 4,9 proc. Powtórzmy: 4,9 proc. Jeśli ktoś nie wierzy w dane polskie to niech spojrzy na - różniące się metodologią - statystyki Eurostatu. Tam polskie bezrobocie jest na poziomie mniejszym niż 3 proc. I jest (obok Czech) najniższe w całej Unii.

Te 4,9 proc. to najniższy wynik od... lata 1990 roku. To znaczy w całej historii III RP. Co było potem, pamiętamy. Wysokie bezrobocie stworzyło podstawy pod niezwykle antypracowniczy rynek pracy. To był taki rynek, na którym pracodawca stawał się panem i władcą dyktującym za ile, jak długo i na jakich warunkach będzie się odbywała praca. A pracownikowi nie pozostawało nic innego jak godzić się na wszystko, czego pracodawca zażąda. I to jeszcze z głęboką wdzięcznością, bo przecież "na twoje miejsce mam pięciu takich, albo jeszcze tańszych". Ale nie koniec na tym. Przecież to właśnie wysokie bezrobocie otwierało drogę do szeregu społecznych patologii. Od niskich płac i śmieciowego zatrudnienia. Po mobbing i pracową przemoc. I jeśli ktoś się zastanawia, jak to było możliwe, że w tak wielu korporacjach przez lata kwitnął styl zarządzania usytuowany "pomiędzy chamstwem a charyzmą", to niech przyczyn szuka właśnie w pladze wysokiego bezrobocia z przeszłości.

Na szczęście od paru lat idziemy inną drogą. Bezrobocie spadało w tym okresie raz za razem do poziomów kiedyś niewyobrażalnych. 7-8 proc. w 2017. 6-7 proc. w 2018. Od 2019 jesteśmy na poziomie 5-6 proc. I to pomimo pandemii covid-19, serii lockdownów czy wreszcie wojny na wschodzie oraz bezprecedensowego otwarcia polskiego rynku pracy na migrantów z Ukrainy. To niskie bezrobocie służy nam dobrze. Pomaga utrzymać wysokie tempo wzrostu i wpływa na stałe zwiększanie (mimo inflacji) dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych. Ludzie mają więcej pieniędzy i mogą rozprostować ugięte przez lata plecy. Coraz więcej mobberów słyszy "dość tego". Polacy mają pracę więc konsumują rozwijając popyt i dając pracę innym.

Właściwie można zaryzykować nawet twierdzenie, że zbliżyliśmy się dziś w Polsce do stanu pełnego zatrudnienia. To znaczy sytuacji, w której w gospodarce narodowej pracują wszyscy, którzy pracować chcą i mogą. To bardzo dobre dla gospodarki. Jeśli spojrzeć na najnowszą historię kapitalizmu to zawsze okresy przeróżnych cudów gospodarczych - choćby tego w Niemczech czy Ameryce po II wojnie światowej - to właśnie czasy właśnie pełnego zatrudnienia.

Oczywiście sytuacja pełnego zatrudnienia  - jak każdy skarb-  wymaga ochrony, chuchania i dmuchania. Dlatego właśnie tak ważne jest, by nie przesadzić z chłodzeniem koniunktury w nadziei na obniżenie inflacji. To nie tylko wezwanie skierowane w kierunku Rady Polityki Pieniężnej czy rządu. O kluczowym znaczeniu niskiego bezrobocia przypominać trzeba wszystkim uczestnikom debaty ekonomicznej. Zwłaszcza tym, którzy próbują zaistnieć i wypromować się na straszeniu drożyzną, z którą chcą walczyć choćby nie wiem co: nie oglądając się na bezrobocie. 

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

***

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »