Za sprawą swojego znanego rezydenta - Pier Silvio Berlusconiego - Portofino jest miastem o najwyższych średnich dochodach w przeliczeniu na mieszkańca we Włoszech. Miejscowość słynie także z największej liczby zakazów - żartowała w lipcu "La Stampa".
Portofino zakazało siedzenia na schodach i picia piwa przywiezionego z domu
Gazeta przypomina, że w mieście zabronione jest m.in.: żebranie, chodzenie bez koszulki przed mariną, siedzenie na schodach przy jednym z placów i przed lodziarnią Gepi, zasłanianie horyzontu, picie piwa przywiezionego z domu oraz chodzenie boso.
Miejscowość zamieszkuje nieco ponad 500 osób. Przy czym "całorocznych" rezydentów jest znacznie mniej. Jednak ze względu na swoje walory krajobrazowe Porfino co roku odnotowuje istne turystyczne oblężenie. Miasteczko upodobali sobie celebryci, milionerzy i miliarderzy oraz ci aspirujący do bycia "turystami premium".
Zakaz zatrzymywania się na selfie. Portofino wprowadziło "czerwone strefy"
Zmorą dla mieszkańców są przede wszystkim duże statki wycieczkowe, które cumują w porcie w pobliskiej Genui. Ich goście docierają do mariny w Portofino na motorówkach lub na niewielkich jachtach. Generują koszty (śmieci, nieczystości, tłok) niewspółmierne do tego, ile zostawiają pieniędzy w mieście. Turyści z wycieczkowców "wpadają" bowiem tylko na chwilę - po zrobieniu zdjęć odpływają.
To m.in. w nich wymierzone jest rozporządzenie, które włoskie i zagraniczne media nazwały "prawem anty selfie". W maju burmistrz miasta ustanowił tzw. czerwone strefy, w których piesi nie mogą przebywać zbyt długo. Zakaz ma na celu walkę z tłokiem.
Nawet 1 157 zł za złamanie zakazu
Jak wyjaśniał serwis Liguria Today w ramach tych przepisów zabronione jest przemieszczanie się pojazdów i pieszych oraz parkowanie i zatrzymywanie się wzdłuż krawędzi nabrzeża przy Molo Umberto. Zakaz obejmuje też najsłynniejszy plac w mieście Piazzetta di Portofino. Kara za złamanie prawa wynosi do 275 euro (około 1 157 zł).
Kiedy o kolejnym zakazie wprowadzonym przez władze w Portofino zrobiło się głośno, burmistrz Matteo Viacava tłumaczył, że rozporządzenie - podobnie jak i wcześniejsze - jest "jedynie narzędziem dla miejscowych stróżów prawa". "Nie chodzi o grzywny. Jeśli już, to idą i mówią: »Proszę, założyć koszulę«. I to wszystko" - mówił "La Stampie".











