Reklama

Piotr Czopek (PSEW): Uwierzmy w bałtycki wiatr

- Morska energetyka wiatrowa nie ma takich ograniczeń jak lądowa. Wiatraki nikomu nie przeszkadzają, z brzegu często nawet ich nie widać. Dziś w polskiej strefie ekonomicznej nie ma ani jednego wiatraka, ale już za kilka lat to się zmieni. Inwestycje już się rozpoczęły, wprawdzie jeszcze nie jest to instalacja fizyczna, ale pierwsza energia z morskiego wiatru popłynie w 2025 roku, a około roku 2030 będziemy mieć 6 gigawatów mocy zainstalowanej, w dodatku będzie to energia zielona i dużo tańsza niż z węgla czy z gazu. Mamy duży potencjał i powoli zaczynamy go wykorzystywać - nie kryje satysfakcji Piotr Czopek, dyrektor ds. regulacji w Polskim Stowarzyszeniu Energetyki Wiatrowej.

- Morska energetyka wiatrowa przeżywa gwałtowny rozwój w ostatnich latach. Zmieniły się technologie, w efekcie spadły koszty wytworzenia takiej energii. Cały cykl realizacji - od planowania projektu do wytworzenia energii - zajmuje 10-12 lat. Konieczne są badania środowiskowe, które trwają 2-3 lata, badania dna morskiego... Jeśli zatem mówimy o energii za 5 lat to znaczy że dużą część tego cyklu mamy za sobą i już powinniśmy myśleć o kolejnych projektach - mówi rozmówca Interii.

- Pierwotnie energetyka wiatrowa rozwijała się głównie na Morzu Północnym, na wodach Wielkiej Brytanii, Holandii, Niemiec czy Danii. Bałtyk ma porównywalny potencjał i mamy już tu farmy niemieckie i duńskie, ale nie jest ich wiele. Szacuje się że udział Polski może sięgnąć aż 1/3 tego potencjału. Dołączą też Szwedzi, Finowie i państwa bałtyckie" - zapowiada ekspert. - Na tym rynku działają wielkie firmy globalne i małe, lokalne. Część technologii będziemy importować (początkowo nawet 75-80 proc.), ale docelowo nawet połowa elementów powstawać będzie w Polsce. Firm, które je produkują nie jest jeszcze wiele, ale niektóre już liczą się na świecie jak np. Telefonika Kable, która dostarcza kable podmorskie na cały świat. Koszt inwestycyjny 1 megawata to 11-12 mln złotych, a takich megawatów do 2030 roku powstać ma 6 tysięcy. Od nas samych zależy jak duża część tych środków zostanie w Polsce - podkreśla Czopek.

Reklama

- Nie ma pytań o opłacalność energetyki wiatrowej. Przykład? W zeszłym tygodniu kontrakty roczne na energię elektryczną na rok 2023 na Towarowej Giełdzie Energii kształtowały się na poziomie 1000 zł za megawatogodzinę, gdy cena prądu z wiatru to najwyżej 320 zł. Trzy razy mniej! Liczba miejsc pracy stworzonych w tej branży zależy od perspektyw długoterminowych, od stabilności rynku. PSEW szacuje że w perspektywie roku 2030 mówimy o 70 tys. stałych miejsc pracy związanych z rozwojem energetyki wiatrowej na morzu - szacuje dyrektor Czopek. - Ryzyko legislacyjne zawsze istnieje, ale dziś regulacje dla tego rodzaju energetyki są w miarę przejrzyste. To pozwala mieć nadzieję, że niespodzianek, zmiany nastawienia władz, jednak nie będzie. W razie kłopotów liczymy na otwarte podejście Ministerstwa Klimatu i Środowiska - dodaje.

BIZNES INTERIA na Facebooku i jesteś na bieżąco z najnowszymi wydarzeniami

- Infrastruktura elektroenergetyczna na północy Polski dziś nie jest gotowa na odbiór energii z morskich farm wiatrowych, dotąd energię wytwarzaliśmy jednak głównie na Śląsku. Także na północy powstać ma elektrownia jądrowa. Mamy na to jednak jeszcze trochę czasu, a inwestycje już realizowane, jak i planowane, pozwalają sądzić, że problem zniknie. Firmy, które inwestują w morskie farmy wiatrowe, mają zresztą odpowiednie umowy z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi na odbiór wytworzonej mocy w odpowiednich terminach - podkreśla rozmówca Interii.

Wojciech Szeląg

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »