Reklama

KE przekonuje: Obniżyć emisje CO2

Wbrew sprzeciwowi przemysłu Komisja Europejska zdecydowanie popiera ograniczenie unijnych emisji CO2 o 30 proc. do 2020 r., zamiast uzgodnionych już 20 proc. - wynika z uzyskanego przez PAP dokumentu, który KE przyjmie w środę.

Polskie ministerstwo środowiska nie chciało w poniedziałek skomentować tych informacji PAP, choć zdaniem resortu nie ma przesłanek do podjęcia takiej decyzji. "Z oficjalnym komentarzem wstrzymujemy się do czasu publikacji. Dodatkowo, zdaniem Polski, nie zaistniały przesłanki do podjęcia takiej decyzji" - powiedziała PAP rzecznik ministerstwa środowiska Magda Sikorska.

Reklama

KE przekonuje w tej zamówionej przez kraje członkowskie analizie kosztów przejścia na ambitniejszy cel 30 proc., że na skutek wywołanego kryzysem spowolnienia gospodarczego i spadku popytu na energię będzie to wymagało zdecydowanie mniej nakładów niż prognozowano w 2008 r., kiedy to Unia Europejska przyjęła pakiet klimatyczno-energetyczny.

"20 proc. to za mało, by zrealizować cel, jakim jest utrzymanie wzrostu temperatury na świecie na poziomie maksymalnie 2 stopni w porównaniu z epoką przedindustrialną" - głosi raport, przygotowany przez unijną komisarz ds. klimatu Connie Hedegaard. Jest ona wielką zwolenniczką podwyższenia unijnych ambicji w zakresie redukcji emisji CO2, co deklarowała już podczas swoich przesłuchań w Parlamencie Europejskim.

"Dodatkowe koszty gospodarcze potrzebne do osiągnięcia celu 30 proc. - choć są znaczne - spadły. Zarówno kontekst międzynarodowy, jak i gospodarcza analiza wskazują, że jest słuszne, by UE przygotowywała się do przejścia na 30 proc." - głosi raport.

KE przedstawia konkretne wyliczenia na potwierdzenie tej tezy. Dodatkowy koszt przejścia z 20 na 30 proc. miałby wynieść 33 mld euro rocznie do 2020 r., co stanowi zaledwie 0,2 proc. unijnego PKB. Koszt całkowity redukcji 30-procentowej jest teraz szacowany na 81 mld euro rocznie, czyli 0,54 proc. PKB. To o 11 mld euro więcej niż 70 mld euro rocznie, na jakie w 2008 r. wyliczono koszty realizacji pakietu energetyczno-klimatycznego zakładające ograniczenie emisji o 20 proc.

Jak KE proponuje osiągnąć cel 30 proc.?

"Jeśli chodzi o podział geograficzny, to potencjał zwiększenia redukcji emisji z 20 do 30 proc. jest proporcjonalnie większy w biedniejszych krajach członkowskich. Podstawowa jest kwestia, jak najlepiej zmobilizować konieczne publiczne i prywatne środki finansowe" - głosi raport. KE jest zdania, że na przyjazne środowisku, niskoemisyjne technologie powinny być przeznaczone fundusze z polityki spójności trafiające do tych krajów. Jej zdaniem, byłaby to idealna alternatywa dla finansowania proekologicznych inwestycji z handlu niewykorzystanymi uprawnieniami do emisji CO2 (tzw. AAU), co promuje m.in. Polska.

KE podkreśla, że w najbliższej dekadzie nadarza się okazja do ambitnego przejścia na technologie niskoemisyjne, gdyż konieczne będzie zastąpienie przestarzałych elektrowni węglowych. W Polsce 95 proc. produkcji energii pochodzi z węgla.

KE proponuje także ograniczenie o 15 proc. liczby praw do emisji, które mają być od roku 2013 kupowane przez zakłady przemysłowe na aukcjach. Ogółem firmy objęte systemem handlu emisjami ETS miałyby do roku 2020 ograniczyć emisje o 34 proc. (w obecnym planie 21 proc.), a sektory nieobjęte ETS, takie jak transport, budownictwo czy rolnictwo - o 16 proc. (obecnie 10 proc., przy czym Polska może je zwiększyć o 14 proc. ze względu na prognozowany rozwój gospodarczy).

Będzie nowy podatek?

KE wskazuje też jeszcze jedną możliwość finansowania nakładów na ograniczenie emisji: podatek od CO2, który - w zależności od stawki - mógłby przynieść krajom członkowskim do 50 mld euro rocznie do 2020 r.

KE zgadza się tym samym z argumentacją obrońców środowiska, że podwyższenie celu redukcyjnego z 20 do 30 proc. jest niezbędne, aby UE powróciła na scenę globalnych negocjacji klimatycznych i odzyskała swoją wiarygodność w oczach krajów rozwijających się. To stanowisko sprzeczne z argumentacją lobby przemysłowego takiego jak polskie Forum CO2, które twierdzi, że podwyższenie klimatycznych ambicji UE naraża na szwank konkurencyjność gospodarki, która boleśnie odczuła skutki kryzysu.

Wysiłek związany z przejściem na 30 proc. będzie tym mniejszy, że UE już zredukowała swoje emisje CO2 o 10 proc. w porównaniu z 1990 rokiem. Korzyści miałyby być różnorakie: poza wsparciem walki ze zmianami klimatycznymi, także czystsze powietrze, wzrost bezpieczeństwa energetycznego poprzez ograniczenie importu gazu i ropy (oszczędności do 40 mld euro) czy tworzenie nowych miejsc pracy dla wykwalifikowanej siły roboczej.

W grudniu 2008 roku szefowie państw i rządów na szczycie UE w Brukseli uzgodnili jednostronną redukcję emisji CO2 o 20 proc. do 2020 r. w porównaniu z 1990 rokiem. Następnie UE ogłosiła, że jest gotowa do redukcji emisji CO2 o 30 proc., jeśli inne uprzemysłowione potęgi zgodzą się na porównywalny wysiłek. Na konferencji klimatycznej w Kopenhadze w grudniu ub.r. nie udało się jednak dojść do porozumienia, a poziom ambicji takich krajów, jak USA, Brazylia, Chiny czy Japonia nie był porównywalny z unijnym.

Polska, obok Włoch, była krajem najsilniej sprzeciwiającym się podwyższeniu unijnego celu redukcji emisji z 20 do 30 proc. w Kopenhadze.

Dowiedz się więcej na temat: PAP | 2020 | Komisja Europejska | R. | emisje CO2 | CO2

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Finanse / Giełda / Podatki
Bądź na bieżąco!
Odblokuj reklamy i zyskaj nieograniczony dostęp do wszystkich treści w naszym serwisie.
Dzięki wyświetlanym reklamom korzystasz z naszego serwisu całkowicie bezpłatnie, a my możemy spełniać Twoje oczekiwania rozwijając się i poprawiając jakość naszych usług.
Odblokuj biznes.interia.pl lub zobacz instrukcję »