Reklama

Hiszpania: 100 euro kary za chodzenie bez maseczki

W Hiszpanii kolejne regiony przywracają obowiązek noszenia maseczek. Jak wyjaśnia lokalna administracja - powodem jest wzrost zachorowań na koronawirus. Nieprzestrzeganie nakazu karane jest mandatem wynoszącym 100 euro.

Od wczoraj nie można poruszać się bez maseczki po Katalonii. W Barcelonie - stolicy regionu - w ciągu ostatniego tygodnia liczba zakażeń COVID-19 prawie się podwoiła (wzrost o 81 proc.) a ponad 200 tysięcy mieszkańców Leridy i okolic jest od tygodnia objętych ścisłą kwarantanną.

Reklama

Jak wyjaśniła administracja regionu, z odkrytą twarzą można przebywać tylko na plaży i na basenie, ale już nie w toaletach i przebieralniach. W maseczce trzeba też siedzieć w oczekiwaniu na posiłek w słynnych chiringuitos - barach na piasku, tuż przy morzu.   

Maseczki są obowiązkowe w 10-tysięcznej Ortizii w Kraju Basków - mieście, w którym wykryto ognisko koronawirusa. W ramach prewencji, lokalny rząd regionu zdecydował tam o zmniejszeniu o połowę liczby klientów barów i restauracji. Zakazał też aby w ogródkach, przy jednym stoliku, siedziało nie więcej niż 10 osób.  

Od dzisiaj nie można rozstawać się z maseczkami na Balearach. Jak uzasadniono, lokalne władze liczą, że dzięki decyzji uda im się opanować 10 istniejących na archipelagu ognisk koronowirusa - 8 na Majorce i po jednym na Minorce i na Ibizie. Władze Balearów wyjaśniły, że maseczki można zdejmować tylko w określonych sytuacjach: na plaży, basenie, podczas uprawiania sportu, gry na instrumentach dętych lub picia i jedzenia. Trzeba je jednak mieć założone w restauracji, oczekując na posiłek. 

Od północy noszenie maseczek będzie obowiązkowe w Estremadurze - regionie sąsiadującym z Portugalią i słynącym z najlepszych jamon serrano w Hiszpanii (wieprzowe, suszone szynki). Bez względu na zachowanie bezpiecznej odległości między osobami, muszą je nosić wszyscy powyżej 6 roku życia.

Zakrytą twarz należy mieć na ulicy, na otwartej przestrzeni i we wszystkich zamkniętych miejscach użytku publicznego, takich jak sklepy, dworce czy kina. Decyzje uzasadniono “potrzebą skutecznego działania i zapobiegania" koronawirusowi w Estremadurze, gdzie obecnie istnieją cztery ogniska COVID-19, trzy z nich w Badajoz, mieście na granicy z Portugalią. 

Z sondaży wynika, że za wzrost zachorowalności na COVID-19 mieszkańcy Hiszpanii obwiniają samych siebie. Kiedy La Vanguardia, największa gazeta Katalonii, zapytała czytelników, czy ich zdaniem przestrzeganie zasad bezpieczeństwa jest bagatelizowane przez społeczeństwo, “Tak" odpowiedziało 97 proc. ankietowanych. 

ew, Europa Press

Dowiedz się więcej na temat: Hiszpania | wakacje

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »