Taka ostatnio moda na narzekanie wśród koncernów - tych bardziej nowoczesnych, bardziej wydajnych i dbających lepiej o pracowników niż jakieś tam "Januszeksy" - jak twierdzą niektórzy. Też narzekają, na regulacje prawne (z tym, że wyprzedzająco, bo ich jeszcze nie ma), no i na konkurencję (z tym, ze nie chińską, tylko wódczaną) W związku z czym rynek piwa się kurczy - i to już nie tylko wolumenowo (o 5,8 proc.), ale także wartościowo (o 4,2 proc.). Wartość branży piwnej spadła więc z 23 mld zł do 22 mld zł.
Browary zabija konkurencja cenowa
Narasta więc problem nadmiaru mocy produkcyjnych. Od 2020 roku zamknięto 44 browary. Ale tylko 6 tak zwanych przemysłowych. Reszta to były browary mikro, małe i restauracyjne (działające przy barach piwno-gastronomicznych). Zabija je konkurencja… cenowa. Ze strony trzech największych graczy, którzy mają 80 proc. rynku i optymalizują koszty.
Ale…
U mnie na wsi produkcja piwa wzrasta. A ja osobiście zwiększam jego konsumpcję. Bo choć piwa generalnie nie piję, to przecież goloneczki, czy żeberek nie będę zapijał moim ulubionym winem, którego nazwy nie wymienię, bo to byłaby już zakazana reklama. Zaopatrują mnie produkujący je sąsiedzi. Nie można nazwać ich pogardliwie "Januszeksami", bo nie robią tego z chęci zysku, tylko z przyjemności. Z tym, że oni produkują piwo (tradycyjnymi metodami), a nie wyroby piwopodobne. Jestem tak stary, że pamiętam z czasów komuny wyroby "czekoladopodobne". Coś nam z komuny zostało.
Tak samo jak samochód z silnikiem, jaki mój dziadek miał w kosiarce nie za bardzo zachęca mnie do kupowania nowego, tak samo napój zawierający syrop glukozowo-fruktozowy, ekstrakt kukurydziany (zastępujące prawdziwy słód) i ekstrakt chmielowy (zamiast prawdziwych szyszek chmielowych) nie za bardzo zachęca mnie do jego picia. To księgowi, a nie warzelnicy wymyślili tę kukurydzę. Bo dostarcza cukrów fermentujących znacznie taniej niż prawdziwy słód jęczmienny. Ale jako że prawnicy definicji piwa nie napisali, to można piwem nazwać wszystko. Byleby było jak najtańsze, albo jak najmocniejsze.
Cena napojów piwopodobnych ma przyciągać
W odróżnieniu od producentów pojazdów samochodowo-podobnych, które odstraszają ceną, cena napojów piwopodobnych ma przyciągać. No i pewnie niektórych przyciąga.
Więc informuję, że według moich sąsiadów nie da się zrobić prawdziwego piwa, żeby jego cena u sprzedawcy (jakby ktoś chciał je sprzedawać) mogła się zmieścić poniżej 6 zł. A przecież w marketach napoje piwopodobne potrafią kosztować poniżej 3 "zeta". Dla zachęty niektórzy producenci robią nazywany piwem napój o zawartości 12 proc. alkoholu! Więc to chyba bardziej oni konkurują z wódką niż wódka z nimi.
To już lepiej napić się dobrej wódki. Do golonki polecam ziemniaczaną leżakowaną w korzeniach chrzanu, a do mielonego - żytnią leżakowaną w zielonym ogórku. Tylko że w jednej z knajp na Trakcie Królewskim w Warszawie kieliszek takiej wódki potrafi kosztować 30 zł. Jeden kieliszek! 30 złotych! Ale taką wódką to się ludzie delektują, a nie uchlewają. I tu jest problem - w kulturze picia, a nie w samym piciu. Polecam tu miłośnikom literatury (tak, tak, nie pomyłka - literatury) "Kulturową historię alkoholu" pióra Iaina Gately.
Wielkie koncerny piwowarskie w Polsce mają problemy
Owszem, niektóre dobre piwa zawierają 10 proc. alkoholu, ale są robione one po "niemiecku". Tym razem - w odróżnieniu od samochodów - to nadal komplement. Wymaga tego niemieckie prawo czystości (Reinheitsgebot). Zostało wprowadzone 23 kwietnia 1516 roku w Ingolstadt w Bawarii przez księcia Wilhelma IV. Stanowiło, że piwo można warzyć tylko z wody, słodu jęczmiennego i chmielu. Później dodano jeszcze drożdże - gdy odkryto ich rolę w procesach fermentacji. Uznawane jest ono za najstarszą regulację żywności na świecie. W 1906 roku objęło całe Niemcy. Choć w 1987 przestało być bezwzględnie obowiązującym prawem, to dzisiaj jest używane w marketingu jako gwarancja tradycji i jakości. No i ludzie jeżdżą tam specjalnie tylko po to, żeby się tego piwa napić. Podobnie jak do Czech. A w Polsce wielkie koncerny piwowarskie mają problemy, jak niemieckie koncerny samochodowe. Bo do marketingu zamiast jakości używana jest przyroda (góry, zwierzęta) i sport (choć jest to zakazane - dlatego używani są sportowcy). No i… artyści - o czym ostatnio bardzo głośno. Ale z nich tacy artyści jak z niektórych pojazdów - samochody, a z niektórych napojów - piwa.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy
Śródtytuły pochodzą od redakcji















