Reklama

Buzek: Zapóźnienie w transformacji dużo nas kosztuje

Im szybciej zaczniemy transformację, tym niższe będą jej koszty. Obecne zapóźnienie słono nas kosztuje. Od węgla powinniśmy odejść w latach trzydziestych, a nie do roku 2049. Do atomu mam dystans, ale jak trzeba, to trzeba - mówi Interii Jerzy Buzek, były premier, poseł do Parlamentu Europejskiego. I dodaje, że podważanie zaufania do Unii Europejskiej jest groźne. Sojusz jest nam potrzebny, w przeciwnym razie pozostaniemy na arenie międzynarodowej sami.

- Koszt transformacji będzie niższy, jeśli szybciej ją zaczniemy. Każde opóźnienie kosztuje. A my mamy wiele lat opóźnienia. Dlaczego przerwaliśmy proces inwestowania w lądową energetykę wiatrową pięć lat temu? Odejście od węgla w 2049 r. to abstrakcja. Powinniśmy z węgla wychodzić szybciej - powiedział Buzek w wywiadzie dla Interii podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Podkreślał, że z węglem powinniśmy się pożegnać już w latach 30. - Odkrywki z węgla brunatnego są bardzo szkodliwe dla środowiska. Sprawność odzysku energii z węgla jest stosunkowo niska, koszty produkcji energii będą rosły. Nie wyobrażam sobie, byśmy w drugiej połowie lat 30. wciąż produkowali energię z węgla brunatnego czy nawet kamiennego. Wyjątkiem jest węgiel koksowy używany do produkcji stali. To inna rzecz, na to trzeba stawiać - mówił.

Reklama

Zdaniem Buzka nieco dłużej może odbywać się produkcja węgla w Zagłębiu Lubelskim, gdzie wydobycie jest bezpieczniejsze. - Tam jest niezły węgiel, eksploatacja złóż w tym rejonie może potrwać dłużej. Być może będziemy prowadzić sprzedaż na zewnątrz, ale to wyjątkowa sytuacja. Generalnie z węgla musimy wychodzić jak najszybciej, ale trzeba porozumieć się z górnikami - mówił.

Obecny wzrost cen węgla tłumaczył sytuacją na rynku gazu, węgiel występuje jako zamiennik gazu.  Europa nie może kupić tyle błękitnego paliwa, ile jej potrzeba, ze względu na zachowawczą politykę handlową Gazpromu. W efekcie poziom wypełnienia europejskich magazynów jest znacznie niższy niż przed rokiem. Tymczasem nieubłaganie zbliża się kolejny sezon grzewczy.

- Ważne są jednak tendencje długofalowe, bo wahania zawsze się pojawiają z różnych przyczyn. W dłuższej perspektywie tendencja jest jednoznaczna - węgiel ekonomicznie się nie kalkuluje. W dłuższej perspektywie będziemy musieli do węgla dopłacać ogromne kwoty. Wiele krajów wycofywało się z węgla już 30-40 lat temu. Wtedy nikt nie mówił o klimacie. Wszystko rozbiło się o kwestie ekonomiczne i związane z bezpieczeństwem - informował Buzek.

Były premier nie jest entuzjastą atomu, ale nie neguje całkowicie tej technologii. - Jestem na dystans do energetyki nuklearnej, ale jeśli rząd oceni, że musimy ją mieć, powiem - OK. Z bólem serca, bo bardzo późno się za to zabieramy, ale jak trzeba to trzeba - mówił.

Pytany o unijne środki z unijnego Funduszu Odbudowy,  których wypłatę Unia zablokowała, odpowiedział, że nie widzi zagrożenia, jeśli tylko polskie władze zaczną stosować się do prawa unijnego. - Nie mam wątpliwości, że będziemy mieli pieniądze, wszystkie, które mamy obiecane. A to są ogromne kwoty, dwa i pół razy większe rocznie niż te, które mieliśmy dotąd - informował.

Warunkiem jest stosowanie się do zasad, które przyjęliśmy jako kraj, wchodząc do UE. - Te zasady są proste, ale jak widać trudno obecnej władzy ich przestrzegać. Sądownictwo musi być niezależne, bo to ono ma rozstrzygać, w jaki sposób wydajemy pieniądze - zgodnie z prawem, czy nie - mówił. Dodał, że głosując w referendum akcesyjnym przeważająca większość Polaków uznała, że te zasady uznaje. - Mamy konstytucję, która nas zobowiązuje do przyjęcia praw i rozstrzygnięć międzynarodowych, na które polskie władze się zgodzą. Obowiązuje nas wykonywanie tych zasad - podkreślał.

Przestrzegał przed podważaniem zaufania do Unii Europejskiej. Podkreślał, że sączenie antyunijnej propagandy jest bardzo groźne i nie powinno się tego bagatelizować. - Nie mamy innego geopolitycznego wsparcia niż USA i UE. Odwracanie się od tych partnerów jest błędem. Kto ma nas wspierać? Chiny? Rosja? - mówił.

Europejski Zielony Ład to ogromne wyzwanie dla europejskiego przemysłu, który obciążony dodatkowymi obowiązkami może przestać być konkurencyjny względem firm spoza UE. Graniczny podatek węglowy, CBAM, ma ochronić przemysł w Europie. Buzek zastrzega jednak, że nie jest to tak proste. - Są zastrzeżenia ze strony WHO. Podatek, który pomógłby naszym przedsiębiorstwom w UE w konkurencji ze światem zewnętrznym, byłby dobry, gdyby nie wiązał się z pewnym znakiem zapytania - czy będziemy mogli stosować dostęp darmowy do emisji CO2  w ramach handlu emisjami. Tu głównie WHO ma zastrzeżenia - mówił.

WHO zarzuca Unii, że chce nakładać podatki na tych, którzy na zewnątrz nie przestrzegają norm emisyjnych, ale sama pomaga finansowo firmom, które tych norm również jeszcze nie spełniają. - Trzeba zrobić wszystko, by udało się to pogodzić -  powiedział.

Bartosz Bednarz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »