Reklama

Marnie z konsumpcją paliw

W 2019 roku w Polsce zużyliśmy 34,8 mln m sześc. paliw, o 4 proc. więcej niż rok wcześniej. Największy popyt był na olej napędowy (ponad 60 proc.). W tym roku ze względu na efekty pandemii koronawirusa poprawienie tego wyniku nie będzie niestety możliwe.

Obawy o rozprzestrzenianie się wirusa skłoniły rządzących do nałożenia licznych ograniczeń, by powstrzymać przyrost zakażonych.

Reklama

Zamknięte szkoły, przejście tam gdzie to możliwe na pracę zdalną, zamknięcie części zakładów produkcyjnych, teatrów, kin, muzeów, galerii handlowych, restauracji i uziemienie linii lotniczych - taki jest obraz kraju na koniec marca. Nic dziwnego, że w tej sytuacji zamarł również ruch na stacjach. No, może poza zainteresowanymi kupnem płynu do dezynfekcji na stacjach Orlenu.

Nie jesteśmy wyjątkiem, podobnie wygląda sytuacja w innych krajach. W efekcie gwałtownie spadł popyt na ropę. Surowiec został przeceniony od początku roku o 65 proc. W ostatnich dniach ropa Brent kosztowała już nieco ponad 24 dolary. Wszyscy zastanawiają się, co będzie dalej. Czy granica 20 dolarów okaże się skuteczną barierą, czy też ceny spadną jeszcze poniżej tego poziomu.

Sytuacja na rynku ropy musiała przełożyć się na ceny na stacjach paliw. Są miejsca w Polsce, gdzie litr benzyny można już kupić za ok. 3,5 zł.

Na paliwowej mapie Polski nie ma dziś województw, w których średnie ceny benzyn i diesla przekraczałyby 5 zł. Analitycy rynku paliw w firmie e-petrol prognozują, że w tym tygodniu średnie ceny litra benzyny znajdą się w przedziale 3,9-4,2 zł, a oleju napędowego 4,2-4,4 zł. Za LPG z kolei trzeba będzie zapłacić 1,9-2 zł. I to oczywiście nie musi oznaczać końca obniżek.

W normalnej sytuacji takie ceny cieszą kierowców. Ale dziś stacje świecą pustkami, bo transport w dużej mierze ustał. Przestaliśmy się przemieszczać. Spędzamy czas w domu, izolując się od innych. Cierpi też gospodarka.

To niezwykle trudny czas dla właścicieli stacji paliw. Jakiś czas temu wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin mówił, że państwowe koncerny paliwowe szacują, że sprzedaż spadła im o połowę.

Według Jakuba Boguckiego, analityka rynku paliw firmy e-petrol, niektórzy sprzedawcy paliw sygnalizują jednak, że notują nawet 80-proc. spadki sprzedaży. Jeśli ten stan utrzyma się przez kolejne tygodnie, część operatorów może nie przetrwać.

W normalnych warunkach stacje ratowały się w trudnych momentach sprzedażą produktów pozapaliwowych. Teraz to niemożliwe, bo klientów jest jak na lekarstwo.   

Na koniec grudnia na krajowym rynku działało ponad 7,6 tys. stacji paliw, przy czym blisko 80 proc. to obiekty koncernów krajowych, a nieco ponad 20 proc. - zagranicznych. Aż 47 proc. stacji należało do operatorów niezależnych. Właścicielem największej liczby punktów był Orlen, który posiadał 1800 placówek. Na kolejnych pozycjach znalazły się: BP (575 stacji), Lotos (506 stacji), Shell (415 stacji) i CircleK (353 stacje).

Bazując na cenach paliw sprzed tygodnia policzyliśmy, ile litrów benzyny można kupić w poszczególnych krajach europejskich za minimalną pensję (przeliczaną według kursu euro na koniec lutego tego roku). Okazuje się, że mieszkańcy Luksemburga mogliby zaopatrzyć się w blisko 2360 litrów benzyny. W przypadku Brytyjczyków byłoby to 1268 litrów, Francuzów 1186 litrów, a Holandii 1079 litrów.

Dla porównania w Polsce za minimalną pensję można by kupić 629 litrów benzyny, na Litwie 592 litry, w Czechach 555 litrów, a na Węgrzech 542 litry. W przypadku Rumunii byłoby to 499 litrów, a Bułgarii 299 litrów.

morb

Dowiedz się więcej na temat: paliwa | ceny paliw