"Nie mogę podpisać ustawy, która pod hasłem "przywracania praworządności" w rzeczywistości wprowadza nowy etap chaosu i otwiera drogę do politycznego wpływu na sędziów. Ustawa wprowadza segregację sędziów i oddaje wymiar sprawiedliwości w ręce politycznej grupy interesów" - stwierdził słusznie Pan Prezydent.
W kontrze, pan (do niedawna, sędzia, a obecnie Minister Sprawiedliwości) Waldemar Żurek, powiedział Polskiej Agencji Prasowej, że to Prezydent wprowadza chaos, i że on sam "nie ustąpi w doprowadzaniu do przywrócenia organów konstytucyjnych obywatelom".
Moim zdaniem chaos wprowadził PiS. A dokładniej dwóch panów: Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro. A pogłębiają obecnie ów chaos inni dwaj panowie: Donald Tusk i Waldemar Żurek, który nazywany bywa pieszczotliwie: "Waldemort".
Ja bym bardzo chciał, żeby obywatelom ktoś, kiedyś przywrócił te organy konstytucyjne. Niestety się na to nie zanosi. Zgodnie z nowelizacją 15 członków Krajowej Rady Sądownictwa spośród sędziów miało być wybieranych w bezpośrednich i tajnych wyborach (organizowanych przez Państwową Komisję Wyborczą) przez niektórych sędziów w Polsce, a nie - jak obecnie - przez Sejm. Oczywiście autorzy nowelizacji twierdzą, że mieli ich wybierać "wszyscy" sędziowie, a nie "niektórzy" - jak napisałem. No ale istotne jest zestawienie czynnego prawa wyborczego z biernym. Bierne mieli mieć tylko sędziowie z co najmniej 10-letnim stażem orzeczniczym i 5-letnim w danym sądzie. Czyli "wszyscy" sędziowie mogli wybrać niektórych sędziów. Wiadomi których. Najbardziej oddanych walce o praworządność.
Chodziło przecież o "przywrócenie" praworządności. Takie przynajmniej były zapowiedzi. Z tym, że de facto ma to być "przywrócenie" władzy nad sądownictwem zwolenników Platformy Obywatelskiej w sądach. I to na tym właśnie miała polegać owa mityczna praworządność.
W związku z postępującym rozkładem wymiaru sprawiedliwości, Pan Prezydent przedstawił własny projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki oparty na trzech konkretnych zasadach:
- bezstronności sądów,
- niepodważalności orzeczeń,
- potwierdzeniu statusu prawidłowo nominowanych sędziów.
Brzmi bosko. Ale diabeł tkwi w szczegółach. A tych jeszcze nie znamy.
Najbardziej mnie jednak martwi nie "nawalanka" polityczna pomiędzy politykami. Prezes Naczelnej Rady Adwokackiej Przemysław Rosati powiedział stacji TVN, że "Prezydent miał niepowtarzalną szansę zakończyć spór wokół wymiaru sprawiedliwości, składając podpis pod ustawą, którą ostatecznie zawetował". Od razu przypomniał mi się Prezydent Francji Jacques Chirac, który w 2003 roku, skrytykował Polskę za poparcie USA w sprawie Iraku mówiąc, że Polacy "stracili dobrą okazję, by milczeć". Tym razem Prezydent powinien milczeć i potulnie podpisać gniota polityczno-prawnego, który Sejm uchwalił.
Zawsze mi się wydawało, że adwokatura jest miedzy innym po to, by bronić obywateli przed państwem. Jak to robił Ciceron. No ale jak nasz Prezes kandyduje ponoć na sędziego Trybunału Konstytucyjnego, który powoływany jest przez Sejm zdominowany przez PO, by walczyć tam z sędziami powołanym wcześniej przez Sejm zdominowany przez PiS, to ta misja ulega osłabieniu. A szkoda.
Robert Gwiazdowski
Autor felietonu wyraża własne opinie i poglądy.












