Złe prognozy dla brytyjskiej gospodarki

Złe prognozy dla brytyjskiej gospodarki. "Financial Times" donosi, że Biuro Odpowiedzialności Budżetowej obniża przewidywania co do produktywności w kraju, co odbije się na wzroście gospodarczym.

Złe prognozy dla brytyjskiej gospodarki. "Financial Times" donosi, że Biuro Odpowiedzialności Budżetowej obniża przewidywania co do produktywności w kraju, co odbije się na wzroście gospodarczym.

Biuro przyznaje, że dotychczasowe przewidywania były zbyt optymistyczne, co oznacza, że rząd będzie dysponować mniejszą sumą pieniędzy, by obsłużyć koszty Brexitu.

Informatorzy "Financial Times" mówią o "krwawej łaźni w finansach publicznych". Jeszcze w marcu BOB założyło, że wydajność będzie rosnąć o kilka procent rocznie. Tymczasem według danych za drugi kwartał w zestawieniu rocznym skurczyła się ona o 0,2%.

Zdaniem biura, będzie to hamulec dla brytyjskiej gospodarki. Minister skarbu Philip Hammond planował odłożenie kilkudziesięciu miliardów funtów na "fundusz brexitowy" związany z kosztami wychodzenia z Unii Europejskiej. Teraz - według brytyjskich mediów - większość tych pieniędzy ma "wyparować". "To naprawdę poważne. Minister skarbu próbuje zmniejszyć dług, by oszczędzić pieniądze, które mają posłużyć na opłacenie kosztów brexitu. Jednocześnie rząd potrzebuje jasnej strategii inwestycyjnej: potrzebna jest infrastruktura, potrzebne są pieniądze na edukację. Wszystko po to, by oprzeć gospodarkę na wyższych płacach" - powiedziała w BBC prof. Ngaire Woods, ekonomistka z Uniwersytetu w Oksfordzie.

Reklama

Partia Konserwatywna jest obecnie pod presją, by wycofać się z długoletniej polityki zaciskania pasa. Sprzeciwiająca się dalszym oszczędnościom opozycyjna Partia Pracy prowadzi w większości sondaży. Na niedawnej konferencji Partii Konserwatywnej Theresa May, częściowo w ramach odpowiedzi na postulaty opozycji, zapowiedziała inwestycje w mieszkania i edukację.

IAR

...................

Brytyjska wiceminister ds. wyjścia z Unii Europejskiej Joyce Anelay oceniła w rozmowie z PAP, że rozbieżności w negocjacjach z UE "można rozstrzygnąć dzięki dobrej woli". "My jesteśmy gotowi i chętni, więc Komisjo Europejska - do roboty" - dodała.

Wiceminister Anelay rozmawiała z PAP przy okazji przeprowadzonych w czwartek w Londynie konsultacji brytyjskiego rządu z polską społecznością w Wielkiej Brytanii, w trakcie których podkreślała, że Polacy są i będą w tym kraju mile widziani.

Pytana, jak obywatele UE powinni zachowywać się w obliczu przedłużającej się niepewności co do zagwarantowania ich praw w rozmowach ws. Brexitu, Anelay podkreśliła, że powinni oni przede wszystkim zachować spokój.

"To wszystko zależy od negocjacji, co sprawia, że nie możemy jeszcze dać stuprocentowej gwarancji, kiedy się zakończą, ale możemy dać i dajemy słowo, że mamy dobrą wolę wobec mieszkających tutaj obywateli UE. Sam fakt, że nasza oficjalna rada nadal brzmi, by się nie niepokoili, jest słuszny: nie trzeba się spieszyć, a stworzymy nowy system, który w uproszczony sposób będzie pozwalał na pozostanie (w Wielkiej Brytanii - PAP). Mamy nadzieję, że Polacy czują się tu na tyle komfortowo, że będą chcieli zostać" - tłumaczyła.

Jak zaznaczyła, w dwóch trzecich kwestii dotyczących praw obywateli UE osiągnięto już ogólne porozumienie, m.in. w kwestiach dotyczących przyszłych emerytur, dostępu do zasiłków społecznych i systemu opieki zdrowotnej, a także dalszego funkcjonowania Europejskiej Karty Ubezpieczenia Zdrowotnego.

"Pozostała jedna trzecia to nie są wyłącznie kwestie, w których mamy diametralnie sprzeczne stanowiska, a czasami jest to wręcz kwestia tylko tego, że uznaliśmy, iż zastanowimy się nad technicznymi zmianami" - powiedziała polityk.

Unikając odpowiedzi na pytanie o przyszłe prawo ściągania do Wielkiej Brytanii członków rodziny z Polski, Anelay zapewniła jedynie, że Wielka Brytania dotychczas "pokazała prawdziwy pragmatyzm w dyskusji na te tematy".

Jak dodała, są również obszary dotyczące praw obywateli, w których brytyjski rząd chce pójść dalej niż Komisja Europejska, i to strona unijna blokuje postęp w rozmowach.

"Mogę podać przykład sytuacji, w której opowiedzieliśmy się za większą wolnością dla tych, którzy żyją w Wielkiej Brytanii, niż Komisja Europejska chce się zgodzić. W tym momencie, jeśli ktoś miałby tzw. status osoby osiedlonej i wyjechał z Wielkiej Brytanii na ponad dwa lata, to po brexicie nie miałby automatycznego prawa powrotu. My chcemy, żeby Polacy nie tylko mogli pozostać, ale też by mieli dożywotnią gwarancję możliwości powrotu, nawet jeśli wyjadą na ponad dwa lata. Na razie KE się na to nie zgadza, ale będziemy o tym dalej rozmawiać" - powiedziała wiceminister ds. brexitu.

Anelay odniosła się także do braku porozumienia w kwestii rozliczeń finansowych między Wielką Brytanią a Unią Europejską. "Wiem, że w prasie pojawiały się opowieści o tym, że na przykład europosłowie nie są zadowoleni, że jeszcze nie wiemy dokładnie, ile Wielka Brytania zapłaci UE - lub UE Wielkiej Brytanii, bo czasami UE zapomina, że też ma wobec nas zobowiązania. Premier (Theresa May) jasno powiedziała jednak we Florencji, że my wywiążemy się ze swoich zobowiązań i słowa dotrzymamy" - zapewniła.

Jak dodała, Parlament Europejski "chce wiedzieć tu i teraz, ile zapłacimy, (...) a to jest nierealistyczne".

"Zgodnie z założeniami na tym etapie mieliśmy pokazać jedynie wystarczający postęp i to jest element tego procesu. Prowadzimy poważne negocjacje (...), bo będziemy musieli być w stanie pokazać brytyjskiej opinii publicznej, dlaczego się zgodziliśmy na daną kwotę" - tłumaczyła.

Anelay oceniła, że "nierozwiązane kwestie w negocjacjach można rozstrzygnąć dzięki odrobinie dobrej woli".

"To uczciwe, ale twarde negocjacje, które nie polegają tylko na uśmiechaniu się i przytakiwaniu, bo przecież odpowiadamy za życie wielu ludzi. (...) My jesteśmy gotowi i chętni, więc Komisjo Europejska - do roboty" - zaapelowała.

Brytyjska minister dodała, że "nie wydaje jej się", by mogło dojść do zerwania negocjacji bez porozumienia.

"Widziałam podczas wielu spotkań - nie tylko w Brukseli, ale również z moimi odpowiednikami w Europie - że istnieje realna determinacja, by to wszystko ułożyć" - powiedziała.

"Jest im bardzo smutno, że wychodzimy z UE, i niektórym sporo czasu zajęło uwierzenie, że to prawda, ale po brexicie będziemy chcieli stać się najlepszymi przyjaciółmi, jakich kiedykolwiek mieli" - zapewniła. Jak dodała, Brytyjczycy "chcą robić rzeczy po swojemu".

"(Były premier) David Cameron próbował uzyskać porozumienie, które pozwoliłoby nam podejmować decyzje na nasz sposób, a jednocześnie pozostać członkiem UE. Unia uznała jednak, że nie może nam ustąpić. Dla nas ważne jest, że dotrzymaliśmy słowa, doszło do referendum i Brytyjczycy podjęli (w nim) decyzję (o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii), a rząd bierze się do roboty i wdraża ją w życie" - zakończyła.

Wielka Brytania rozpoczęła proces wyjścia z UE 29 marca br. i powinna opuścić Wspólnotę w ciągu dwóch lat od tej daty.

IAR/PAP
Dowiedz się więcej na temat: zły
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »