Główny Inspektor Pracy Marcin Stanecki udzielił wywiadu PAP, w którym był pytany m.in. o reformę PIP i czy jest zadowolony z kształtu projektu nowelizacji. Inspektorzy mają otrzymać dostęp do danych ZUS oraz KAS. Będą mogli także przekształcać umowy cywilnoprawne w etaty.
Nowe uprawnienia PIP. Kontrole nawet 10 razy w ciągu dniówki
"Po pierwsze, spełnia się marzenie inspektorów pracy wypowiadane już od wielu lat. [...] Zostaną wprowadzone kontrole zdalne, będziemy mogli część dokumentacji dostawać w formie elektronicznej. Kontrole BHP będą mogły być przeprowadzane nawet 10 razy w ciągu dniówki roboczej za pośrednictwem smartfona i połączenia wideo. Pomoże to na przykład w sprawdzeniu, czy na budowie wszyscy noszą hełmy ochronne" - mówił Stanecki.
Przekształcanie umów cywilnoprawnych. Szef PIP opowiedział o "patologiach"
"Z kolei możliwość przekształcania umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę da nam skuteczne narzędzie do walki z patologiami, bo ciągle podkreślam, że my nie chcemy likwidować polskiej przedsiębiorczości, nie chcemy likwidować umów cywilnoprawnych, chcemy walczyć z nadużyciami" - wyjaśniał szef Państwowej Inspekcji Pracy.
Aby zobrazować, o jakie patologie chodzi, Główny Inspektor Pracy opowiedział o śmiertelnym wypadku w miejscu pracy, którego okoliczności sprawdzał PIP. Okazało się, że ofiara była wykonawcą dzieła.
"Ze wstępnych ustaleń wynika, że wykonywał prace niebezpieczne w zamkniętej przestrzeni, co doprowadziło do zatrucia gazem. Gdyby był na etacie, zastosowanie miałyby wszelkie przepisy ochronne, jakie powinny być przestrzegane w przypadku takich prac. Przewidują one przede wszystkim obowiązek wykonywania takich prac w dwuosobowym zespole" - relacjonował Stanecki.
"Gdyby ktoś czuwał nad tym pracownikiem, prawdopodobnie nie doszłoby do tej tragedii, bo w momencie zasłabnięcia natychmiast powinna pojawić się pomoc. W tym przypadku nikogo takiego nie było i pomoc przyszła znacznie za późno" - dodał.
Szef PIP przypomniał także, że "w przypadku zatrudnionego na umowie o dzieło nie ma ubezpieczenia, więc rodzina nie ma co liczyć na świadczenia należne po wypadku przy pracy".
"Podaję ten tragiczny przykład, aby uświadomić wszystkim krytykom reformy, że nasze nowe uprawnienia do przekształcania kontraktów cywilnoprawnych na etaty mają także służyć przeciwdziałaniu takim tragicznym wypadkom. Pracownicy mają większą ochronę przewidzianą w przepisach i przedsiębiorcy powinni tego przestrzegać, aby mieć później czyste sumienie" - mówił.
Przekształcanie "śmieciówek" w etaty. "Pojawiły się pewne kompromisy"
Stanecki wyjaśnił, że w wyniku konsultacji w projekcie ustawy "pojawiły się pewne kompromisy" dotyczące przekształcania umów. "Decyzja inspektora nie będzie wydawana wstecz, nie będzie też rygoru jej natychmiastowej wykonalności. Wiele osób zapomina jednak, że najważniejsza będzie nie sama decyzja administracyjna, tylko jej rekontrola, czyli weryfikacja, czy podmiot do decyzji się dostosował" - wyjaśnił Stanecki.
"My takich nakazów możemy wydać milion, ale musimy potem sprawdzić, czy one zostały wdrożone, czyli czy pracownik został faktycznie zatrudniony na etacie, a wcześniej wysłany na badania, na szkolenia, czy wprowadzono dokumentację pracowniczą, ewidencję czasu pracy, plan urlopów, czy ta osoba ma zapewnione odpowiednie warunki BHP" - dodał.
Zatrudnieni na "śmieciówkach" są karani finansowo. PIP nie może nic zrobić
Marcin Stanecki zapewnił także, że PIP nie kwestionuje "swobody zawierania umów". "Ale ta swoboda nie ma charakteru absolutnego" - podkreślił. Jak również wskazał szef PIP osoby zatrudnione na "śmieciówkach" pracują 300-400 godzin miesięcznie, nie mają prawa do urlopu ani płatnego chorobowego.
"Prosty przykład. Ostatnio młody student opowiadał mi, że zachorował i przez dwa tygodnie musiał żyć ze skromnych oszczędności, bo nie ma prawa do zasiłku chorobowego. A najgorsze jest to, że w przypadku umów cywilnoprawnych są wyjątki, które pozwalają nie płacić minimalnej stawki godzinowej. Zdarzają się sytuacje, że ludzie zarabiają dosłownie kilka złotych" - relacjonował Stanecki.
"Pracują dwa-trzy miesiące i nic nie zarobią, bo mają nakładane kary umowne za jakiekolwiek przewinienie. A my nie mamy prawa ingerować w treść umowy cywilnoprawnej" - podkreślał szef PIP.











