Górnicy wygrywają z gabinetem Donalda Tuska

Rząd przymierza się do wycofania z zapowiadanej w expose reformy systemu emerytur górniczych - dowiedziała się "Rzeczpospolita". Przeciętna emerytura wynosi w Polsce ponad 1700 zł, przeciętna górnicza jest teraz dwa razy wyższa - sięga 3500 zł.

Oficjalnie ma dalej nad nimi pracować, ale nieoficjalnie osoby zbliżone do rządu przyznają, że chociaż odebranie górnikom ich wysokich świadczeń dałoby realne oszczędności, jest to zbyt ryzykowne politycznie. Natomiast resort pracy tłumaczy, że wciąż jest niegotowy.

Jeżeli rząd wycofa się z reformy emerytalnej górników, pozostaną oni jedyną grupą, która na stałe zachowa przywileje emerytalne. Mimo kryzysu i rosnącego deficytu budżetowego nadal co roku będziemy do ich emerytur dopłacać 6 mld zł rocznie. ZUS wydaje na nie około 8 mld zł rocznie, natomiast ze składek wpływa zaledwie 2 mld zł - czytamy w gazecie.

Reklama

Przeciętna emerytura wynosi w Polsce ponad 1700 zł, przeciętna górnicza jest teraz dwa razy wyższa - sięga 3500 zł.

- - - - - -

Minister pracy i polityki społecznej Władysław Kosiniak-Kamysz zapewnił w środę w Katowicach, że prace w ramach rządu nad projektem zmian w systemie emerytur górniczych wciąż trwają. Nie sprecyzował jednak, kiedy projekt zostanie oficjalnie ogłoszony.

W środę "Rzeczpospolita" napisała, że rząd przymierza się do wycofania z zapowiadanej w expose premiera Donalda Tuska reformy systemu emerytur górniczych. Według gazety rząd ma oficjalnie nadal pracować nad projektem, ale jego wprowadzenie byłoby ryzykowne politycznie.

Wcześniej Kosiniak-Kamysz zapowiadał, że projekt zmian ma być gotowy do końca 2012 roku, tak się jednak nie stało. Minister tłumaczy zwłokę m.in. zmianą na stanowisku wicepremiera, ministra gospodarki. W grudniu Waldemara Pawlaka zastąpił Janusz Piechociński.

- Prace trwają. Tak jam mówiliśmy - jest nowy minister gospodarki, nowy wicepremier; trwa dyskusja między resortami na ten temat, też dyskusja z pracownikami - powiedział w środę w Katowicach minister pracy.

Zapowiedział, że gdy projekt będzie gotowy, zostanie w trybie formalnym przesłany do konsultacji społecznych, które zgodnie z przepisami trwają co najmniej 30 dni. - Wtedy będzie czas na dyskusje - wskazał Kosiniak-Kamysz.

Nie sprecyzował, kiedy projekt może trafić do formalnych konsultacji. - Nie chcę się określać, ponieważ zmieniły się też warunki w Radzie Ministrów (...); chcemy sobie wszystko dogadać i porozumieć się w tej kwestii - powiedział.

W środę po południu, z wicepremier Piechocińskim, Kosiniak-Kamysz ma spotkać się w Katowicach z Międzyzwiązkowym Komitetem Protestacyjno Strajkowym, przygotowującym na przełom lutego i marca ostrzegawczy strajk generalny na Śląsku. Na spotkanie zaproszono też niektórych liderów górniczych związków, jednak resort pracy nie zamierza na razie przedstawiać im założeń projektu zmian w emeryturach górniczych.

- Nie taki jest cel dzisiejszego spotkania (...). Temat emerytur pewnie pojawi się w rozmowie, bo on często pada w dyskusjach na Śląsku; pewnie dzisiaj znów będzie - ocenił minister.

W grudniu wicepremier Piechociński mówił w Mysłowicach, że projekt zmian w górniczym systemie emerytalnym powinien być wypracowany i zaakceptowany na Śląsku, w duchu dialogu.

Teraz górnicy dołowi przechodzą na emerytury po przepracowaniu pełnych 25 lat pod ziemią. Premier Donald Tusk w expose w listopadzie 2011 r. zapowiedział utrzymanie tych uprawnień dla osób pracujących bezpośrednio przy wydobyciu. Zmianom sprzeciwiają się związkowcy, podkreślając, że górnicy zatrudnieni na dole przy drążeniu chodników, transporcie czy utrzymaniu infrastruktury także są niezbędni dla prowadzenia wydobycia.

Odpowiadając w styczniu na pytanie resortu gospodarki dotyczące listy stanowisk górniczych, uprawniających do emerytury po 25 latach pracy, związkowcy zgodnie wskazali, że taka lista znajduje się już w obecnych regulacjach. Wskazali przy tym na potrzebę jej rozszerzenia, m.in. na społecznych inspektorów pracy czy niektórych związkowców. Wspólne stanowisko w tej sprawie wypracowało 12 górniczych central związkowych.

W środowisku górniczym spekuluje się, że przygotowywane przez rząd zmiany mogą dotyczyć np. uprawnień emerytalnych osób zajmujących się odwadnianiem kopalń (oni również pracują pod ziemią, ale nie przy wydobyciu; często odwadniają dawno zamknięte wyrobiska) oraz części dozoru górniczego, który - choć zatrudniony pod ziemią - nie wykonuje bezpośrednio prac wydobywczych.

- - - - - -

Liderzy dwunastu górniczych związków uzgodnili wspólne stanowisko w sprawie rządowych zamierzeń ograniczenia liczby pracowników uprawnionych do emerytury po przepracowaniu pełnych 25 lat pod ziemią. Związki od początku były i są przeciwne temu pomysłowi.

W przesłanym do Ministerstwa Gospodarki stanowisku związkowcy sprzeciwili się próbie ograniczenia liczby stanowisk zaliczanych do pracy pod ziemią oraz pozbawieniu pozostałych osób zatrudnionych pod ziemią obecnych uprawnień emerytalnych. Zwrócili uwagę, że pracę górniczą definiują już stosowne ustawy. Opowiedzieli się nawet za rozszerzeniem grupy uprawnionych o tych pracowników, których pozbawiono tego ustawą z 2005 r.

W związku z trwającymi pracami dotyczącymi reformy systemu emerytur górniczych, w styczniu Ministerstwo Gospodarki zwróciło się do związkowców o przedstawienie wykazu stanowisk w przedsiębiorstwach górniczych, które - ich zdaniem - powinny być uważane za pracę górniczą pod ziemią. Związkowcy mieli przedstawić swoje stanowisko do 22 stycznia. W środę opublikowała je górnicza Solidarność.

"Centrale związków zawodowych działające w górnictwie węgla kamiennego nie widzą konieczności ograniczania zakresu stanowisk uważanych za pracę górniczą pod ziemią" - napisali związkowcy, wskazując, że pojęcie pracy górniczej jest precyzyjnie określone w ustawie emerytalnej z 1998 r., a uaktualnione w 2005 r., zaś niejasności w tym zakresie rozstrzygał już Sąd Najwyższy.

Związkowcy wskazali, że w 2005 r. zlikwidowano okresy zaliczane do pracy górniczej i większość okresów równorzędnych z pracą górniczą, czego skutkiem jest znaczne zmniejszenie ilości uprawnionych do emerytury górniczej. Swoje wcześniejsze uprawnienia utracili m.in. pracownicy zakładów przeróbki mechanicznej węgla, zakładowi społeczni inspektorzy pracy oraz pracownicy oddelegowani do pełnienia funkcji związkowych z wyboru, którzy wcześniej wykonywali pracę górniczą pod ziemią. Ponadto wydłużył się okres pracy dla pracowników honorowo oddających krew, przebywających na świadczeniach chorobowych i wypadkowych.

"W tym zakresie proponujemy wprowadzenie w ustawie (emerytalnej z 1998 r. - PAP) zmian umożliwiających skorzystanie z uprawnień emerytalnych na zasadach obowiązujących przed 27 lipca 2005 r." - napisali związkowcy. Przekonują oni, że zaliczenie wskazanych okresów do pracy równorzędnej z górniczą będzie miało wpływ jedynie na prawo do emerytury bez względu na wiek, a nie na jej wysokość, ponieważ ta będzie kształtowana w myśl obowiązujących w tym zakresie przeliczników.

Związkom chodzi m.in. o to, by osoby obejmujące określone funkcje, np. społecznych inspektorów pracy, nie traciły prawa do emerytury górniczej. Obecnie tak się dzieje, co - zdaniem związkowych liderów - powoduje, że pracownicy wykonujący pracę górniczą nie są należycie reprezentowani w organach związków zawodowych ani w strukturach społecznej inspekcji pracy; to z kolei - jak napisali - przekłada się na poziom bezpieczeństwa w kopalniach.

W jesiennym expose w 2011 r. premier Donald Tusk zapowiedział utrzymanie prawa górników do emerytury po 25 latach pracy pod ziemią dla osób zatrudnionych bezpośrednio przy wydobyciu. Oznaczałoby to pozbawienie takich uprawnień innych górników dołowych. Projekt w tym zakresie przygotował resort pracy i polityki społecznej, jednak jego szczegóły nie są znane. Ministerstwo analizowało m.in. poszczególne stanowiska pracy pod ziemią.

Górnicy, którzy nie pracują bezpośrednio przy wydobyciu, zajmują się np. drążeniem chodników, transportem materiałów i urobku, instalacją, demontażem i serwisem podziemnych urządzeń itp. Według nieoficjalnych spekulacji środowiska górniczego, prawo do emerytury po 25 latach pracy mogliby stracić np. pracownicy zajmujący się odwadnianiem nieczynnych kopalń oraz niektórzy pracownicy kopalnianego dozoru.

O tym, że wydzielenie "pracujących przy wydobyciu" spośród wszystkich pracujących pod ziemią jest niemożliwe, wielokrotnie przekonywali przedstawiciele różnych środowisk górniczych.

"Tej reformy nie da się wprowadzić, bo żaden pracownik dołowy nie pracuje zawsze i przez cały czas na jednym tylko stanowisku. Ludzie migrują, zmieniają oddziały i nie zależy to od ich widzimisię, ale od nieprzewidywalności sytuacji pod ziemią, np. rozmaitych zdarzeń o charakterze geologicznym oraz decyzji pracodawcy, wynikających z bieżących potrzeb" - mówił jesienią ubiegłego roku szef górniczej Solidarności Jarosław Grzesik.

M.in. sprawom ewentualnych zmian w systemie emerytur górniczych ma być poświęcone zaplanowane na 30 stycznia w Katowicach spotkanie ministra gospodarki, wicepremiera Janusza Piechocińskiego i ministra pracy Władysława Kosiniaka-Kamysza z górniczymi związkami. Tego dnia Piechociński ma spotkać się także z szefami spółek węglowych oraz z komitetem protestacyjno-strajkowym, powołanym przez największe regionalne centrale związkowe na Śląsku.

Związki przeprowadzają obecnie referenda w kolejnych branżach i zakładach, dotyczące zgody na generalny strajk ostrzegawczy w regionie, do którego miałoby dojść w lutym. Akcja referendalna ma zakończyć się do 20 lutego. Dotychczas - według informacji związków - zdecydowana większość głosujących popiera taki strajk. Nieoficjalnie związkowcy mówią, że protest mógłby trwać cztery godziny.

Związkowe postulaty dotyczą stworzenia osłonowego systemu regulacji finansowych oraz ulg podatkowych dla przedsiębiorstw utrzymujących zatrudnienie w okresie niezawinionego przestoju produkcyjnego oraz wprowadzenia systemu rekompensat dla przedsiębiorstw, które dotknie wprowadzenie od początku przyszłego roku unijnego pakietu klimatyczno-energetycznego. Związkowcy domagają się też uchwalenia przez Sejm ustawy ograniczającej umowy śmieciowe, likwidacji Narodowego Funduszu Zdrowia i powrotu do systemu kas chorych.

Kolejne żądanie dotyczy spraw emerytalnych. Związki chcą, by pracowników pracujących w warunkach szczególnych i o szczególnym charakterze nadal obowiązywały przepisy dotyczące emerytur pomostowych. Komitet domaga się także zaprzestania likwidacji szkół i zaprzestania przerzucania finansowania szkolnictwa publicznego na samorządy.

Czytaj raport specjalny serwisu Biznes INTERIA.PL "Emerytury: Musimy dłużej pracować?"

PAP
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy
Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »
Nie, dziękuję. Wchodzę na Interię »