Reklama

Kursy walut. Bitcoin, czyli inwestowanie nie dla każdego

Masz trochę gotówki i widzisz jak jej wartość topnieje na bankowym rachunku? Zastanawiasz się, co zrobić, żeby nie tracić, a może nawet trochę zarobić? Wpadłeś - jak większość rodaków w twojej sytuacji - na pomysł by kupić mieszkanie na Bemowie. A może lepiej bitcoina? Bitcoin zdecydowanie jest nie dla każdego.

Pamiętasz czasy, kiedy dorobiłeś się na Universalu, żeby potem wszystko umoczyć na innym giełdowym bankrucie? Strzepnąłeś tylko ze swetra popiół po Ekstra Mocnych i powiedziałeś sobie - tak bywa. Jeśli tak, to bitcoin jest w sam raz dla ciebie. Kryptowaluta wprawdzie wyrasta z pieluch, ale zanim stanie się dojrzałym aktywem czeka nas jazda w górę i w dół. I wielkie emocje. 

Bitcoin to teraz cesarz spekulacji

Reklama

Nie nasz warszawski, lokalny, ale globalny. Ekscytuje tak samo Polaków, Japończykow, Niemców i Amerykanów. Każdy na świecie może wsiąść do tego rollercoastera. To oczywiście jego wielka zaleta, że jest taki sam dla wszystkich. Przez dziesięć lat swojego istnienia bitcoin zdrożał o 10 mln procent. Tylko w 2017 roku - o 1400 proc., żeby potem stracić 84 proc. swej wartości. 

Kiedy bitcoin tracił i tracił w 2018 roku wielu mówiło, że ten nieudany eksperyment trzeba pogrzebać. Zdecydowanie przedwcześnie. Bo oto przyszła pandemia i wszystko się zmieniło. Także kurs bitcoina, który rósł w oczach. W ubiegłym roku kryptowaluta podrożała o 305 proc. Dlaczego? 

Przypomnijmy, że bitcoin nie istnieje fizycznie. To matematyczny algorytm, który od nieco ponad 10 lat generuje nowe trafne odpowiedzi. Jeżeli "moc obliczeniowa" czyjegoś komputera na taką odpowiedź na prawach rachunku prawdopodobieństwa natrafi, staje się właścicielem wygenerowanej przez algorytm cząstki bitcoina.

    Ważne jest to, że algorytm został tak napisany, by liczba bitcoinów była skończona. Emisja rozpoczęła się w 2009 roku, a pierwsza transakcja kryptowalutą odbyła się 22 maja 2010 roku. Wiadomo, że będzie ich 21 milionów bitcoinów i wykopane zostaną do około 2140 roku. Wiemy, że w obiegu do 2048 roku będzie 99,9 proc. bitcoinów - twierdzą autorzy książki "Kryptowaluty" Michał Grzybkowski i Szczepan Bentyn.

Skończona ilość waluty to podstawowa różnica pomiędzy bitcoinem a pieniądzem zwanym fiducjarnym, czyli opartym na zaufaniu wobec emitenta. Taki pieniądzem płacimy na codzień w sklepach. Ale emitenci pieniądza fiducjarnego w każdej chwili mogą uruchomić maszyny drukarskie zwiększając tzw. bazę monetarną. I właśnie na naszych oczach to zrobili. Zaufanie do bitcoina oparte jest natomiast na niezmiennych prawach matematyki.

Dlaczego z bitcoinem dzieje się to, co się dzieje i ekscytuje już wszystkich? Przez zaledwie kilka pierwszych dni stycznia jego wartość (wyrażona w dolarach) wzrosła z niespełna 30 tys. do ponad 40 tys., czyli o 35 proc. Trudno znaleźć podobny przykład. Potem jednak spadła - do niespełna 34 tys. dolarów, czyli o 28 proc. między 8 a 12 stycznia, żeby znowu wzrosnąć do ponad 35 tys.

Dlaczego mamy hossę?

Z tych samych powodów, dla których mamy niebotyczne zwyżki cen akcji. W ubiegłym roku ceny akcji największych amerykańskich spółek wzrosły o 103 proc. Najważniejsze banki centralne świata po wybuchu pandemii wpompowały na rynki ok. 8 bilionów dolarów. To pierwszy odpowiedź na pytanie o powody, dla których cesarz spekulacji przywdział nowe piękne szaty. 

Ale bitcoin drożeje bardzie niż inne aktywa. Dlaczego? Dzięki pieniądzom z banków centralnych i wydatkom rządów na wsparcie gospodarki dotkniętej przez pandemię na rynkach w niewidziany do tej pory sposób wzrosła płynność. Analitycy uważają, że w takich właśnie sytuacjach drożeją najbardziej aktywa, których podaż jest ograniczona.

Liczba obligacji rządowych rośnie w oczach. Nie ma przeszkód, by nie przybywało akcji. Banki centralne mają potężne zapasy złota, a bitcoina ma być tylko 21 milionów i ani cząstki więcej. A w dodatku większość jego "zapasów" została już wyemitowana. Analitycy prześledzili "dostawy" płynności przez banki centralne i zachowanie bitcoina w ciągu ostatnich dziesięciu lat. Okazuje się, że im więcej "płynności", tym bardziej kryptowaluta drożeje.

Skoro więc masz nadmiar pieniędzy i nie wiesz co z nimi zrobić, to w naszych czasach masz prawdziwy kłopot. Bo kiedyś nawet zwykły ciułacz mógł zanieść pieniądze do banku i liczyć przynajmniej na to, że oprocentowanie pozwoli mu uchronić kapitał przez inflacją. Teraz już takiej możliwości nie ma.

Globalny inwestor mógł za swoje ogromne pieniądze kupić rządowe obligacje, powiedzmy amerykańskie. Choć na wysokie zyski nie mógł liczyć, chroniły jego kapitał. Teraz rekin światowych rynków też takiej możliwości został pozbawiony. Jeszcze w 2017 roku wyemitowane obligacje rządowe o ujemnych stopach procentowych miały wartość ok. 8 bilionów dolarów. Na początku tego roku było to już 18 bilionów dolarów.

Realna rentowność amerykańskich obligacji pięcioletnich przekroczyła już minus 1,5 proc. Realnie ujemne stopy procentowe na "bezpiecznych" aktywach powodują, że ich kupowanie przynosi wyłącznie straty. A to zachęca do kupowania aktywów bardziej ryzykownych. W połączeniu z płynnością tworzy wspaniałe środowisko dla bitcoina. Analitycy dodają jeszcze, że kryptowalucie sprzyja także osłabienie dolara. Dolar w ubiegłym roku stracił na wartości 6,2 proc.

Ma swoje problemy

Pierwszym jest to, że nie do końca wiemy, czy bitcoim jest pieniądzem, czy aktywem. Ale zauważmy, że tak samo przez wieki było ze zlotem, srebrem i innymi kruszcami. Specjaliści mówią, ze akceptacja bitciona przez przyjmujących zapłatę (np. w sklepach) zmieniłaby zupełnie jego postrzeganie i ustabilizowała wyceny. Tylko, że każdy kto chciałby przyjmować zapłatę w bitcoinie narażony byłby na zmienność jego wartości, co w oczywisty sposób zniechęca do traktowania go jako pieniądza. Ale już np. w Japonii został  uznawany przez tamtejszy bank centralny jako równorzędny z innymi środek płatniczy.

Drugi problem polega na tym, że nie wiemy, czy bitcoin jest do końca "legalny", bo regulatorzy na całym świcie (podobnie jak polska KNF) skłonni są przed nim ostrzegać zwracając uwagę na ryzyko inwestycyjne. Funkcjonowanie kryptowalut nie ma podstaw w prawie (co oczywiście nie znaczy, że jest niedozwolone). Ostatnio prezes Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde powiedziała, że kryptowaluty wymagają regulacji prawnych, a przepisy muszą zostać uzgodnione na poziomie globalnym.

Wyrósł już z pieluch

W obliczu gigantycznej płynności i realnie ujemnych stóp procentowych bitcoin stał się aktywem godnym pożądania nie tylko przez domorosłych spekulantów, lecz również przez poważne instytucje inwestycyjne. Raporty na temat bitcoina ogłaszają już analitycy największych banków świata.

Co więcej - raporty analityków tych poważnych instytucji mówią, że bitcoin powinien być wart jeszcze więcej, niż teraz. Na przykład analitycy amerykańskiego banku JP Morgan napisali, że z czasem bitcoin będzie konkurował w portfelach inwestorów ze złotem, i ma potencjał do osiągnięcia wyceny 146 tys. dolarów. Obecnie kapitalizacja bitcoina to zaledwie ok. 6 proc. kapitalizacji złota na światowych rynkach. Jeszcze dalej poszli analitycy Citi, którzy napisali, że wartość bitcoina może wzrosnąć do 318 tys. dolarów.

"Te prognozy nie opierały się na żadnej solidnej analizie fundamentalnej" - napisali z kolei analitycy Rothko Research na portalu inwestorskim Seeking Alpha. I dodajmy, że o fundamentalną analizę kryptowalut jest wciąż bardzo trudno. 

Skoro jednak największe banki przyglądają się już bitcoinowi, może oznaczać, że przestał być egzotycznym aktywem. Pogłoski zresztą mówią, że do swoich portfeli wkładają kryptowalutę już także bardzo poważne instytucje inwestycyjne na świecie choćby dlatego, by poprawić relację zysku ważonego ryzykiem. Niemniej za KNF nie sposób nie powtórzyć, że "ryzyko związane z inwestowaniem lub powierzaniem środków w ramach ofert nabycia kryptoaktywów, jest wysokie, "w tym (jest to) ryzyko utraty części lub całości zainwestowanych środków". Szwajcarski bank UBS radzi, by ograniczyć wielkość swoich inwestycji do kwoty, na której utratę można sobie pozwolić.

Analitycy zwracają uwagę, że oświadczenia regulatorów (ostatnio np. brytyjskiego Financial Conduct Authority) spychają na ogół wartość kryptowaluty w dół, podobnie jak to się stało 8 stycznia. O ile bitcoin zyskiwał na wartości wraz z utratą jej przez dolara, kiedy dolar się umocni, bitcoin może stracić. Nawet wtedy, gdy jego wartość rośnie, dochodzi do ostrych, kilkudziesięcioprocentowych przecen i gwałtownych wyprzedaży, jak było to w 2017 roku. Może też nadejść moment - choć trudno go sobie teraz wyobrazić - że inwestorzy porzucą najbardziej ryzykowne aktywa, w tym akcje, i zaczną kupować te bardziej bezpieczne. Wtedy również bitcoin może okazać się nagi.

Jacek Ramotowski

Biznes INTERIA.PL na Twitterze. Dołącz do nas i czytaj informacje gospodarcze

Dowiedz się więcej na temat: bitcoin | waluty | cyfrowa waluta

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »