Konsekwencje tej wzniosłej idei zaczyna odczuwać gospodarka niemiecka. W podsumowaniu minionego roku tamtejsza Federalna Agencja Pracy ostrzegła o pogarszającej się stagnacji na rynku pracy. Wskaźnik mierzący prawdopodobieństwo ponownego znalezienia pracy przez bezrobotnych w ciągu miesiąca wynosi obecnie 5,7 - mniej niż kiedykolwiek wcześniej. Wcześniej co 13. osoba, która straciła pracę, znajdowała nową w ciągu miesiąca. Teraz, w takim samym czasie znajduje ją co 18. osoba. Bezrobocie rośnie od trzech lat. Co istotne problem dotyczy zarówno naukowców jak i robotników, młodych i starszych stażem.
Fatalna sytuacja w branży motoryzacyjnej
Najgorzej jest w wieloletniej chlubie niemieckiego przemysłu - branży motoryzacyjnej. Kiedyś slogan reklamowy Volkswagena brzmiał: "Das Auto". I brzmiał bardzo dobrze. Samochody niemieckie były synonimem samochodu. W trzecim kwartale 2025 roku pracuje w tym sektorze o prawie 50 tys osób mniej niż rok wcześniej. A wcześniej zatrudnienie też spadało. Teraz spada szybciej. Problemy niemieckiego przemysłu wywołane katastrofalną - jak się okazuje - polityką socjalną i ekologiczną spowodowały, że coraz większe kwoty przeznaczane są na "restrukturyzacje". Od początku 2024 roku około 16 mld euro. Sam Volkswagen wydał 2,5 mld euro. Ale ta "restrukturyzacja" to głównie zwolnienia pociągające wydatki na odprawy i programy przedemerytalne dla pracowników.
Zamykana jest między innymi słynna "Szklana Manufaktura" (Gläserne Manufaktur) w Dreźnie, znana z produkcji modelu ID.3. Coś nie idą ekologiczne samochody. Do 2030 roku Volkswagen planuje zwolnić 35 tys. osób. Ale idzie to coraz grzej. Od początku 2024 roku zawarto 25 tys. porozumień z pracownikami, ale w trzecim kwartale 2025 roku tylko około tysiąca. Programy zachęcające do dobrowolnych odejść wyczerpują swój potencjał. Trzeba będzie dokonywać zwolnień niedobrowolnych. Czyżby Niemcy przestali umieć produkować samochody? Albo niemieccy pracownicy stali się mniej wydajni od chińskich? To idee ekologiczne spowodowały, że produkują je coraz gorsze, ale za to coraz droższe. To idee socjalne spowodowały, że mają problem z pracownikami, którzy nagle nie zapomnieli, jak się pracuje, tylko się stopniowo stawali coraz bardziej roszczeniowi.
Ale problemy mają inne branże: maszynowa i chemiczna. W nich też są zwolnienia, a zwalniani pracownicy nie kupują nowych samochodów. A jak już muszą, to kupują tańsze. Czyli chińskie.
Idee mają konsekwencje
Kilka lat temu, gdy zaczynałem pisać dla Interii felietony, przypominałem tu o strategii postarzania produktów. Teraz mogę znowu napisać: "A nie mówiłem". W 2015 roku spod Dworca Centralnego w Warszawie jechałem taksówką Mercedes 110. Rok produkcji 1965! Co prawda "klima" była w nim sterowana ręcznie, ale komfort jazdy nie był gorszy niż nowym. A skóra na siedzeniach po 50 latach była w lepszym stanie, niż w nowym bywa po 5. Bo w tym nowym skóra jest - zgodnie z nowymi ideami - ekologiczna. Tylko że właściciel - jeszcze starszy niż jego Mercedes - go nie zezłomował, nie wziął kredytu na kupno nowego, nie wygenerował popytu i nie ożywił gospodarki - zgodnie z dominującym w nowej ekonomii paradygmatem ekonomicznym. Pisałem, że w tym samym czasie, gdy jechałem tym Mercedesem, kupiłem wiertarkę. Taką profesjonalną. Bo taką miałem fanaberię. Działała świetnie, więc nie ożywiłbym gospodarki swoim popytem, gdyby nie padła bateria. Oczywiście nowe baterie nowocześniejsze i bardziej ekologiczne miały już inny uchwyt. Więc trzeba było kupić nową wiertarkę, żeby wygenerować popyt i ożywić gospodarkę. Na szczęście nie kupiłem. Do wywiercenia paru dziurek pożyczyłem od sąsiada. I na szczęście jej nie wyrzuciłem, tylko cisnąłem gdzieś w kąt. A teraz już mogę kupić do niej pasującą baterię. Tyko że… musiałem zamówić ją w Chinach.
Idee mają konsekwencje. Co prawda zgodnie ze słynnym Prawem Murphy'ego "ludzie postępują rozsądnie dopiero wówczas, gdy wszystkie inne możliwości zawiodą". Ale czy aby nie jest już za późno na powrót do starych idei? Obawiam się, że jest. Ale cóż: "Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało".
"Sam tego chciałeś niemiecki przemyśle"
P.S. Ale przecież nie tyko Weavera mało kto dziś czyta. Moliera też. Otóż Grzegorz, będąc zamożnym chłopem, zapragnął ożenić się ze szlachcianką. Nie przewidział konsekwencji, które będą go czekać. Rodzina żony go lekceważyła i tylko chętnie korzystała z jego pieniędzy. W zamian udzielali mu lekcji dobrych manier. I to właśnie podczas jednej z udzielanych mu lekcji grzeczności, wygłosił słynną sentencję: "Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało, sam tego chciałeś...".
Tak samo niemiecki przemysł chciał się przypodobać ekologom, którzy go lekceważyli, a chętnie korzystali z jego pieniędzy. "Sam tego chciałeś niemiecki przemyśle"…
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu prezentuje własne opinie i poglądy
Śródtytuły pochodzą od redakcji













