Reklama

Paweł Borys, prezes PFR: Gospodarka poradzi sobie z czwartą czy piątą falą pandemii

Jesteśmy w grupie pięciu krajów europejskich, które już w pełni odrobiły straty jeśli chodzi o realną aktywność gospodarczą. Od początku roku prognozowałem wzrost PKB w tym roku o ponad 5 proc. i dzisiaj widać, że może to być nawet więcej: 5,5-6,0 proc. - mówi Interii Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Zaznacza, że sytuacja zdrowotna jest niestabilna, świat przytłoczony dodatkowym długiem i zalany tanim pieniądzem wywołującym ryzyka baniek spekulacyjnych, a do tego dochodzą ryzyka geopolityczne i kryzys przywództwa.

Monika Krześniak-Sajewicz, Interia: Na pierwszy rzut oka gospodarka wygląda bardzo dobrze, mamy mocny wzrost PKB, indeksy giełdowe też idą w górę. Rzeczywiście można być zupełnie spokojnym czy za rogiem są zagrożenia, na które trzeba zwracać uwagę?

Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju: Gospodarczo przeszliśmy trzy fale pandemii suchą stopą i najnowsze dane pokazują, że jesteśmy w grupie pięciu krajów europejskich, które już w pełni odrobiły straty jeśli chodzi o realną aktywność gospodarczą, czyli realny PKB, bo jesteśmy już około 2 proc. powyżej poziomu sprzed pandemii. Takie kraje jak Hiszpania, Niemcy czy Włochy cały czas nie odrobiły strat z PKB niższym o 3-6 proc., nie mówiąc o nadrobieniu dystansu do trendu rozwoju, który byłby bez pandemii. Niestety w większości krajów koszty COVID19 są olbrzymie jeżeli chodzi o spadek dochodów i wzrostu długu.

Reklama

- Dodatkowo pandemia wywołała potężne zawirowania w gospodarce światowej. Początkowo przyszło tsunami, a następnie skokowa poprawa. Te silne wahania koniunktury są przyczyną wielu problemów. Gospodarka z recesji bardzo szybko przeszła w fazę boomu, zwłaszcza w przemyśle, a to powoduje zrywanie się lub niewydolność łańcuchów dostaw. Przykładowo ceny frachtu morskiego wrosły trzykrotnie, a ceny wielu surowców się podwoiły. Napięcia w logistyce są dzisiaj jedną barier powrotu do normalnej aktywności gospodarczej. 

Po wybuchu pandemii powszechna była opinia, że dojdzie do znaczącej zmiany łańcuchów dostaw, ich skrócenia. Czy widać już taki efekt?

- Jeśli chodzi o przenoszenie produkcji z dalekiej Azji do Europy, bądź Stanów Zjednoczonych, to ten proces się odbywa, choć nie aż tak szybko i nie w takiej skali jako oczekiwano jeszcze rok temu. Taki cykl inwestycyjny trwa co najmniej 3-4 lata. Zainteresowanie inwestycyjne Polską, które obserwujemy w m.in. w PAIH, jest bardzo silne. Jest sporo znaczących inwestorów i naprawdę dużych projektów, które mogą być zlokalizowane w Polsce. Część inwestycji wynika ze skracania łańcuchów dostaw, zwłaszcza jeśli chodzi o branżę motoryzacyjną. Polska może być beneficjentem tego trendu, zwłaszcza w obszarze przemysłu, sektora IT, centrów usług, biotechnologii i farmacji.

Czy rosnące ceny surowców są dużym problemem?

- Tak. Wzrost cen surowców powoduje, że wstrzymywana  jest część inwestycji przez firmy i przez jednostki samorządu terytorialnego, które czekają na unormalizowanie się cen i kosztów wykonania. Znam przykłady ciepłowni, które wstrzymują inwestycje, ponieważ stal jest tak droga, że koszt inwestycji nie mieści się w budżetach. To jest duże wyzwanie dla zbliżającej się fali inwestycji współfinansowanej z planu odbudowy i kolejnej perspektywy środków UE. Przyspieszenie gospodarcze mogłoby być jeszcze bardziej dynamiczne, gdyby nie problemy z dostępem i cenami surowców oraz napięciami w łańcuchach dostaw. Dotyczy to przykładowo takich branż jak meblowa, AGD, ale też samochodowa, czyli tam gdzie efekt odroczonej konsumpcji jest silny lub pandemia wręcz wzmocniła popyt. Do czerwoności rozgrzany jest też sektor informatyczny, w związku ze skokowym wzrostem znaczenia e-commerce oraz ogólnym przyspieszeniem tempa cyfryzacji.

Czy PFR zakłada scenariusz ograniczenia aktywności niektórych branż w trakcie czwartej fali pandemii?

- Gospodarka poradzi sobie z czwartą czy piątą falą pandemii, choć możemy mieć pewne wypłaszczenie odbicia wzrostu gospodarczego, co obserwuje już w danych nastrojów konsumentów w USA. Na ten moment nie widzę uzasadnienia dla zamykania jakichś sektorów gospodarki, biorąc pod uwagę, że połowa Polaków się zaszczepiła, do tego jest grupa ozdrowieńców. Jesteśmy w zupełnie inne sytuacji niż przy poprzednich falach i zakładam, że przy zastosowaniu protokołów sanitarnych można organizować nawet targi, czy inne imprezy masowe. Oczywiście trzeba zastrzec, że ta ocena bazuje na obecnej sytuacji, która jak widzimy jest cały czas niepewna w związku z nowymi mutacjami wirusa. Zachęcam wszystkich do szczepień, które bez wątpienia są sposobem na zabezpieczenie się przed ciężkim zachorowaniem na COVID19 oraz sposobem na ochronę gospodarki i tym samym firm oraz miejsc pracy. Zdecydowanie potępiam ostatnie ataki grup antyszczepionkowych. Powinniśmy pamiętać, że wolność oznacza też odpowiedzialność. W przypadku szczepień mówimy o odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale też bezpieczeństwo zdrowotne i ekonomiczne innych osób. Warto patrzeć na to potężne wyzwanie jakim jest pandemia przez pryzmat całej naszej wspólnoty.  

Jakim wzrostem PKB zamknie się 2021 rok?

- Jestem pewien, że najtrudniejszy okres od strony gospodarczej mamy za sobą, a przed nami 2-3 lata silnej koniunktury. Od początku roku prognozowałem wzrost PKB w tym roku ponad 5 proc. i dzisiaj widać, że może to być nawet więcej: 5,5-6,0 proc. Co ważne udało się uruchomić wszystkie trzy silniki tj. konsumpcję, inwestycje i eksport. Mamy zdrowy sektor przedsiębiorstw i rynek pracy, na którym w ostatnich 5 kwartałach zatrudnienie wzrosło o ponad 100 tysięcy.

A ryzyka?

- Cały czas funkcjonujemy w otoczeniu podwyższonego ryzyka. Sytuacja zdrowotna jest niestabilna, świat przytłoczony jest dodatkowym długiem i zalany tanim pieniądzem wywołującym ryzyka baniek spekulacyjnych na rynku nieruchomości, czy akcji. Południe Europy ma problem z wysokim bezrobociem, wzrastają trendy protekcjonistyczne, a branża lotnicza przechodzi potężny kryzys. Widać w wielu miejscach kryzys przywództwa, czego emanacją są straszne obrazy z Afganistanu. Nie rozumiem jak można najpierw ewakuować wojsko oraz wino i piwo, a następnie ludzi i dziwić się, że coś poszło nie tak. Po krwawych skutkach braku właściwej reakcji międzynarodowej w Rwandzie w 1994 roku, to kolejny niestety przykład pewnej słabości społeczności międzynarodowej w obliczu kryzysu humanitarnego. Skutki tych wydarzeń, czy odpuszczenia przez USA tematu Nord Stream 2 będą widoczne przez lata na poziomie geopolitycznym.

Jednym z kluczowych filarów pomocy firmom w czasie pandemii była Tarcza Finansowa PFR. Na jakim etapie są teraz umorzenia subwencji?

- Cały czas pracujemy na wysokich obrotach. Ponad 90 proc. spośród z 348 tys. firm złożyło wnioski o umorzenie i zachęcamy pozostałych przedsiębiorców do złożenia ich w swojej bankowości elektronicznej. Około 10 proc. ma braki formalne, więc w stosunku do około 30 tys. firm zastosujemy ścieżkę indywidualną.

- Poza tym jest grupa 3,2 tys. firm, w stosunku do których wspólnie z CBA i innymi służbami zidentyfikowaliśmy ryzyko nieprawidłowości. KAS prowadzi kontrole w tych firmach. Dobrą informacją jest to, że często to są błędy firm, które zwracają środki. Odzyskaliśmy już w ten sposób ponad 1 mld zł.

- Skala umorzeń sięgnie około 40 mld zł na 68 mld udzielonych subwencji,  czyli około 1,8 proc. PKB, Średni wskaźnik umorzenia wynosi około 60 proc. Z danych ZUS wynika, że 90 proc. beneficjentów w pełni utrzymało zatrudnienie, czyli program osiągnął swój podstawowy cel ochrony miejsc pracy i zapewnienia stabilności głównie mikro, małych i średnich firm.

Czy to oznacza, że nie zmaterializował się negatywny scenariusz, który przewidywał, że po roku od otrzymania pomocy z Tarczy Finansowej, zniknie motywacja do utrzymania zatrudniania i firmy zaczną zwalniać pracowników?

- Nie zrealizował się ten scenariusz i nie doszło do masowych zwolnień. Ten roczny okres był na tyle długi, że nastąpiło odbicie w gospodarce i teraz firmy mają raczej kłopot ze znalezieniem rąk do pracy. Widać przepływ pracowników pomiędzy sektorami. Osoby które pracowały w najbardziej dotkniętych przez COVID19 branżach, znajdują zatrudnienie w innych sektorach.

Czy inflacja na poziomie 5 proc. w obecnych warunkach, powinna już zapalić czerwoną lampkę np. poprzez przyhamowanie bodźców nakręcających popyt konsumpcyjny?

- Po pierwsze trzeba zaznaczyć, że w tym momencie NBP nie ma wpływu na tę inflację, bo ona wynika z przyczyn podażowych jak wzrost cen surowców, żywności, rosnących pocovidowo cen usług. Oczekiwania inflacyjne są na stabilnym poziomie, czyli nie widać nakręcania się spirali inflacyjnej. Ale bez wątpienia taki poziom inflacji jest argumentem za tym, żeby w perspektywie najbliższych kwartałów zacieśnić politykę pieniężną poprzez zmianę retoryki i wycofanie się ze skupu obligacji, a następnie na przełomie roku pewnie dokonać pierwszych podwyżek stóp procentowych.

Jak w tym kontekście ocenia pan ryzyko związane z kredytami hipotecznymi i wzrostem rat w przyszłości?

- Z tego punktu widzenia, czyli spłaty kredytów, kluczowa jest sytuacja na rynku pracy, ale każdy powinien wiedzieć, że skoro stopy procentowe spadły niemal do zera, to dalej już nie będą spadać i raczej powinien się liczyć z tym, że w przyszłości będą rosnąć. Ja zachęcam kredytobiorców do przechodzenia na kredyty oparte o stałą stopę procentową. Dobrze, że KNF prowadzi w tym zakresie kampanię informacyjną. Natomiast tak długo jak nie będzie wzrostu bezrobocia, to nie uważam, żeby było to ryzyko systemowe, ale trzeba je monitorować.

- Bardziej uważałbym na dynamikę akcji kredytowej i na to, by nie dochodziło do nadmiernej ekspansji kredytowej, zwłaszcza jeśli w ślad za tym szłaby spekulacja na rynku mieszkaniowym i ceny by mocno rosły. Uważam, że uważny monitoring cen aktywów, a nie tylko inflacji, powinien być jednym z czynników mających wpływ na decyzje o stopach procentowych.

A czy rynek mieszkaniowy nie powinien opierać się na więcej niż jednym filarze, czyli kupnie mieszkań na własność, tak żeby nie wszyscy byli skazani na zaciąganie wieloletnich kredytów?

- Uważam, że rynek mieszkaniowy powinien być zróżnicowany i stać na kilku nogach, czyli oprócz kupna na własność powinien funkcjonować szeroko najem, a do tego potrzebne są REIT-y, oraz budownictwo społeczne skierowane do najmniej zamożnych. Polityka mieszkaniowa zmienia się w tym kierunku, choć nadal największym wzywaniem jest strona podażowa, czyli między innymi dostępność gruntów oraz plany zagospodarowania przestrzennego. Polski Ład ma zmobilizować samorządy do ich uchwalania.

Jak pan ocenia projekt Polskiego Ładu w części dotyczącej zmian w podatkach i składkach?  Czy to dobry sposób na przywracanie progresji podatkowej?

- Na pewno oznacza to obniżkę podatków w kwocie 8 mld zł, bo taki jest szacowany wpływ na budżet. Na pewno 60 proc. podatników PIT odczuje spadek podatków, dla 20 proc. będzie to neutralne, a dla 10 proc. nastąpi wzrost. Jestem w grupie, która zapłaci więcej, ale uważam, że to zmiana, która jest potrzebna dla zapewnienia spójności systemu podatkowego oraz zapobieganiu wzrostowi nierówności, które są jednym z podstawowych przyczyn spadku potencjału rozwoju w długim terminie.

Mówi pan o kierunku zmian, a sam sposób na przywrócenie progresji? Może dałoby się to zrobić inaczej i jednocześnie prościej?

- Rośnie składka zdrowotna i to co ważne, te środki są "znaczone" i będą przeznaczone na służbę zdrowia, co jest potrzebne i część osób o wyższych dochodach będzie płaciła na ten cel trochę więcej niż obecnie. Natomiast ja jestem zwolennikiem jednolitej daniny i dobrze byłoby gdyby w niedalekiej przyszłości pójść za ciosem i skoncentrować się na uproszczeniu sposobu obliczania podatków.

Część ekspertów zwraca uwagę, że w przypadku jednoosobowej działalności gospodarczej rośnie tylko, ale istotnie, składka zdrowotna, natomiast składki społeczne, od których są uzależnione świadczenia takiej osoby już nie, między innymi składka emerytalna zostaje bez zmian. To  zabetonuje niskie emerytury dla przedsiębiorców. Warto byłoby rozważyć bardziej równomierny wzrost składek społecznych?

- Takie głosy się pojawiają i na pewno rząd powinien się temu przyjrzeć, bo rzeczywiście składki emerytalne dla jednoosobowych działalności gospodarczych są tak małe, że nie zabezpieczą takiej osoby na emeryturze. Dlatego warto te głosy środowiska pracodawców przeanalizować.

Skoro jesteśmy przy tematach emerytalnych, to czy przybywa uczestników Pracowniczych Planów Kapitałowych, którzy pierwotnie zrezygnowali, ale po jakimś czasie jednak zmienili zdanie i zapisali się do programu?

- Widzimy stały przyrost, rzędu 10-20 tys. osób miesięcznie, więc ten trend się utrzymuje. Są to osoby, które albo zaczynają nową pracę, albo stwierdzają, że rezygnacja była błędem. Motywująco działają bardzo dobre wyniki inwestycyjne funduszy PPK, bo w ciągu 1,5 roku fundusze zarobiły ponad 15 proc., a do tego dochodzą dopłaty, więc w sumie można było podwoić kapitał. Do tego nawet jeśli ktoś chciałby wypłacić od razu kapitał, to będzie na plusie o około 70 proc. To ludzi przekonuje, zwłaszcza przy zerowych stopach w bankach. Zakończyliśmy pierwszy etap wdrożeniowy, ale przed nami jeszcze praca nad upowszechnieniem programu. Liczymy na skokowy wzrost poziomu partycypacji, zwłaszcza w 2023 roku, kiedy będzie powtórzony automatyczny zapis. Zachęcam wszystkich do skorzystania z PPK i zadbania o swoje długoterminowe bezpieczeństwo finansowe.

Rozmawiała Monika Krześniak-Sajewicz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »