Reklama

Przecena walut rynków wschodzących

W mijającym tygodniu złoty wyraźnie się osłabił wraz z innymi walutami rynków wschodzących. W stosunku do dolara potaniały czeska korona i węgierski forint - powiedział PAP Arkadiusz Trzciołek, strateg rynków walutowych w PKO BP.

W piątek na fixingu NBP euro kosztowało 4,5789 zł a dolar 3,8882 zł. W stosunku do ostatniego tygodnia złoty stracił ponad 0,6 proc. w stosunku do euro i blisko 1,25 proc. do dolara.

- Słabszemu złotemu towarzyszyło umocnienie amerykańskiego dolara, jako że kurs EUR/USD zszedł w okolice 1,1740. Dane z polskiej gospodarki miały umiarkowany wpływ na notowania na rynku walutowym. Nieco niższy od oczekiwań wzrost zatrudnienia (0,9 proc. r/r wobec 1,8 proc. poprzednio) przy jednoczesnym wzroście wynagrodzeń o 9,5 proc. r/r (konsensus zakładał stabilizację na 8,7 proc.) przekłada się na wciąż wysoką dynamikę funduszu płac - powiedział PAP Arkadiusz Trzciołek, strateg rynków walutowych w PKO BP.

Reklama

Według niego, głównym czynnikiem wpływającym na spadek notowania złotego była przecena walut rynków wschodzących.

- Dane zeszły na dalszy plan wobec koszykowego osłabienia walut rynków wschodzących, gdzie najmocniej w piątek tracił brazylijski real czy turecka lira, jednak istotnie wobec dolara osłabiały się również czeska korona czy węgierski forint. Piątkowy ruch na parach za złotych nie wynikał z czynników stricte lokalnych, jednak stanowił on pogłębienie ruchu zapoczątkowanego po zeszłotygodniowym posiedzeniu RPP - stwierdził Arkadiusz Trzciołek.

Dolarowi pomogły - zdaniem eksperta z PKO BP - nieco lepsze dane z amerykańskiej gospodarki, wśród których znalazła się przede wszystkim sprzedaż detaliczna oraz mniejsza liczba kontynuowanych wniosków o zasiłki.

- Oprócz siły dolara obciążeniem dla walut EM było pogorszenie sentymentu wobec aktywów ryzykownych w ostatnich dniach. Dodatkowo zamieszanie dotyczące chińskiego dewelopera Evergrande oraz jego problemy z wypłacalnością redukowały apetyt na ryzyko"- stwierdził Trzciołek.

Według niego, w przyszłym tygodniu uwaga rynku walutowego będzie się koncentrować na posiedzeniu amerykańskiego FOMC.

- Po sympozjum w Jackson Hole i sierpniowym raporcie z rynku pracy spadły oczekiwania na ogłoszenie ograniczenia skupu aktywów już we wrześniu. Rynek będzie koncentrował się na sygnałach, czy Rezerwa Federalna nadal widzi możliwość rozpoczęcia normalizacji polityki pieniężnej jeszcze w 2021 roku. Jednak przy braku jastrzębiego zaskoczenia w środę, pole do deprecjacji walut EM powinno być ograniczone i sprzyjałoby to powrotowi kursu USD/PLN poniżej 3,90 - zwrócił uwagę strateg PKO BP.

Uważa on, że dane makroekonomiczne płynące z polskiej gospodarki nie będą miały zasadniczego wpływu na rynek.

- Uwagę mogą przyciągać dane o inflacji producentów, które mogą potwierdzić utrzymywanie się presji inflacyjnej. Podwyższona inflacja prawdopodobnie skłoni we wtorek węgierski MNB do kolejnej podwyżki stóp procentowych, gdzie rynek oczekuje wzrostu głównej stawki do 1,75 proc. z 1,50 proc. Takie działanie węgierskich władz tylko rozszerzyłoby dywergencję polityki pieniężnej wobec tej w Polsce, co znajduje swoje przełożenie w notowaniach PLN wobec HUF, które znajdują się blisko tegorocznych minimów - stwierdził Arkadiusz Trzciołek.




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »