W skrócie
- Syreny alarmowe są w Polsce uruchamiane zbyt często, co - zdaniem samorządowców - prowadzi do zobojętnienia mieszkańców na ich sygnał.
- Samorządy zwracają uwagę na nieskuteczność oraz chaos w systemie powiadamiania o zagrożeniach - takich jak np. nalot dronów, wynikający z istnienia dwóch rozporządzeń.
- Eksperci wskazują na potrzebę ujednolicenia sygnałów alarmowych i edukacji społeczeństwa.
- Więcej podobnych informacji znajdziesz na stronie głównej serwisu
Na "nieskuteczny sposób powiadamiania mieszkańców o zagrożeniach" zwraca uwagę Śląski Związek Gmin i Powiatów, komentując proces odbudowy systemu ochrony ludności i obrony cywilnej w Polsce. W ocenie ŚZGiP poważne luki w systemie wyszły na światło dzienne w tym roku, podczas naruszenia przestrzeni powietrznej na wschodzie naszego kraju, do którego doszło w nocy z 9 na 10 września.
Aktualnie w Polsce syreny uruchamiane przez Państwową Straż Pożarną są włączane za każdym razem, kiedy jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej (OSP) jest zadysponowana i wyjeżdża do akcji. Zdaniem Związku doprowadziło to do tego, że mieszkańcy przyzwyczaili się do sygnału i zobojętnili na niego.
Syreny alarmowe wyją zbyt często? Mieszkańcy wskazują na brak realnego zagrożenia
Mieszkańcy też coraz częściej podważają zasadność uruchamiania syren w OSP, w szczególności w godzinach nocnych, wskazując na dużą uciążliwość i przerywanie snu. W obliczu bezpieczeństwa kraju i obywateli to jednak najmniejszy problem.
"Trudno nie przyznać racji, kiedy to do akcji strażacy mogą być wzywani za pomocą elektronicznych systemów powiadamiania (np. aplikacja na telefon), a nie na głos syreny znajdującej się na budynku remizy OSP. Pozostawienie syren alarmowych wyłącznie do powiadamiania o zagrożeniach mieszkańców spowoduje zwrócenie większej uwagi na ogłaszane alarmy na terenie gminy objętej zagrożeniem" - czytamy w opublikowanym stanowisku.
Samorządowcy chcą ujednolicenia przepisów o sygnałach alarmowych
Obecnie w systemie prawnym - jak zauważa ŚZGiP - występują dwa rozporządzenia dotyczące stosowania sygnałów alarmowych: MON z 2024 roku i MSWiA z 2025 r. W ocenie Związku są one niespójne. "Rozporządzenie MSWiA wprowadziło bowiem dodatkowy sygnał alarmowy dla jednostki ochrony przeciwpożarowej, niewiele różniący się od alarmu dla ludności cywilnej" - wskazuje. Samorządowcy mówią wprost, że takie rozwiązanie - oprócz problemów czysto technicznych - powoduje dezinformację i chaos komunikacyjny dla mieszkańców.
Dlatego ŚZGiP domaga się od rządu ujednolicenia powiadamiania mieszkańców o zagrożeniach za pomocą syren alarmowych, tak aby istniał tylko jeden jasny sygnał, który każdy będzie mógł zdefiniować jako alarm o zagrożeniu lub jako komunikat o odwołaniu tego zagrożenia.
Czy system ostrzegania przed zagrożeniami jest nieskuteczny? Ekspert mówi, co jest problemem
- Trudno powiedzieć, że syreny alarmowe wykorzystywane są zbyt często. Problemem jest raczej to, że nie jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że systemy alarmowe, które funkcjonują w polskim systemie reagowania kryzysowego, służą wyłącznie do ogłaszania alarmów dla ludności - mówi w rozmowie z Interią Biznes dr Bartosz Maziarz, ekspert ds. bezpieczeństwa z Instytutu Nauk o Polityce i Administracji Uniwersytetu Opolskiego. Jak dodaje, dźwięk syren kojarzy się głównie z wyjazdami straży pożarnej, co dziś - przy funkcjonowaniu aplikacji - dodatkowo wprowadza dezorientację.
Ekspert nie rezygnowałby jednak z systemu syren. - Pozostawiłbym go i nadal wykorzystywał, ale przede wszystkim skupiłbym się na uświadamianiu mieszkańców, że jest to system powiadamiania kryzysowego - nie tylko do wzywania strażaków na pomoc. Równocześnie rozszerzyłbym go o nowocześniejsze rozwiązania, przede wszystkim różnego rodzaju aplikacje - stwierdził.
Zdaniem Maziarza podstawowym problemem jest bowiem fakt, że nawet gdy syreny alarmowe się włączają, my nie wiemy, co powinniśmy zrobić. Większość Polaków nie ma świadomości, jakie są sygnały, jak brzmi alarm, na przykład przeciwlotniczy, ani jak brzmi jego odwołanie. - Te procedury są spisane i znane od kilkudziesięciu lat, ale wszystko to jest wynikiem zaniedbań w zakresie obrony cywilnej i ochrony ludności na przestrzeni ostatnich 40 lat - dodaje.
Podstawowym problemem jest fakt, że nawet gdy syreny alarmowe się włączają, my nie wiemy, co powinniśmy zrobić.
- Słysząc syrenę, często nawet się nie zatrzymujemy, nie zastanawiamy się, co ona oznacza - i na tym się to kończy. Dlatego musimy rozszerzyć system powiadamiania o nowoczesne metody: aplikacje, powiadomienia, tak jak ma to miejsce w innych krajach, w tym również na Ukrainie - wyjaśnia.
Ekspert ds. bezpieczeństwa: Nie mogą funkcjonować dwa rozporządzenia ws. sygnałów alarmowych
Dr Bartosz Maziarz zgodził się ze stanowiskiem Śląskiego Związku Gmin i Powiatów, że nie mogą funkcjonować dwa rozporządzenia ws. sygnałów alarmowych. - Wynika to między innymi z faktu, że ustawa o obronie cywilnej i ochronie ludności, która weszła w życie w styczniu tego roku, cały czas "żyje". Z jednej strony to dobrze, bo w trakcie jej obowiązywania wychwytujemy różnego rodzaju sprzeczne przepisy. Gdyby tej ustawy nie było, prawdopodobnie nawet byśmy nie zauważyli, że takie regulacje istnieją i że są wobec siebie niespójne - wyjaśnił.
W ocenie eksperta ds. bezpieczeństwa powinno się to zmienić. - Nie upatrywałbym jednak głównego problemu w samych systemach syren ani w samych sygnałach alarmowych. Problem jest znacznie głębszy i dotyczy przede wszystkim braku świadomości społecznej - zaznaczył.
- Musimy edukować obywateli: uświadamiać, że takie systemy istnieją, że działają, po co są i do czego służą. Skoro nie reagujemy na podstawowe sygnały alarmowe, to tym bardziej trudno oczekiwać reakcji na jakieś sygnały specjalistyczne zapisane w konkretnych aktach prawnych, czy to MON-u, czy MSWiA - dodał.
MSWiA: Syreny alarmowe są kluczowe dla bezpieczeństwa
Zdaniem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, syreny alarmowe są kluczowe dla naszego bezpieczeństwa. "W sytuacjach kryzysowych, takich jak klęski żywiołowe, formy łączności jak telefonia komórkowa mogą zawodzić. Wtedy to właśnie syreny są jedynym pewnym sposobem na błyskawiczne wezwanie pomocy i ostrzeżenie mieszkańców. Od każdej minuty może zależeć czyjeś życie, dlatego szybkość i skuteczność tego systemu jest nie do zastąpienia" - odpowiedział Interii Biznes resort.
W ocenie MSWiA inne metody, takie jak SMS-y czy aplikacje mobilne, są jedynie ważnym uzupełnieniem. "Choć wiele jednostek OSP korzysta z nich, by ograniczyć używanie syren w nocy, to same powiadomienia na telefon nie dają gwarancji, że ratownicy zostaną skutecznie zbudzeni i zaalarmowani" - twierdzi ministerstwo.
Resort podkreśla, że aby uporządkować zasady, wprowadził w maju nowe rozporządzenie, które jasno określa ono rodzaje sygnałów, odróżnia alarmy dla strażaków od tych dla ludności oraz definiuje zasady działania Alertu RCB czy Regionalnego Systemu Ostrzegania. "Dzięki modernizacji syreny stają się też coraz nowocześniejsze - wiele z nich potrafi już emitować zrozumiałe komunikaty głosowe, co pozwala nam działać jeszcze precyzyjniej" - zapewnia MSWiA.
Sebastian Tałach














