Czynnikiem potęgującym wczorajszy rajd złotego mogło być podrzucanie popularnych ostatnio zakładów rynkowych ukierunkowanych na pogłębienie jego słabości względem innych walut regionu, zwłaszcza forinta
Oznacza to, że w ostatnim miesiącu, głównie za sprawą najświeższych przetasowań po sympozjum w Jackson Hole i sierpniowym rekordzie inflacji euro potaniało o prawie 1 proc., a frank oraz funt zostały przecenione o ok. 1,5 proc.
Dolar nie zmienił w tym horyzoncie tak wyraźnie wartości względem złotego. Należy przy tym pamiętać, że w sierpniowym apogeum odwrotu od ryzykownych walut za dolara płacono prawie 3,94 zł, równo dziesięć groszy więcej niż w środę rano.

Kurs EUR/PLN, przełamując barierę 4,55, otworzył sobie drogę do 4,50 (cel na koniec kwartału w naszych prognozach) i potwierdził, że lokalne szczyty zostały ustanowione jeszcze w lipcu. W perspektywie kolejnych tygodni na złotego patrzymy pozytywnie, ale o dalszą zniżkę kursu wspólnej waluty w najbliższych godzinach może być trudno. Pokiereszowany w ostatnich kilku dniach dolar również może nieco zyskiwać. Na coraz bliższym horyzoncie są bowiem piątkowe dane z USA dotyczące kondycji rynku pracy, które mogą odsunąć decyzję Rezerwy Federalnej o ogłoszeniu wygaszania skupu aktywów.
Po drugie, za sprawą serii odczytów barometrów nastrojów w przemyśle i usługach ze wszystkich zakątków globu napływać mogą chłodzące apetyt na ryzyko informacje. Mogą one sugerować, że rozprzestrzenianie się wariantu delta koronawirusa staje się coraz poważniejszym balastem dla wzrostu gospodarczego. Przede wszystkim niepokoić może gasnąca koniunktura w Chinach. Pod lupą będą także dzisiejsze i jutrzejsze odczyty indeksów ISM dla Stanów Zjednoczonych. Analogiczny wskaźnik dla Polski, czyli PMI dla przemysłu spadł we wrześniu mocniej, niż oczekiwano (z 57,6 do 56,0 pkt), ale nadal zdecydowanie bliżej mu do historycznych szczytów z czerwca (59,4 pkt) niż pułapów, które wskazywałyby, że sektor zaczyna się kurczyć.

Dodatkowym czynnikiem potęgującym wczorajszy rajd złotego mogło być podrzucanie popularnych ostatnio zakładów rynkowych ukierunkowanych na pogłębienie jego słabości względem innych walut regionu, zwłaszcza forinta. Bazowały one na odmiennych strategiach obranych przez oba banki centralne - na Węgrzech stopy procentowe są ostro podnoszone. Sierpniowy wystrzał inflacji skłonił zapewne do refleksji, że najsilniejsze rozbieżności już miały miejsce i skutkował masowym zamykaniem pozycji po niemal 4-procentowym, trwającym kilka tygodni ruchu, który siłę forinta względem złotego wywindował do najwyższych pułapów od roku. Wczorajsze tąpnięcie można interpretować w kategoriach zmiany trendu. Uważamy, że węgierska waluta wyczerpała w dużej mierze pole do średnioterminowego umocnienia - poprzeczka oczekiwań względem kontynuacji zacieśniania jest wysoko postawiona. Niedowartościowany złoty - wręcz przeciwnie - w szerszym ujęciu dopiero rusza do odrabiania strat.
Bartosz Sawicki, 1 września 2021









