W Biedronce rozpoczął się formalny spór zbiorowy między przedstawicielami pracowników a zarządem Jeronimo Martins Polska, właścicielem sieci handlowej. Konflikt dotyczy przede wszystkim poziomu wynagrodzeń, organizacji czasu pracy oraz warunków wykonywania obowiązków w sklepach i centrach dystrybucyjnych.
Spór zbiorowy w Biedronce. Związkowcy żądają 1000 zł podwyżki
Związkowcy z NSZZ "Solidarność" przedstawili 10 postulatów. Najważniejszy z nich zakłada podniesienie wynagrodzeń zasadniczych wszystkich pracowników o 1000 zł brutto miesięcznie od 1 lutego 2026 r. Jak argumentują związkowcy, obecne stawki są zbliżone do poziomu płacy minimalnej i nie odpowiadają skali obowiązków oraz rosnącej presji operacyjnej w sklepach.
Lista postulatów obejmuje także wprowadzenie nagrody za obecność w pracy dla kierowników sklepów i ich zastępców w wysokości 500 zł brutto miesięcznie oraz miesięczną premię w tej samej kwocie dla pracowników lad mięsnych. Związkowcy domagają się ponadto ustalenia miesięcznych okresów rozliczeniowych czasu pracy, zwiększenia obsady sklepów tak, aby obowiązki mogły być realizowane w ramach normatywnego czasu pracy, a także zapewnienia stałej obsady kas samoobsługowych.
Wśród żądań znalazła się również organizacja pracy w taki sposób, by sklepy nie były otwarte po godzinie 22:00, wprowadzenie kuponów śniadaniowych lub lunchowych dla pracowników zmianowych o wartości 200 zł miesięcznie, zapewnienie czytelnych pasków płacowych oraz zagwarantowanie związkom zawodowym prawa do informowania pracowników na tablicach ogłoszeń w sklepach i innych jednostkach spółki.
Związkowcy uważają, że przy rosnącej liczbie sklepów (na koniec 2025 r. było ich 3882) i wzroście sprzedaży oraz przychodów grupy Jeronimo Martins, poprawa warunków zatrudnienia powinna iść w parze z wynikami finansowymi spółki. W ich ocenie obecne podwyżki są niewystarczające w relacji do skali działalności i oczekiwań wobec personelu.
Ruszyły negocjacje w Biedronce. "Wśród pracowników rośnie napięcie"
12 lutego rozpoczęły się oficjalne negocjacje w ramach sporu zbiorowego w Centrum Partnerstwa Społecznego Dialog w Warszawie. Jak wynika z rozmowy przeprowadzonej przez portal Business Insider, przewodnicząca "Solidarności" w Biedronce Gabriela Kaim nie ukrywała obaw co do przebiegu spotkania.
Jak podkreśliła, wśród pracowników "rośnie napięcie", a poziom wynagrodzeń "nie jest konkurencyjny w porównaniu do innych dużych sieci handlowych". Zaznaczyła jednocześnie, że liczy na konstruktywne rozmowy, choć sygnały organizacyjne budzą jej wątpliwości. Sala na negocjacje miała być wynajęta jedynie na godzinę, co, w jej ocenie, może utrudnić realne procedowanie tak szerokiego katalogu postulatów.
Kolejnym punktem spornym jest skład delegacji związkowej. "Już na wstępie pracodawca chce ograniczyć liczbę osób, które będą mogły uczestniczyć w rozmowach z naszej strony. Mamy rozmawiać o sprawach bardzo ważnych dla ponad 85 tys. pracowników Biedronki, dlatego chcemy, żeby w tym spotkaniu uczestniczył m.in. związkowy prawnik i eksperci. Jeśli pracodawca nie wpuści ich na rozmowy, będzie to sygnał, że po stronie zarządu nie ma woli prowadzenia rzeczywistego dialogu z pracownikami" - powiedziała Gabriela Kaim.
W rozmowie zwróciła również uwagę na praktyczne problemy organizacyjne w sklepach. Jednym z nich jest brak stałej obsady kas samoobsługowych. Jak wyjaśniła, pracownicy muszą jednocześnie obsługiwać tradycyjne stanowiska kasowe i reagować na sytuacje przy kasach samoobsługowych, które wymagają interwencji, np. przy sprzedaży alkoholu. Taka organizacja pracy, określana przez pracowników jako konieczność "skakania" między stanowiskami, w ocenie związku jest nadmiernie obciążająca.












